Afera zondacrypto. Wicemistrz olimpijski poprosił o pomoc. Jest reakcja Małysza
Polscy medaliści igrzysk olimpijskich niby dostali nagrody obiecane przez zondacrypto, byłego już sponsora PKOl, ale nie są w stanie przetransferować pieniędzy z tokenów na swoje prywatne konta. Łącznie chodzi o prawie milion złotych. Do akcji wchodzą PZN i PZŁSz. Prezesi Adam Małysz i Konrad Niedźwiedzki nie chcą zostawić zawodników na lodzie. Już zapadły pierwsze decyzje. Sprawą zajmują się prawnicy.

Platforma zonda zaprzestała działalności, a prezes spółki Przemysław Kral opuścił Polskę. Sprawą zajmuje się Prokuratura Regionalna w Katowicach, a szkody są wyceniane na nie mniej niż 350 milionów złotych. W tym jest nieco ponad milion, który zondacrypto miała wypłacić polskim medalistom ostatnich igrzyska w ramach umowy sponsorskiej. Część z nich dostała na swoje konta w zonda tokeny, część ich równowartościach w złotówkach. Kłopot w tym, że fizycznie nie mają tych środków i nie mogą ich przelać na swoje konta.
Nieoczekiwana zmiana ws. nagród od zondacrypto
Dotąd związki sportowe trzymały się w tej sprawie lekko na uboczu. Działacze czy prezes wyrażali żal i ubolewanie, ale od razu też podkreślali, że ani PZN, ani PZŁSz nie są stroną w sprawie i tak naprawdę nic nie mogą, że poszkodowani zawodnicy i trenerzy muszą się tym zająć sami. Teraz mamy jednak zaskakującą zmianę frontu.
PZŁSz już dyskutował o sprawie na ostatnim zarządzie. Prezes Konrad Niedźwiedzki przyznaje, że brak nagrody to problem na linii trener, zawodnik i PKOl, ale zaraz też dodaje: "Pomożemy Władkowi i jego trenerowi".
PZN stoi murem za skoczkami
PZN formalnie zajmie się kwestią na zarządzie po 20 maja. - Wtedy wypracujemy ostateczne, wspólne stanowisko w tej sprawie i poinformujemy o tym opinię publiczną. Nie jesteśmy stroną, ale chcemy, żeby poszedł jasny sygnał, że wspieramy naszych zawodników i trenera, że stoimy za nimi murem - mówi nam Jarosław Konior, wiceprezes PZN.
Oba związki już teraz deklarują pomoc prawną. PZŁSz na tym ostatnim zarządzie analizował temat zondacrypto z mecenasem związku. Zawodnicy i trenerzy też będą mogli liczyć na konsultacje z prawnikami i wszelką pomoc w tym zakresie. Związki same nie mogą wystąpić do PKOl ws. nagród, ale mogą dać pełne wsparcie poszkodowanym. W przypadku skoczka Kacpra Tomasiaka suma nagród wynosi nieco ponad pół miliona złotych. Paweł Wąsek miał dostać 200 tysięcy, a trener Maciej Maciusiak 75 tysięcy. Łyżwiarz Władimir Semirunnij miał dostać 200 tysięcy.
Głupio wyszło. Medaliści zostali na lodzie
Związkowi działacze przyznają, że temat jest trudny i głupio wyszło, bo zawodnicy z miejsc 4-8 dostali nagrody, a medaliści są poszkodowani. To wygląda tak, że wszyscy sportowcy dostali sygnał, że nie ma sensu bić się o medale, bo więcej można zyskać, zajmując miejsce tuż za podium. Także z tego powodu polskim związkom zależy, żeby jakoś to załatwić.
Jedno jest pewne, jeśli medaliści igrzysk nie dostaną swoich nagród, to będzie to największy skandal w historii polskiego sportu olimpijskiego. A taki wspólny front związków i poszkodowanych na pewno będzie znaczył więcej, niż kolejne próby zlecania przelewów na zonda. Przypomnijmy, że sportowcy już w połowie kwietnie zlecali przelewy i wciąż mają komunikat, że sprawa jest w toku.












