Polski skoczek został skrzywdzony. "To była katastrofa"
Stefan Hula rzutem na taśmę wywalczył miejsce na igrzyska olimpijskie w Pekinie, ale wielkiego sukcesu w stolicy Chin nie osiągnął. 35-latek najpewniej pożegnał się z igrzyskami, choć na razie nie składa żadnej deklaracji. Dziękuje tym, którzy pomogli mu w wyjeździe i wspomina przykrą sytuację, jaka rozegrała się kilka lat temu.

Słaba forma polskim skoczków przed igrzyskami olimpijskimi sprawiła, że walka w zasadzie aż o dwa miejsca w męskiej reprezentacji do końca pozostawała otwarta.Wewnętrzną rywalizację wygrali skoczkowie dwóch generacji: 22-letni Paweł Wąsek i właśnie 35 letni Hula.
Pekin 2022. Stefan Hula: Szkoda gadać, to była katastrofa
Walka między nimi trwała całe igrzyska, w efekcie czego podzielili się występami. Stefan Hula wystąpił w konkursie na skoczni normalnej, zajmując 26. miejsce. Więcej szans dostał Wąsek, który walczył w olimpijskim konkursie na dużym obiekcie oraz wystąpił w zawodach drużynowych.W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Hula przyznał, że start w jednym konkursie w Pekinie "to plusik" i dodał, że bez wsparcia sponsora nie miałby co liczyć na taką nagrodę.Przy tej okazji przywołał mało znane wydarzenia sprzed kilku lat, gdy miał zgoła inne doświadczenie w tej materii.
- Dostałem strasznie po du*** po Pjongczangu. I nie każdy o tym wie. Miałem sponsora, ale nie wywiązał się wówczas z umowy. Szkoda gadać. To była katastrofa i strasznie przykra sprawa dla mnie. To bardzo na mnie wpłynęło. Miałem najlepszy sezon w karierze, a przytrafiła mi się taka sytuacja - opowiedział Hula.
Dodał, że teraz ma niesamowity komfort, bo sponsor wspiera go nie tylko materialnie, ale również mentalnie.









