Historyczny wynik, srebro w łyżwiarstwie dla Polski. Później przykry upadek
Elwira Seroczyńska to legenda polskiego łyżwiarstwa szybkiego. Polka zdobyła historyczny pierwszy srebrny medal na igrzyskach olimpijskich dla naszego kraju i celowała w kolejnej konkurencji w złoto. Jej plany pokrzyżował jednak zaskakujący upadek - od razu winą obarczono organizatorów. Seroczyńska wróciła do Polski z jednym medalem, ale i tak napisała wielką historię.

Seroczyńska zmarła w wigilię Bożego Narodzenia, 24 grudnia 2004 roku. W chwili śmierci miała 70 lat. 26 razy triumfowała w mistrzostwach Polski, a 17 razy biła rekord kraju. Zdobyła olimpijskie srebro, a mierzyła jeszcze w złoto na innym dystansie, to jednak odebrał jej pechowy upadek.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Elwira Seroczyńska ze srebrem w 1960 roku
To był wyjątkowy dzień dla Polaków na igrzyskach w Squaw Valley. Biało-czerwone panczenistki jednego dnia zdobyły dwa medale, a na kolejny kibice musieli czekać aż dwanaście lat. W biegu na 1500 metrów srebro wywalczyła Elwira Seroczyńska, a brąz jej wielka rywalka, Helena Pilejczyk. Złoto w tej konkurencji należało do Rosjanki, Lidii Skoblikowej, która została później podwójną mistrzynią świata.
Początkowo Seroczyńska i Pilejczyk miały w ogóle na igrzyska nie jechać - działacze mieli traktować to jako stratę czasu i pieniędzy. Ostatecznie jednak ruszyły i uzyskały znakomite wyniki. Późniejsza srebrna medalistka podczas biegu w parze z reprezentantką USA, Jeanne Omelenczuk, uzyskała czas 2:25,7 i przez długi czas prowadziła w konkursie. Z pierwszym miejscem pożegnała się dopiero podczas walki rekordzistki świata, Lidii Skoblikowej, z Heleną Pilejczyk. Ostatecznie podium na aż dwóch miejscach okazało się polskie. Podczas dekoracji zaś doszło do pięknych scen, gdy polska delegacja wdarła się pod podium i porwała zawodniczki, by świętować z nimi na miejscu, podrzucając je i wiwatując na ich cześć.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Wielka szansa na medal i nagle upadek
Zaledwie dwa dni później doszło do kolejnego wyścigu, w którym udział wzięła Seroczyńska. Bieg na 1000 metrów mógł dać jej złoto. Polka była w formie i widziała ogromną szansę na medal. W tamtym wyścigu rywalizowała z Japonką Yuuko Tanaką i wydawało się, że sięgnie po rekord świata. Podczas jazdy pokazywała równe tempo, lepsze o cztery sekundy od obowiązującego rekordu. Nagle doszło jednak do przykrej sceny - na ostatniej prostej Seroczyńska zahaczyła o grudkę lodu, która znajdowała się na torze i upadła, co pozbawiło ją szans nie tylko na złoto, ale w ogóle medal i dobry wynik.
Po srebrze zapragnęłam złotego medalu. Właśnie rozpoczynał się wyścig na 1000 metrów. Od startu biegłam jak szalona, szybko weszłam w swój rytm i jakbym nie czuła oporu powietrza, mknęłam po lodzie szybciej niż kiedykolwiek w życiu. Kiedy wjeżdżałam na ostatni wiraż, trener stojący tam ze stoperem krzyknął do mnie – Masz złoty medal! Pochyliłam się jeszcze niżej i wzięłam wiraż. Nie dałam się wyrzucić sile odśrodkowej, trzymałam się jak najbliżej usypanej ze śniegu bandy. Wyjeżdżałam na ostatnią prostą. Już tylko kilkanaście metrów... i właśnie wtedy potknęłam się. Upadłam! Wytraciłam cały pęd, szorując ciałem po lodzie. Koniec! Nie będzie złotego medalu, nie będzie żadnego innego medalu! Co gorzej, nie będzie chyba nigdy w życiu takiej szansy po raz drugi!
Tłumaczyła, że choć nigdy nie wierzyła w pecha, to ten właśnie jej się przytrafił i gdyby nie odprysk śniegu, który zatopił się w torze, dziś cieszyłaby się złotem, które "leżało na tacy". Trener Seroczyńskiej twierdził, że wina leżała po stronie organizatorów. "Kiedy Seroczyńska weszła w ostatni wiraż byłem pewny zwycięstwa, bo znałem jej możliwości na finiszu. Nagle nieuchwytne dla oka potknięcie i nasza wielka olimpijska nadzieja upadła na lód. Nie będę się silił na opis, co przeżywaliśmy w tym dramatycznym momencie. Seroczyńska zalała się łzami. (...) Badaliśmy przyczyny upadku Seroczyńskiej. Naszym zdaniem winę za to ponoszą organizatorzy zawodów" - tłumaczył na łamach "Przeglądu Sportowego".
Gdyby nie tamten upadek, Polska mogłaby cieszyć się już wtedy z pierwszego złota igrzysk olimpijskich. Ostatecznie tak się jednak nie stało i pierwsze złoto dał Biało-Czerwonym Wojciech Fortuna, a pierwszy złoty medal w łyżwiarstwie szybkim - Zbigniew Bródka.













