Dwa srebra, a teraz złoto dla Polski? Nasz as mknie po rewanż. Starcie gigantów
- Cieszę się, że nie dość, że mentalnie jestem w szczycie formy, to też fizycznie. Nie mam sobie nic do zarzucenia i z dobrą nadzieją patrzę w przyszłość. Mam w głowie pewien medalowy plan, ale nie zamierzam go zdradzać - mówi Damian Żurek, który na 1000 m otarł się o medal olimpijski, zajmując czwarte miejsce. Dzisiaj (godz. 17) na 500 metrów jest jeszcze większym faworytem do podium, nawet najwyższego stopnia.

- Z jednej strony ludzie nie zapamiętają mnie, bo byłem 4. na igrzyskach, tylko zapamiętują złotego, srebrnego i brązowego medalistę, ale ja jestem dumny. Udowodniłem sobie, że jestem na najwyższym poziomie. Jestem dumny z bycia Polakiem, jestem dumny z bycia żołnierzem Wojska Polskiego. Mam nadzieję, że nie zawiodłem nikogo - tymi słowami po finale na 1000 m Damian Żurek zbratał sobie rzeszę kibiców.
Damian Żurek: Topowa forma, wzrósł głód medalu
Igrzyska olimpijskie to taki czas, gdy okno wystawowe dla mniej medialnych dyscyplin robi się szeroko otwarte. I nasz gwiazdor doskonale z niego skorzystał. Bowiem nie tylko pokazał kapitalną formę, będąc o włos (siedem setnych sekundy) od medalu, ale także pokazał, jakim jest człowiekiem.
Dzisiaj temperatura emocji idzie jeszcze bardziej w górę. Zwłaszcza po tym, co wczoraj na torze lodowym pokazał Władimir Semirunnij, zdobywając wicemistrzostwo olimpijskie. To jedna i ta sama dyscyplina sportu, ale o ile nasz naturalizowany rodak dokonał genialnego wyczynu na 10 km, tak dzisiaj trójka Polaków: Żurek, Marek Kania i Piotr Michalski będą walczyć o medale na sprinterskim dystansie 500 m.
Naszym największym faworytem jest ponownie lider kadry Żurek, wicelider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na tym i dwa razy dłuższym dystansie. Nie ma żadnych wątpliwości: Polak znów jest w wąskim gronie kandydatów do "krążka". A wydarzenia sprzed kilku dni sprawiły, że jest jeszcze bardziej spragniony rozprawienia się z najgroźniejszymi rywalami, na czele z Amerykaninem Jordanem Stolzem.
- Zgadza się, głód wzrósł. Cieszę się, że pokazałem się z dobrej strony na 1000 m. Udowodniłem sobie, że jestem tak naprawdę na topie. Jestem zadowolony, zabrakło troszkę szczęścia, ale to nie było zależne ode mnie. Ja wiem, że spełniłem swoje zadanie w stu procentach - mówi zawodnik klubu Pilica Tomaszów Mazowiecki.
Utwierdził się w tym, że jest znakomicie przygotowany pod względem fizycznym. Ale nie tylko. - Cieszę się, bo nie dość, że mentalnie jestem w szczycie formy, to też fizycznie. Nie mam sobie nic do zarzucenia i z dobrą nadzieją patrzę w przyszłość - podkreślił.
A ta przyszłość to już godzina 17 i hala Fiera Milano Rho, gdzie emocjonujemy się właśnie rywalizacją łyżwiarzy szybkich. Polak czuje się pewny siebie, a w dodatku akurat na tym dystansie w ogóle nie zaprząta sobie głowy tym, z kim przyjdzie mu rywalizować w parze. Wynik losowania co najwyżej może przynieść malutki pozytyw.
- Akurat dla mnie na 500 metrów to bez różnicy, bo na 1000 m zawsze można skorzystać z pary, która pomaga ci na prostej krzyżówkowej. Na 500 m tego nie ma. Tu od początku pełna para z nóg i bez różnicy, kto będzie na starcie. Ale wiadomo, fajne by wylosowała się szybka osoba na 100 metrów, bo to zawsze jest motywacja na samym starcie - podkreślił.
Ostatnie kilkadziesiąt godzin to było tylko delikatne podtrzymywanie formy startowej. - Głównie łapanie świeżości. Nie ma co teraz trenować, to robiliśmy przez ostatnie cztery lata. W takim momencie świeżość jest najbardziej wskazana - powiedział. To, w jaki medal celuje, zachował na razie dla siebie, jako słodką tajemnicę. - Mam w głowie pewien plan, ale nie zamierzam go zdradzać - zaznaczył.
Z Mediolanu - Artur Gac














