Jak zareaguje Kacper Tomasiak? Hasło "złoty medal" i wszystko jasne
- Ja wierzyłem w Kacpra Tomasiaka, bo zawsze miał ten swój atut, czyli mocną głowę i odporność psychiczną w zawodach. Ale jeśli ktoś przed igrzyskami postawiłby, że będzie miał trzy medale, to dzisiaj byłby milionerem. W tym sensie wyskoczył jak Filip z konopi - mówi w rozmowie z Interią Robert Mateja, były skoczek, który także szkolił 19-letniego bohatera polskiej reprezentacji. Ciekawie mówi też o złotym medalu. Co na to sam nastolatek?

Srebro, brąz i ponownie srebro - w tej kolejności Kacper Tomasiak zapisywał się... Ba, wyrył w granicie swoje imię i nazwisko dla potomnych. Tak jak do dzisiaj żyjemy wspomnieniami o sukcesach "Irenissimy". czyli nieodżałowanej Ireny Szewińskiej z 1964 roku (złoto i dwa srebra), tak samo za 60 lat i więcej kolejne pokolenia będą wracać do osiągnięcia 19-letniego bohatera z Bielska-Białej.
Mateja reaguje na sukces Tomasiaka i Wąska: Obawiałem się, że będę ciągnąć konkurs na siłę
O sukcesie młodziana w Predazzo, na igrzyskach olimpijskich pod oficjalną nazwą Mediolan i Cortina d'Ampezzo, trąbi cała Polska. A także z pewnością będzie przybywało ojców sukcesu, ileś osób z pewnością na wyrost, ale niektórym dobrze robi ogrzewanie się w blasku sreber i brązu. Szkoleniowcem, który pojawił się na drodze Tomasiaka do obecnej eksplozji talentu i formy, był Robert Mateja. Były skoczek, który kilka dni temu dokładnie przedstawił chronologię w rozmowie z Interią. Wówczas byliśmy po pierwszym medalu nowej gwiazdy krajowego sportu.
Niesamowity przebieg miał wczorajszy konkurs, który dla Polaków był huśtawką nastrojów. Duet Tomasiak - Paweł Wąsek zajmował drugie miejsce, by po skoku tego drugiego wylądować poza podium. Trzecia seria to był istny dreszczowiec, bowiem rozpętała się śnieżyca. Podjęto próbę skoków, ale Tomasiak został puszczony na stracenie. Ostatecznie jury uznała, że w tych warunkach nie będzie próby kontynuowania zawodów i trzecia seria została odwołana, a za końcowe uznano wyniki po dwóch turach.
- Dużo, dużo emocji, ze szczęśliwym zakończeniem. Bardzo szczęśliwym. Obawiałem się, że będę ciągnąć ten konkurs na siłę. Myślałem, że regulamin na igrzyskach jest taki, że muszą się odbyć całe zawody, aby można było zaliczyć wyniki. Przypomniałem sobie bowiem jedne z zawodów, bodaj w Libercu, gdzie właśnie były takie głosy, że w takiej sytuacji będą musiały odbyć się całe zawody - mówi w rozmowie z Interią Robert Mateja.
- Nie zakładałem, że mogliby przełożyć na przykład na kolejny dzień, bo w grę wchodzi znacznie więcej składowych, przede wszystkim telewizja i ramy czasowe całej imprezy. Sądzę, że właśnie niemożność skorzystania z takiej furtki spowodowała takie posunięcie. Zgoda, śnieg względnie szybko przestał padać, ale pewnie zajęłoby trochę czasu, aby na nowo przygotować warunki, czyli choćby przedeptać zeskok, bo zrobiło się niebezpiecznie. "Łapałoby" chłopaków i ciężko byłoby zrobić telemark. Uważam, że decyzja była słuszna - ocenia 51-latek.
Jak wytłumaczyć to, że po tak mizernym sezonie, w skokach cieszymy się już z trzech medali, dwóch indywidualnie i jednego w duecie?
- Zaczynając od małej skoczni, nie ukrywajmy, poza Kacprem wyniki nie były super. Natomiast Kacper generalnie cały sezon ciągnie sam nasze skoki. To znaczy, do tego momentu sam, bo teraz doszedł z medalem też Paweł. Wygląda na to, że pozostali też dojdą. Czyli okay, prawda? - uśmiechnął się Mateja. Próbując dalej zracjonalizować to, co się stało.
- Jak mówię, wypalił przede wszystkim Kacper. Cały sezon praktycznie skakał bardzo dobrze, nawet już bardzo dobrze. I kręcił się w okolicach pierwszej dziesiątki, niewiele brakowało mu w poszczególnych zawodach do podium. I w końcu się doczekał na najważniejszej imprezie - mówi nasz rozmówca. Jednocześnie Tomasiak stał się dopiero czwartym polskim olimpijczykiem w historii, który na jednej imprezie zdobywa trzy podia.
"Jak Filip z konopi". Mateja wprost o tym, co zrobił 19-letni Tomasiak
Konia z rzędem temu, komu w ogóle przez myśl przeszedł taki scenariusz. - Wystrzelił jak Filip z konopi. A jeśli byłby ktoś, zdolny wytypować jego trzy medale, dziś byłby na pewno milionerem - zaśmiał się Mateja, kierując bezpośrednie słowa do swojego byłego podopiecznego.
- Kacper, wielkie gratulacje. Oby tak dalej i się nie zmieniaj, pozostań taki sam, jak do tej pory. Z twardą, chłodną, a nawet zimną głową. Doskonale wiedziałem, chwilkę z nim pracując, że to jego wielki atut. Jak przychodziły jakiekolwiek zawody, byliśmy pewni, że się poprawi w stosunku do treningu - podkreśla Mateja.
Czy biorąc to wszystko pod uwagę, pierwsze podia Tomasiaka w seniorskich skokach, które od razu przełożyły się na trzy medale olimpijskie, sumę dwóch srebrnych i jednego brązowego można określić, niczym złoto?
- Hmmm... trudna sprawa. Ciekawe, co na to Kacper, czy tę pulę medali zamieniłby na jeden złoty. A co ja bym zrobił? Chyba wolałbym jeden złoty. Bycie mistrzem olimpijskich to chyba coś, co ludzie jeszcze bardziej zapamiętują od pozostałych medalistów - ocenił Mateja.
Rozmawiał Artur Gac, Mediolan













