Możliwa wielka zmiana na igrzyskach. Zrobiło się zamieszanie, Polacy wyłożą miliony
Spore poruszenie w kraju nad Wisłą wywołały reprezentantki Polski w saneczkarstwie, które po zdobyciu szóstego miejsca na igrzyskach gorzko opowiedziały jak wyglądają realia tej dyscypliny w naszej ojczyźnie. Zamieszanie zaowocowało nie tylko medialnymi przepychankami, ale też reakcją ministerstwa. Niebawem ma ruszyć inwestycja za kilkanaście milionów złotych. W międzyczasie nerwowo zrobiło się w innych państwach. Powód? Możliwe wypadnięcie tego widowiskowego sportu z programu igrzysk. W sprawie wypowiedział się prezes światowej federacji.

Po najważniejszej imprezie czterolecia we Włoszech sporą popularnością nie cieszą się tylko i wyłącznie medaliści. Dużo mówi się także o naszych zawodnikach startujących w sportach saneczkowych. To efekt przede wszystkim mocnej wypowiedzi Nikoli Domowicz. Sportsmenka nie gryzła się w język po zdobyciu szóstego miejsca w rywalizacji dwójek wraz z Dominiką Piwkowską. Chodziło o starej daty sprzęt.
"Mają dziewięć lat i przy starcie skrzypią, jak stara szafa. Jak mamy gonić świat? Może, jak trochę więcej osób uwierzy w nasz sport i pojawią się sponsorzy, a do tego zmienią się ludzie w związku, to może wtedy coś drgnie" - gorzko wyznała w rozmowie z Interią. Natychmiast rozpoczęła się narodowa dyskusja, która właściwie trwa do dziś. Tym razem dotyczy ona jednak nie sanek, a inwestycji związanej z obiektem w Karpaczu.
Niedawno minister Jakub Rutnicki obiecał nieco ponad siedem milionów na budowę toru syntetycznego. Drugą połowę mają dołożyć władze regionalne oraz samorząd lokalny. Na horyzoncie pojawił się jednak poważny problem, związany z przyszłością dyscypliny. Okazuje się, że sporty saneczkowe mogą wypaść z programu igrzysk olimpijskich. Niepokojące plotki zmusiły szefa międzynarodowej federacji do reakcji. Einars Fogelis, bo o nim mowa, wysłał oficjalne oświadczenie do Polskiej Agencji Prasowej.
Przyszłość saneczkarstwa na igrzyskach zagrożona. Szef światowej federacji uspokaja
Działacz postanowił uspokoić zatroskanych kibiców, podkreślając sukces organizacyjny we Włoszech. Łotysz pochwalił między innymi frekwencję na trybunach, ponadto dodał iż zawody cieszyły się sporą oglądalnością w telewizji. "Z ufnością patrzymy na zimowe igrzyska olimpijskie w 2030 roku w Alpach Francuskich oraz w 2034 roku w stanie Utah i wszystkie przyszłe, będąc zdeterminowani, aby przyczynić się do ich powodzenia" - przyznał. "Saneczkarstwo to jeden z najważniejszych sportów zimowych, a FIL będzie dążyć do tego, aby ta tradycyjna dyscyplina pozostała kluczowym elementem igrzysk olimpijskich" - uzupełnił następnie swoją wypowiedź.
O opinię poproszeni zostali także nasi rodacy. "Polski Związek Sportów Saneczkowych (PZSSan) nie otrzymał dotychczas żadnych informacji na temat ewentualnego wykreślenia rywalizacji saneczkarzy z programu igrzysk" - oznajmił prosto z mostu sekretarz generalny związku, Janusz Tatera. Działacze z naszego kraju teraz ruszają do pracy po to, by jak najszybciej powstał wymarzony obiekt treningowy. "Syntetyczny tor treningowy w Karpaczu to obiekt do podstawowej nauki jazdy, na którym można osiągać prędkość do 80 km/h" - zdradził szczegóły trener kadry, Marek Skowroński.














