Cierpkie słowa Polaków po starcie w igrzyskach. "Dziadostwo"

Dwie narciarki biegowe w strojach reprezentacyjnych, z widocznymi numerami i logo igrzysk olimpijskich Milano Cortina 2026, jedna z zawodniczek pochyla się zmęczona po rywalizacji, druga dotyka jej ramienia.
Izabela Marcisz (po lewej) i Monika SkinderHANNIBAL HANSCHKE/EPAPAP
partner merytoryczny
PKOl Banner Interia

Izabela Marcisz: nie ma siły na to

Jeżeli chodzi o igrzyska olimpijskie, jakby jestem tego świadoma i ja widzę, jak trenuje świat, jakie warunki mają. Niestety u nas to jest ciągła jednostronna walka o to, żeby było lepiej. No, nie. Nie mam siły na to. Myślę, że świat po prostu odjeżdża. Cieszę się bardzo, że pobiegłam z Moniką ten team sprint, bo obie na pewno dałyśmy z siebie wszystko i na pewno jestem jej wdzięczna za walkę
mówiła Marcisz.

Zobacz również:

    Łezka w oku Macieja Staręgi. Dominik Bury z jasnym przekazem: dziadostwo

    To był wielki wyczyn, bo biegliśmy w finale olimpijskim. Mówiłem już we wcześniejszych wywiadach, że w polskich biegach bardzo dużo rzeczy musi się zmienić. Musimy podjąć naprawdę dobrą współpracę. Ja muszę czuć wsparcie i myślę, że jest to jak najbardziej możliwe. Nie chcę, żeby wyglądało to po prostu jak dziadostwo. Ja chcę czuć, że możemy tam osiągnąć dobre rezultaty. Jeżeli to wszystko będzie, to myślę, że kolejne igrzyska z moim udziałem są możliwe
    zakończył Bury.

    Zobacz również:

    Polska gospodarzem igrzysk w 2040 lub 2044 roku? "Bardzo podoba mi się ta idea"Polsat Sport