Cios w MKOl po dyskwalifikacji Ukraińca. Wróciły sceny z Rosji, to był skandal
Świat zapewne długo nie zapomni o scenach z udziałem Władysława Heraskewycza podczas tegorocznych igrzysk olimpijskich. Ukrainiec został zdyskwalifikowany ze względu na to, że chciał startować w kasku upamiętniającym ofiary wojny w swojej ojczyźnie. MKOl rzekomo zaproponował mu założenie czarnej opaski, zawodnik jednak nie zamierzał odpuszczać. Środowisko natychmiast stanęło po stronie sportowca. Działacze, na czele z Kirsty Coventry, otrzymali właśnie kolejny cios. Powrócono do wydarzeń z Rosji, które miały miejsce dwanaście lat temu.

Po raz kolejny potwierdziła się, że igrzyska olimpijskie to nie tylko sportowe święto, ale także kopalnia różnego rodzaju skandali. Na Półwyspie Apenińskim zaledwie kilka dni wystarczyło, by kibice żyli pierwszym sporym zamieszaniem na imprezie. W roli głównej wystąpił Władysław Heraskewycz. Ukrainiec wybrał się do Włoch ze specjalnym kaskiem. Znajdowały się na nim czarno-białe zdjęcia jego rodaków, którzy zginęli w wojnie toczącej się za naszą wschodnią granicą. Nie dostał jednak zgody z MKOl na korzystanie z niego podczas głównych zawodów.
Obie strony nie potrafiły dojść do porozumienia, w efekcie czego doszło do dyskwalifikacji. "Nie chodzi o przesłanie, ale dosłownie o zasady i regulaminy. W tym przypadku - na arenie - musimy zapewnić wszystkim bezpieczne środowisko. A to niestety oznacza, że przekazywanie wiadomości jest niedozwolone. Moglibyśmy znaleźć sposoby, aby oddać hołd jego przesłaniu, jego kaskowi, przed wyścigiem. Niestety, nie udało nam się znaleźć takiego rozwiązania" - przyznała w oficjalnym oświadczeniu stająca na czele komitetu Kirsty Coventry.
Na 42-latkę natychmiastowo spadła lawina krytyki. Nie pomogły nawet doniesienia Eurosportu jakoby MKOl proponował Ukraińcowi start z czarną opaską. Ba, po tych informacjach działaczom oberwało się jeszcze bardziej. A wszystko ze względu na igrzyska z 2014 roku. Sportowcy o medale walczyli wtedy w Soczi i norweska kadra biegaczy narciarskich otrzymała reprymendę za wspomniany symbol żałoby. "Chcemy omówić, dlaczego MKOl nie pozwala nam przejść przez tę tragedię w normalny sposób" - grzmiał Inge Andersen, ówczesny sekretarz generalny Norweskiego Komitetu Olimpijskiego, cytowany przez agencję Associated Press.
Polski dziennikarz nie wytrzymał. Lecą gromy w MKOl, o tej decyzji znów jest głośno
O tej sprawie znów zrobiło się głośno, między innymi za sprawą Pawła Wilkowicza. Polski dziennikarz nie zostawił na działaczach suchej nitki. "Przypomnijmy: w 2014 roku MKOl udzielił reprymendy norweskim biegaczkom za to że założyły czarne opaski w geście solidarności z Astrid Jakobsen, która straciła brata podczas igrzysk. Tyle w temacie celebrowania człowieczeństwa, pora na CS-a i ostrygi" - przekazał na platformie X w późny czwartkowy wieczór.
Kibicom pozostaje mieć tylko nadzieję, że podczas obecnie trwających zmagań nie będzie już podobnych sytuacji i wszyscy skupią się tylko na kibicowaniu swoim ulubionym sportowcom.














