Jechała po złoto, a tu nagle takie słowa w TVP. Widzowie nie mogli uwierzyć
Gdy Jutta Leerdam jechała po złoto na dystansie 1000 m na zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech, na antenie TVP padły słowa, które oburzyły wielu widzów. Dziennikarz, zamiast skupić się na komentowaniu rywalizacji, dużą część wypowiedzi poświęcił życiu osobistemu Holenderki. Zdaniem wielu może i było to ciekawe, lecz akurat moment poruszenia wątku był co najmniej niefortunny. Stacja odniosła się do sprawy.

Fenomenalny start Jutty Leerdam na zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Holenderska łyżwiarka szybka wywalczyła złoto na dystansie 1000 m, poprawiając imponujący wynik sprzed czterech lat, kiedy to zdobyła olimpijskie srebro. Przy okazji, z czasem 1:12.31, ustanowiła też nowy rekord.
Jednak głośno jest o niej nie tylko przez sportowe sukcesy. Kontrowersje wywołał bowiem... sposób jej przyjazdu do Włoch. Nie przybyła tam z resztą koleżanek i kolegów z reprezentacji, nie pojawiła się też na ceremonii otwarcia imprezy. Do Mediolanu przyleciała za to prywatnym samolotem, z amerykańskim youtuberem, biznesmenem i pięściarzem Jakiem Paulem u boku, który prywatnie od 2023 roku jest jej partnerem. Poza tym przed wyścigiem odmówiła rozmowy z holenderską prasą. To wszystko sprawiło, że została mocno skrytykowana.
Ona już wiedzie życie milionerki, lata prywatnymi odrzutowcami i tak dalej. A jej zachowanie uważam za odrażające. Naprawdę. Jak primadonna, ale ona niczym się nie różni od innych łyżwiarzy, którzy latają regularnymi liniami
Jego słowa odbiły się głośnym echem w Holandii, ale i na świecie. W ogóle postać Leerdam budzi duże emocje w różnych zakątkach globu, w tym w Polsce, o czym mieli okazję przekonać się widzowie TVP.
Zamieszanie po tym, co padło o Leerdam na antenie TVP. Stacja tłumaczy
Rywalizacja kobiet w łyżwiarstwie szybkim na 1000 transmitowana była przez TVP Sport, a komentowana przez Piotra Dębowskiego i Zbigniewa Bródkę. Zanim zawodniczki ruszyły, pierwszy z panów rozpoczął omawianie wątków z prywatnego życia Jutty Leerdam. Tak go to, zdaje się, pochłonęło, że nie przerwał nawet w momencie, w którym trwał już wyścig.
"Wręczył jej kwiaty, celebryta, bokser, który ma milionowe odsłonięcia w mediach społecznościowych. Są parą od kwietnia 2023 roku. Kontaktowali się przez Instagram, zaręczyli w marcu ubiegłego roku. No i jeszcze ponoć on ma polskie korzenie... Ale teraz trzyma kciuki za Leerdam…" - mówił, kiedy łyżwiarki walczyły na tafli.
Dziennikarz przerwał dopiero w połowie dystansu. To wtedy skupił się na sportowym aspekcie zawodów. Akcja nie umknęła uwadze widzów i internautów, którzy nie dowierzali i nie szczędzili słów krytyki. Portal wirtualnemedia.pl poprosił biuro prasowe TVP o komentarz do zachowania dziennikarza. W odpowiedzi stacja podkreśla, że "Piotr Dębowski dobrze wykonał swoją pracę".
"Komentarz sportowy nie polega na odczytywaniu wyników z ekranu - jest to relacja wzbogacona o kontekst, różne ciekawostki oraz informacje o zawodniczkach i zawodnikach - również te powszechnie znane. Od lat jest to standardem w sportowych transmisjach telewizyjnych" - przekazano w wyjaśnieniu skierowanym do WM.
Dwugłos ws. komentatora TVP. "Niefortunne"
W obronę kolegę po fachu bierze Mirosław Żukowski, były szef działu sportowego w "Rzeczpospolitej". W jego ocenie komentator TVP "nie powiedział nic, co by przekraczało granice dobrego smaku". Tłumaczy, że kibice interesują się wątkami także z życia osobistego sportowców, więc trudno przed tym uciec także w transmisjach telewizyjnych.
"Natomiast rzeczywiście, w momencie rywalizacji łyżwa w łyżwę, omawianie prywatnych wątków było niefortunne. Wybrał nienajlepszy moment" - przyznał dla Wirtualnych Mediów.
Inaczej na sprawę patrzy Justyna Orłowska, ekspertka marketingu sportowego. Jej zdaniem komentarz Dębowskiego mógł osłabić przekaz o profesjonalizmie i sprawczości zawodniczki. Mówi również o "podwójnych standardach" w komentowaniu rywalizacji pań i panów.
"Podczas transmisji męskich zawodów rzadko słyszymy o partnerkach sportowców, ich korzeniach czy życiu prywatnym w momentach kulminacyjnych rywalizacji. Mężczyzna pozostaje sportowcem, kobieta zaś bywa opisywana przez pryzmat relacji i tła osobistego. To różnicowanie narracji ma realny wpływ na sposób postrzegania sportu kobiet jako mniej poważnego i mniej autonomicznego. W kontekście mediów publicznych sprawa jest tym bardziej istotna" - podsumowuje w branżowym portalu.















