Burza na IO. Ukraińskie ministerstwo grzmi o wstydzie. Oskarżenia ws. Rosji
Coraz głośniejszym echem odbija się dyskwalifikacja Władysława Heraskewycza na tegorocznych igrzyskach olimpijskich. Reprezentant Ukrainy został wykluczony z rywalizacji ze względu na chęć startu w kasku upamiętniającym ofiary rosyjskich zbrodni. Na tę decyzję zareagował minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, grzmiąc o "momencie wstydu". Oskarżył przy tym MKOl o to, że dyskwalifikuje przedstawicieli niewłaściwej nacji i nie potrafi odpowiednio stawić czoła Rosjanom.

Władysław Heraskewycz wywołał na tegorocznych igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina nie małe poruszenie. Ukraiński skeletonista nie zamierzał przejść obojętnie wobec koszmaru, który wciąż rozgrywa się w jego ojczyźnie od czasu najazdu rosyjskich wojsk Władimira Putina. Dlatego zdecydował się na akt publicznej manifestacji i pojawił się na poniedziałkowym treningu w kasku przedstawiającym wizerunki 20 poległych na wojnie ukraińskich sportowców i trenerów. W ten sposób chciał uczcić ich pamięć i zwrócić uwagę na to, co dzieje się w jego kraju.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski zakazał mu dalszych występów we wzbudzającym ogromne dyskusje kasku, powołując się na 50. artykuł Karty Olimpijskiej. Reprezentant Ukrainy nic sobie jednak z tego nie robił i zamierzał założyć go także na czwartkowe zawody. Od realizacji tego pomysłu próbowała go jeszcze osobiście odwieść przewodnicząca MKOl - Kirsty Coventry. Bezskutecznie. W efekcie Władysław Heraskweycz został zdyskwalifikowany.
- Zawodnik skeletonu Władysław Heraskewycz nie będzie mógł wziąć udziału w igrzyskach Milano Cortina 2026 po odmowie zastosowania się do wytycznych MKOl dotyczących wypowiedzi sportowców. Po otrzymaniu ostatniej szansy ukraiński zawodnik nie będzie mógł wystartować dziś rano w swoim wyścigu podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano Cortina 2026 - przekazało w oficjalnym komunikacie.
Igrzyska olimpijskie. Władysław Heraskewycz zdyskwalifikowany. Ukraińskie ministerstwo reaguje
Swoje oburzenie decyzją MKOl-u wyraził w mediach społecznościowych Andrij Sybiha, czyli ukraiński minister spraw zagranicznych.
MKOl nie zdyskfaliwikował reprezentanta Ukrainy, a swoją własną reputację. Przyszłe pokolenia będą to wspominały jako moment wstydu. On chciał po prostu upamiętnić swoich kolegów-sportowców, którzy zginęli na wojnie. Nie ma w tym nic złego pod kątem jakichkolwiek zasad czy względów etycznych. MKOl zastraszał, lekceważył i nawet pouczał naszego zawodnika oraz innych Ukraińców, w jaki sposób powinni milczeć w sprawie "jednego ze 130 konfliktów na świecie"
Podkreślił przy tym, że jego zdaniem wykluczani z rywalizacji powinni być nie Ukraińcy, a Rosjanie, lecz MKOl przymyka oczy na to, czego dokonuje reżim Władimira Putina.
- MKOl systematycznie zawodzi w kwestii stawiania czoła największemu burzycielowi świata sportu i Karty Olimpijskiej - Rosji. Państwu, które rozpoczęło trzy inwazje podczas pokoju olimpijskiego w ciągu ostatnich trzech dekad, zaimplementowało największy program dopingowy finansowany przez krajowy budżet, zabiło 650 ukraińskich zawodników i trenerów, a także uszkodziło 800 obiektów sportowych na terenie Ukrainy. To Rosjanie powinni zostać zdyskwalifikowani, a nie ci, którzy upamiętniają ofiary ich zbrodni. Żaden z nich nie jest neutralny - grzmi ukraiński minister.
Andrij Sybiha wyraził przy tym dumę z postawy Władysława Heraskewycz, który "nie zdradził ofiar wojny". - Dziękujemy za twoją postawę i odwagę - ogłosił na sam koniec.













