Tajner przemówił ws. wypadku Vonn. Bezlitosny wyrok
Dramatyczny wypadek Lindsey Vonn podczas olimpijskiego zjazdu w Mediolanie wstrząsnął światem sportu. Głos w sprawie kontuzjowanej Amerykanki zabrał Apoloniusz Tajner, który nie krył, że jego zdaniem powrót legendarnej narciarki na stok po fatalnym upadku w Crans-Montanie nastąpił zdecydowanie zbyt szybko.

Lindsey Vonn to jedna z najwybitniejszych postaci w historii narciarstwa alpejskiego. Amerykanka przez lata dominowała na światowych stokach, zdobywając mistrzostwo olimpijskie, cztery Kryształowe Kule i rekordową liczbę zwycięstw w Pucharze Świata. Po ponad pięciu latach przerwy od rywalizacji w ubiegłym roku 41-latka zdecydowała się wznowić karierę, jasno dając do zrozumienia, że jej głównym celem jest powiększenie imponującej kolekcji medali olimpijskich. Igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo miały być dla niej symbolicznym zwieńczeniem sportowej drogi.
Tuż przed startem olimpijskiej rywalizacji pojawiły się jednak ogromne problemy. Podczas zawodów w Crans-Montanie Vonn doznała poważnej kontuzji - zerwała więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Uraz ten dla wielu sportowców oznacza długą przerwę, a często nawet koniec kariery. Mimo to 41-latka nie zamierzała rezygnować ze swoich marzeń. Wbrew obawom lekarzy i ekspertów postanowiła wystartować na igrzyskach, podkreślając, że dopóki ma choć cień szansy, będzie walczyć.
Podczas olimpijskiego zjazdu doszło jednak do dramatu. Amerykanka zaliczyła potworny wypadek na stoku i została natychmiast przetransportowana do szpitala. Tam przeszła dwie operacje, a wstępne informacje mówiły o złamaniu nogi oraz pogłębieniu wcześniejszych urazów. Jej udział w igrzyskach zakończył się definitywnie, a środowisko sportowe zaczęło zadawać pytania, czy powrót do rywalizacji nie nastąpił zbyt szybko.
Apoloniusz Tajner o wypadku Lindsey Vonn: "Teraz jest już "na amen" wyłączona z rywalizacji"
O sytuacji Lindsey Vonn wypowiedział się Apoloniusz Tajner w programie "Studio Cortina" transmitowanym na portalu "Sport.pl". "To jest bardzo poważna kontuzja" - rozpoczął były prezes Polskiego Związku Narciarskiego, odnosząc się do zerwania więzadeł krzyżowych jeszcze przed igrzyskami. Jak podkreślił, sam nie byłby zwolennikiem tak szybkiego powrotu zawodniczki na stok. "To minimum trzy tygodnie rekonwalescencji po zabiegu, a na narty dopuściłbym zawodnika dopiero po miesiącu i to z ogromnymi obawami" - zaznaczył.
Zdaniem Tajnera ostateczna decyzja należała do samej Vonn, która bardzo chciała powalczyć o upragnione złoto. "Ona musiała bardzo naciskać. Bała się stracić jedyną szansę startu na igrzyskach, do których przygotowywała się mentalnie i fizycznie" - mówił. Działacz nie ma jednak wątpliwości, że kontuzja mogła przyczynić się do upadku. "Wydaje mi się, że jak to kobieta, uparła się. Nie było siły i trzeba było jej w tym wszystkim pomóc, żeby jak najszybciej wróciła, ale zdecydowania była nie gotowa na taki start. Myślę, że ten upadek też był spowodowany słabością w tym kolanie i potem efektem samego upadku jest kontuzja, którą odniosła. Teraz jest już "na amen" wyłączona z tej rywalizacji" - podsumował gorzko Tajner.












