Alarm tuż przed igrzyskami. Polka nie zamierza milczeć, ujawnia problem
Z wielkim przytupem w najbliższy piątek rozpoczną się igrzyska olimpijskie w Mediolanie oraz Cortinie d'Ampezzo. Ceremonię otwarcia zaplanowano na legendarnym San Siro, które na trybunach jest w stanie pomieścić ponad siedemdziesiąt tysięcy kibiców. Wyjątkowe chwile czekają zwłaszcza Natalię Czerwonkę i Kamila Stocha. Wspomniany duet poniesie polską flagę, a następnie powalczy o medale. Już pojawiają się jednak pierwsze problemy. Ujawniła je sportsmenka pochodząca z Lubina.

Podczas nadchodzących igrzysk uwaga polskich kibiców skupiona jest przede wszystkim na skoczkach narciarskich. Ci regularnie zdobywali dla naszego kraju krążki podczas ostatnich kilku edycji najważniejszej zimowej imprezy czterolecia. Warto jednak także rzucić okiem na łyżwiarzy szybkich. Wśród nich na pierwszy plan wysuwają się Damian Żurek oraz Władimir Siemirunnij. W biało-czerwonych barwach wystąpi także wyjątkowa postać. Mowa o Natalii Czerwonce, która podczas ceremonii otwarcia będzie pełniła rolę chorążej.
Doświadczoną sportsmenkę czekają prawdopodobnie ostatnie igrzyska w karierze. 37-latka jest już na miejscu akcji i póki co nie ma dobrych wiadomości. Nie chodzi wcale o formę, a widok jaki zastała w hali, gdzie niebawem powalczą panczeniści. Swoją opinią Lubinianka podzieliła się w rozmowie z portalem TVP Sport. "Jako doświadczony sportowiec sama się zastanawiam, czy to zmierza w dobrą stronę? Czuć, że jesteśmy w hali Expo, która została zamieniona w lodowisko na potrzeby igrzysk. Zastanawiam się, co inni sportowcy sądzą na jej temat, ponieważ wcześniejsze hale olimpijskie robiły dużo większe wrażenie" - wyznała na wstępie.
Problemy panczenistów we Włoszech. Długi dojazd na halę może zrobić różnicę
Nie to jednak stanowi największy problem gwiazd stopniowo docierających na Półwysep Apeniński. "Jesteśmy daleko od wioski olimpijskiej. W środę dotarliśmy do hali w miarę szybko, bo w około 30 minut, ale wcześniej trwało to dwa razy dłużej. Nie da się więc przyjechać na trening rano, wrócić do wioski i po południu znowu być w hali. Dostosujemy się do warunków, każdy ma takie same. Cieszę, że pierwszy start, 3000 m kobiet, jest zaraz po otwarciu igrzysk. Spojrzymy na czasy i określimy, jaki ten jest lód" - dodała.
Tego typu niuanse mogą zadecydować o końcowej kolejności poszczególnych konkurencji. Polacy muszą więc jak błyskawicznie przyzwyczaić się do warunków. Czasu sporo mają tylko w teorii. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.














