Ogrom polskich szans w zimowych igrzyskach olimpijskich. Nie wrócimy bez medalu
Włochy po raz trzeci będą organizowały zimowe igrzyska olimpijskie. Co ciekawe, z dwóch poprzednich edycji - Cortina d'Ampezzo (1956) i Turyn (2006) - reprezentacja Polski zawsze przywoziła medal. Italia zatem była szczęśliwa dla Biało-Czerwonych. Teraz gospodarzem ZIO 2026 są Mediolan i Cortina d'Ampezzo i trudno sobie wyobrazić, by Polacy wrócili bez medalu. Tym bardziej że szans medalowych mamy naprawdę wiele. W historii występów w ZIO Biało-Czerwoni najwięcej medali, bo dziesięć, zdobyli w skokach narciarskich. Teraz jednak najbardziej liczymy na przedstawicieli innej dyscypliny.

W skrócie
- Reprezentacja Polski ma liczne szanse medalowe podczas zimowych igrzysk olimpijskich 2026 w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo.
- Największe nadzieje związane są z łyżwiarstwem szybkim, short trackiem oraz snowboardem, a w skokach narciarskich liczy się na niespodzianki.
- W gronie kandydatów do medalu wymienia się zarówno doświadczonych sportowców, jak i debiutantów oraz młode pokolenie biathlonistów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W historii występów w zimowych igrzyskach olimpijskich reprezentacja Polski zdobyła 23 medale. Worek z nimi otworzył 27 stycznia 1956 roku Franciszek Gąsienica Groń, który był trzeci w kombinacji klasycznej, nazywanej później kombinacją norweską, w Cortinie d'Ampezzo.
Ostatni medal dla Polski w ZIO zdobył cztery lata temu w Pekinie, a w konkretnie w Zhangjiakou, Dawid Kubacki. On zajął trzecie miejsce w konkursie skoków narciarskich na normalnym obiekcie. W tym roku 35-latek jest wielkim nieobecnym igrzysk.
Skoki narciarskie w cieniu, ale jest nadzieja na medal. Maciej Maciusiak i Adam Małysz wierzą w niego
Najwięcej medali w ZIO Biało-Czerwoni zdobyli w skokach narciarskich, bo aż dziesięć. Teraz ta dyscyplina jest w zupełnie innej roli, ale mamy asa w rękawie w postaci 19-letniego Kacpra Tomasiaka. Dla niego to będzie debiut w igrzyskach, a jego siłą jest spokój i opanowanie. Nie jest wykluczone, że skoczek z Bielska-Białej sprawi nam miłą niespodziankę. Szczególnie dobrze w jego wykonaniu może wyglądać rywalizacja na normalnej skoczni. Na niej może być on czarnym koniem.
Na skoczni narciarskiej chyba najbardziej będziemy liczyć na zmagania w duetach. To właśnie w tej konkurencji Polacy zanotowali jedyne podium tej zimy, a i w przeszłości wiodło się nam w niej nieźle. Jeśli prawdą jest, że coraz lepiej poczyna sobie Paweł Wąsek, to może on z Tomasiakiem stworzyć parę, która "wyczaruje" medal. To jest na pewno jedna z kilkunastu szans medalowych Polaków w tych igrzyskach. Oczywiście to są dywagacje jeszcze przed oficjalnymi treningami, po których będziemy o wiele mądrzejsi.
Trener kadry Maciej Maciusiak, kiedy obejmował stanowisko, zapowiadał medal igrzysk. Teraz swoje deklaracje podtrzymuje. Wyniki wcale nie pokazują, że może być aż tak dobrze, ale przed czterema laty też nic nie wskazywało na medal Polaków na skoczni, a jednak po brąz sięgnął Kubacki.
Cztery lata temu ten skoczek zajmował 38. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, mając na koncie tylko 45 punktów, a jednak z Pekinu, a konkretnie z Zhangjiakou wrócił z brązowym medalem. To była jedyna zdobycz Polski na tych igrzyskach. Kubacki najwyżej przed igrzyskami był sklasyfikowany w Niżnym Tagile, gdzie zajął 13. miejsce.
To tylko pokazuje, że w skokach wszystko jest możliwe i trzeba wierzyć w sukces do ostatniej chwili. Dlatego optymistą pozostaje Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, który mówił w niedawnej rozmowie z Interia Sport: - Jedziemy po medal. Na takie zawody, jak igrzyska, które są co cztery lata, trzeba jechać - mówmy szczerze - nastawionym na walkę o medal. Czy on będzie? Trudno powiedzieć. Jednak jestem przekonany, że chłopaki będą całą siłą walczyć o to, by go wywalczyć.
Zimny lód rozpala wyobraźnię. To ma być królestwo Polaków
Najwięcej szans medalowych Polska będzie miała jednak na lodzie. Teraz czerpiemy garściami z sukcesów naszych panczenistów w latach 2010-2014. Dzięki nim powstał jedyny kryty tor lodowy w Polsce w Tomaszowie Mazowieckim, a drugi - w Zakopanem - czeka na dokończenie. Już wiele lat temu mówiło się o tym, że jeśli chodzi o sporty zimowe, to nasz kraj powinien postawić na te, w których jest wiele konkurencji. I właśnie łyżwiarstwo szybkie i short track są takimi dyscyplinami. W tej pierwszej dyscyplinie Biało-Czerwoni wywalczyli w historii sześć medali ZIO w tym jeden złoty.
Poprawa warunków do treningu dla naszych młodych zawodników przyniosła efekty. Mamy naprawdę znakomitą grupę łyżwiarzy szybkich, a młodzież już zaczyna napierać i dopiero kolejne igrzyska pod tym względem mogą być wystrzałowe dla Biało-Czerwonych.
W Mediolanie najbardziej będziemy liczyć na Damiana Żurka i Władimira Semirunniego. Ten pierwszy dwukrotnie wygrywał zawody Pucharu Świata na 500 metrów. Trzy razy był drugi na tym dystansie i raz trzeci. Do tego wygrał w wielkim stylu mistrzostwo Europy. To medalista MŚ z 2024 roku. Zresztą niewiele gorzej spisywał się na 1000 m. Brak medalu w którejś z tych konkurencji w wykonaniu Żurka byłby wielkim rozczarowaniem, choć należy pamiętać, że dystans 500 m bywa nieprzewidywalny.
Na Semirunniego, który niedawno otrzymał polskie obywatelstwo, będziemy liczyć szczególnie w rywalizacji na 10 000 metrów. Wprawdzie ani razu nie stał na podium Pucharu Świata, ale czasy, jakie wykręca, nakazują stawiać go w gronie kandydatów do medalu.
Polak jest też pierwszym rezerwowym w biegu na 5000 m. Jeśli ostatecznie trafi na listę startową, to również w tej konkurencji jest kandydatem do podium. Przy łucie szczęścia może też powalczyć o medal na 1500 m.
Mocną kandydatką do medalu w panczenach jest też Kaja Ziomek-Nogal. Ona trzykrotnie tej zimy stawała na podium zawodów PŚ w biegu na 500 m,, wygrywając raz. Została też mistrzynią Europy. Już ubiegła zima pokazała, że to zawodniczka z olbrzymim potencjałem. Prezentuje równą formę i na pewno jest w gronie kandydatek do podium.
W PŚ po brąz na 500 m sięgał też Marek Kania. Do tego zdobył on srebrny medal w mistrzostwach Europy. Zgłosił tym akces do walki o medale w igrzyskach.
W szerokim gronie kandydatów do medalu są też: Martyna Baran (500 m), Andżelika Wójcik (500 m) oraz Piotr Michalski (1000 m).
Polska wciąż czeka na historyczny medal w short tracku. Wydawało się, że może to nastąpić w Pekinie, ale tam Natalia Maliszewska przegrała z testami na COVID-19. Teraz w gronie kandydatów do medalu należy upatrywać Felixa Pigeona w rywalizacji na 500 m oraz naszej sztafety mieszanej. W obu tych konkurencjach Polacy stali na podium tej zimy.
W nieco szerszym gronie kandydatów do medalu są z pewnością Maliszewska (500 m) i Gabriela Topolska (1500 m).
Snowboardowa szansa, jakiej nigdy nie było
Mocną polską kandydatką do medalu jest Aleksandra Król-Walas, rywalizująca w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. To dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata w tej konkurencji. W tym sezonie nasza zawodniczka dwukrotnie była druga w zawodach Pucharu Świata i kilka razy meldowała się w ścisłej czołówce. Jeśli tylko w fazie pucharowej nie trafi na niesamowitą Czeszkę Ester Ledecką, to jest w stanie wygrać z każdym.
Do niedawna bardzo liczyliśmy na Oskara Kwiatkowskiego, naszego mistrza świata w snowboardowym slalomie gigancie równoległym z 2023 roku, ale zawodnik ten wrócił na stok przed sezonem w ekspresowym tempie po poważnym wypadku na drodze. Ja bym go jednak nie skreślał i wciąż liczę na to, że "Gumiś" jednak odpali tej zimy.
Nigdy nie stała na podium, ale przez nią Adam Małysz może stracić wąsa. Medal jest w zasięgu
Nigdy na podium Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim nie stała Maryna Gąsienica-Daniel. Igrzyska to zatem idealny moment, by to zrobić. Wydaje się, że zakopianka tuż przed występami w Cortinie d'Ampezzo złapała życiową formę. Jeździ jak nakręcona w slalomie gigancie i wcale nie jest bez szansy na medal. Jeśli to zrobi, to prezes Adam Małysz straci wąsy, bo był między nimi zakład. Nasza alpejka w mistrzowskich imprezach już wiele razy jechała z nadziejami na medal, ale zazwyczaj niewiele brakowało. Teraz może szczęście uśmiechnie się właśnie do niej.
To tyle z naszych największych szans medalowych. Jest ich zatem kilkanaście i mocno wierzę w to, że z tego "urodzą się" co najmniej dwa-trzy medale.
Warto spoglądać w kierunku biathlonistów. "Jadą po naukę na igrzyska, a może się to przekształcić w coś naprawdę pięknego"
Patrząc na to, jak w ostatnich tygodniach radzili sobie nasi biathloniści, to ich wpisałbym na listę czarnych koni. Do głosu w naszej kadrze doszło bowiem złote pokolenie. Kamila Żuk, Jan Guńka, Czy Grzegorz Galica, to była elita juniorskiego biathlonu. Teraz będą mieli szansę pokazać się na igrzyskach. O medal będzie bardzo trudno, ale z kolei to jest dyscyplina, w której niczego nie można wykluczyć.
- Boję się używania takich górnolotnych słów o złotym pokoleniu. Pamiętam, jak była sztafeta dziewczyn. To było takie pokolenie biathlonistek, które nie zrobiło nawet w 20 procentach wyników, na jakie było je wówczas stać. Później pojawiali się kolejni juniorzy. Wielkim talentem była Żuk, który dopiero teraz zaczyna się powoli budzić. Wraca biegowo na swoje tory. W większości z przyczyn niezależnych od niej to się pogubiło - przyznał Tomasz Sikora, jedyny polski medalista olimpijski w biathlonie, w rozmowie z Interia Sport.
Patrzę teraz na młodziutkiego Galicę, który jest ogromnym talentem. Chciałbym, żeby on to pokazał na trasie. Nie chcę zapeszać, ale mamy grupę młodych ludzi - także wśród dziewczyn - którzy mogą zrobić niespodziankę. Tym bardziej że na igrzyskach one się pojawiają. Igrzyska są bowiem wielkim obciążeniem dla faworytów. Oni zawsze mają w głowie to, że to jest najważniejsza impreza czterolecia. Dziś każdy pracuje z psychologami, ale każdy też zdaje sobie szansę z tego, że kolejna szansa będzie za cztery lata. Dla młodych gniewnych to jest szansa na dobry wynik. Na igrzyskach startuje bowiem po czterech zawodników z jednego kraju. Po drugie nie mają tego obciążenia. Od nich nikt dzisiaj niczego nie oczekuje. Oni jadą po naukę na igrzyska, a może się to przekształcić w coś naprawdę pięknego
Zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo będą się odbywały w dniach 6-22 lutego.
Zobacz również:


















