Zwrot akcji na trasie, upadek zabrał szansę na złoto. Leżała też Polka
Za nami olimpijska sztafeta kobiet w biegach narciarskich, po raz pierwszy zorganizowana na dystansie nie 20, lecz 30 kilometrów (2x 7,5 stylem klasycznym i dowolnym). Wszyscy spodziewali się ostrej walki między Szwedkami a Norweżkami. Głównymi punktami "fabuły" tego biegu okazały się upadki Ebby Andersson. Pierwszy spowodował przewrót na liście wyników, drugi zamknął jej drużynie drogę do złota. Wywróciła się też jedna z Polek.

Faworytkami były Norweżki, spore szanse miały Szwedki, które zdobyły wszystkie 6 złotych medali na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Trondheim. Na tych igrzyskach również idzie im dobrze, Linn Svahn zdobyła złoty medal w sprincie wyprzedzając Jonnę Sundling, Frida Karlsson była najlepsza skeletonie i na 10 kilometrów, z kolei Ebba Andersson w obu tych biegach wywalczyła srebro.
Polska na pierwszej zmianie miała Monikę Skinder. Na pierwszym pomiarze czasu (po 1,8 kilometra) jeszcze trzymała się głównej grupy, tracąc do liderki 3,8 sekundy. Później było jednak gorzej, nasza rodaczka straciła sporo na podbiegu po jednym ze zjazdów i na pomiarze po 3,7 km miała już stratę 16,5 s, plasując się na 14. pozycji.
A co w czołówce? Szwecja przed Norwegią i niespodziewanie Włochami. Tracić zaczęły Niemcy i Francuzki. Jeśli chodzi o nasz zespół, to do strefy pierwszej zmiany Skinder przybiegła jako 13. ze stratą minuty i niemal 38 sekund.
Do niebywałej sytuacji doszło podczas 23. minuty biegu. Prowadząca bieg Andersson potknęła się na lewym zakręcie i spadła na 3. miejsce, nagle znalazła się 8 sekund za Norweżką Astrid Slind. Przeżywała kryzys, niedługo później niemal wyprostowała się na szybkim zjazdowym łuku, bo obawiała się kolejnego upadku. Wkrótce potem dogoniła Włoszkę Ganz, zarazem znowu straciła do Slind (13 s).
Niespełna kwadrans po wylądowaniu na śniegu przeżyła sportowy koszmar - upadła po raz drugi. Znowu miała problem na zjeździe, lewą nartą podcięła prawą i zrobiła fikołka. Wypięło się jej wiązanie z narty, musiała przebiec kilkaset metrów na jednej, dopiero wtedy natknęła się na jednego ze swoich serwismenów, który podał jej nową. Całe zdarzenie oznaczało w zasadzie pożegnanie z szansą na złoto. Karlsson aż nie dowierzała, oglądając to na dużym ekranie. Andersson mogła się poczuć jak łyżwiarz Ilja Malinin, który w programie solistów również przez dwa upadki stracił szanse na wygraną.
Kwestią było to, czy Szwedki na trzeciej i czwartej zmianie dokonają małego cudu i wdrapią się na podium. Na półmetku Norwegia prowadziła o 23 sekundy przed Finlandią, dalej plasowały się Włochy i Szwajcaria. Polska była 12., na swojej zmianie Eliza Rucka-Michałek wyprzedziła reprezentantkę Estonii.
Na trzecim etapie biegu w barwach Norwegii Karoline Simpson-Larsen musiała po prostu podtrzymywać tempo, a do pogoni w barwach Szwecji rzuciła się Karlsson. Jej wysiłki przybliżyły zespół do brązu, ale w żadnym wypadku do złota, różnica utrzymywała się na podobnym poziomie minuty i 8 sekund. Warunki też nie były łatwe, realizator transmisji nagle pokazał w powtórce upadek naszej Aleksandry Kołodziej. Jej narta znalazła się w grząskim śniegu. Złą informacją był złamany kij, co poskutkowało spadnięciem za Estonię.
Na ostatniej zmianie Norwegia miała komfortowe 48 sekund przewagi nad Finlandią. Heidi Weng nie miała trudnego zadania, po prostu postawiła kropkę nad "i" i dowiozła zwycięstwo do mety. Trochę się działo za jej plecami, choć w dosłownym znaczeniu byłoby to wyolbrzymienie. Sundling dała z siebie wszystko i zapewniła srebrny krążek, wyprzedzając Finkę Joensuu. Będąc tuż za nią wręcz zwalniała, widać było, że manewr będzie formalnością. Szwedka miała też wiadomość, że pierwsze miejsce dawno uciekło.
"Biało-Czerwone" zakończyły rywalizację na 12. lokacie, Izabela Marcisz zanotowała niemal 5 minut i 37 sekund straty.
Sztafeta kobiet 4x 7,5 km, wyniki:
1. Norwegia, 1:15:44.8
2. Szwecja +50.9
3. Finlandia +1:14.7
4. Niemcy +1:36.0
5. USA +1:52.2
...
12. Polska +5:36.8












