24-latka apeluje: "Uwierzcie mi". Tak rozlicza się ze swoim nieudanym startem
Pierwszy z trzech startów nie był udany dla Gabrieli Topolskiej, naszej debiutantki na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie. Rywalizacji w sztafecie przyglądała się z boku, a w indywidualnym starcie w short tracku na 500 m z wynikiem 43,813 zajęła czwartą pozycję w swojej serii. - Zabrakło mi tak naprawdę doświadczenia, popełniłam parę błędów taktycznych - mówiła 24-latka. To był jej pierwszy start w sezonie na tym dystansie.

Zanim Gabriela Topolska wcieliła się w rolę widza, bo zabrakło dla niej miejsca w mikście (w składzie znaleźli się: Natalia Maliszewska, Kamila Sellier, Michał Niewiński i Felix Pigeon), przystąpiła do własnej, indywidualnej rozgrywki.
Gabriela Topolska: Przykro mi, że dziś tak wyszło
Razem z Natalią Maliszewską, lecz w osobnych seriach, rywalizowały na dystansie 500. Jej starsza koleżanka awansowała do czwartkowego ćwierćfinału, ale wyraźnie utyskiwała nad tym, co tego dnia zaprezentowała na lodzie. Z kolei zawodniczka klubu ŁKS Juvenia Białystok została odprawiona z kwitkiem.
- To zdecydowanie nie jest mój najlepszy dystans. Mimo wszystko byłam mega podekscytowana, że mogę w nim wystartować. Zabrakło mi tak naprawdę doświadczenia, popełniłam parę błędów taktycznych, bo fizycznie uważam, że jestem naprawdę dobrze przygotowana - powiedziała olimpijska debiutantka.
Premierowe igrzyska zawsze wiążą się z niespotykaną specyfiką. - Tak naprawdę staram się sobie wmawiać, że to są zawody jak każde inne, tylko z trochę inną nazwą. To są ci sami ludzie, to nie jest nikt nowy, z kim bym się jeszcze nie ścigała. Jestem podekscytowana. Przykro mi, że dziś wyszło tak, a nie inaczej - mówiła spokojnym głosem.
Reprezentantka Polski obszernie odniosła się do pytań Interii. Zestawiona z tym co chwilę wcześniej powiedziała Maliszewska, odpowiadała, czy dała z siebie wszystko, a to nie wystarczyło, czy może odczuła niepokój odnośnie swojej dyspozycji i efektu przygotowań. - Uważam, że jestem w dobrej dyspozycji. Po prostu błędy taktyczne zostały popełnione.
Jaki zatem był ten najbardziej kluczowy czynnik?
Najbardziej kluczowy to ten, że bardzo nastawiłam się na jeden scenariusz. Czyli, że wyjdę trzecia ze startu, będę gonić Koreankę i bardzo chciałam trzymać się za nią, a później wyprzedzić ją na końcówce biegu. Bo z całego tego dystansu, końcówkę 500 m mam najsilniejszą. Niestety Japonka bardzo dobrze mnie wypchnęła ze startu. Co mogłam zrobić lepiej? Ewentualnie przyaktorzyć, albo później rozpędzić się po dużym. A ja bardzo szybko chciałam to odebrać i jeszcze bez prędkości - posypała głowę popiołem.
Topolska: Teraz moje ulubione dystanse. Potrafię być skuteczna
- Niestety nie miałam zbyt wielu okazji, by trenować ten bieg na zawodach w tym sezonie. To była moja pierwsza "500" w tym sezonie. Mimo wszystko wierzyłam w siebie i bardzo chciałam ją pojechać. Jestem zadowolona i, uwierzcie mi, dałam z siebie sto procent, ale nie wyszło - zaakcentowała.
Topolska musi ciągle wierzyć w siebie. Przed nią trzy dni przerwy, po których będzie rywalizowała na dystansach, gdzie czuje się nieporównywalnie lepiej. Zresztą mówi wprost, że nadciągają jej ulubione biegi.
- Wierzę, że na 1000 m i 1500 m może być lepiej. Szczerze mój ulubiony dystans to chyba 1000 m. Lubię jego intensywność i czas trwania, ale życie pokazało, że na 1500 m potrafię być bardziej skuteczna. Więc ciężko mi zdecydować - odparła.
W niewdzięcznej roli z kolei przyszło naszej specjalistce od short tracku śledzić zmagania polskiej drużyny w bardzo widowiskowej sztafecie mieszanej. - Miksta oglądałam niestety spoza bandy. To tak naprawdę najbardziej stresujący moment, bo wiesz, że nie masz bezpośredniego wpływu na to, co się dzieje. Widziałam, że dają z siebie wszystko. Nie zrobili nic mniej niż 100 procent z tego, co mieli. A tak wyszło, czasami taki niewdzięczny jest nasz sport - zaznaczyła.
Z Mediolanu - Artur Gac













