Absurd na torze, Polak w gronie "ofiar". "To są śmieszne zasady"
Finałowe biegi łyżwiarzy szybkich na dystansie 1000 metrów dały Polakom ogromne emocje i jeszcze większą dawkę niedosytu. 0,07 sekundy do brązu zabrakło Damianowi Żurkowi. Z walki o medal przez niesportowe zachowanie rywala wypadł Piotr Michalski. Los Polaka podzielił również Joep Wennemars. Holender po zajechaniu drogi przez Chińczyka stracił szansę na podium, której nie był w stanie odzyskać w dodatkowym biegu. Po zawodach Wennemars nie ukrywał ogromnego rozżalenia, używając mocnych słów w stronę swojego rywala i organizatorów.

Środowej rywalizacji w łyżwiarstwie szybkim nie brakowało emocji. W wyścigu mężczyzn na 1000 metrów polscy kibice największych nadziei upatrywali w Damianie Żurku. Startujący w ostatniej parze Polak do samego końca walczył o medal olimpijski. Finalnie do życiowego sukcesu zabrakło niewiele - trzeci Chińczyk Zhongyan Ning pojechał szybciej od Żurka o zaledwie 0,07 sekundy.
Rywalizacji panczenistów towarzyszyło sporo kontrowersji. Dwa z biegów zakończyły się dyskwalifikacjami. Jedną z ofiar okazał się Piotr Michalski. Jadący z bardzo dobrym czasem Polak w pewnym momencie został nieprzepisowo powstrzymany przez Austriaka Gabriela Odora, który zajechał mu drogę. Rywal Michalskiego został zdyskwalifikowany, a Polakowi przysługiwało prawo do drugiego przejazdu, z którego jednak nie skorzystał.
Jeszcze więcej zamieszania towarzyszyło sytuacji pomiędzy reprezentującym Chiny Ziwen Lianem oraz Holendrem Joepem Wennemarsem. Zmierzający po medal Holender na prostej został w oczywisty sposób przyblokowany przez rywala, co bardzo przypominało wcześniejszy incydent z udziałem Michalskiego. Wytrącony z równowagi faworyt nie był w stanie odrobić już tej straty.
Holender stracił szansę na medal olimpijski. Po wszystkim emanował wściekłością
Holender w odróżnieniu od Michalskiego postanowił skorzystać z prawa do jeszcze jednego przejazdu. Wyzwanie jakie przed nim stało było jednak ogromne - Wennemars w przeciągu 30 minut musiał odbyć drugi przejazd na najwyższej intensywności. Na jego niekorzyść działał fakt, że nie miał obok siebie rywala, co dla zawodników jest nie tylko punktem odniesienia, ale również pomaga w narzuceniu jak największego tempa.
Joep Wennemars dał z siebie wszystko, lecz finalnie zakończył swój drugi bieg z piątym czasem, okazując się nieznacznie gorszym od Żurka. Sam zawodnik w rozmowie z mediami nie miał zamiaru ukrywać swojej irytacji, a także ogromnego rozżalenia. Zwracał uwagę m.in. na fakt oczywistej winy swojego rywala, a także powtarzał, że otrzymał zbyt mało czasu na regenerację i przygotowanie się do kolejnego biegu.
- Jestem kompletnie wyczerpany, bardzo wściekły. Ale fakt, że limit czasu był tak krótki, jest absurdalny. Trzydzieści minut to nic. To są śmieszne zasady - skomentował na antenie Eurosportu pełny emocji Wennemars.
- To wstyd, że musiałem powtórzyć wyścig już pół godziny po pierwszym występie. Zresztą, gdyby to zależało od Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej, nastąpiłoby jeszcze wcześniej. Warunki były niesprawiedliwe, bo nie było obok rywala, a zatem i ciągu powietrza, który powstaje, gdy jedzie się we dwóch. Chyba wszyscy wiedzą, że w normalnych okolicznościach zdobyłbym medal - grzmiał Wennemars cytowany przez PAP.
- To była wina Ziwena. Mam pierwszeństwo, po prostu jadę swoją linią i zostaję zepchnięty. To jest coś, w co nie mogę uwierzyć. Im więcej odpoczynku, tym lepiej organizm może zregenerować się po poprzednim wysiłku. To by zrobiło różnicę - wyznał w rozmowie z dziennikarzem holenderskiego nadawcy publicznego, telewizji NOS.
Na sam koniec rozmowy Wennemars został zapytany, czy jego zdaniem taki "rewanż" w postaci drugiego przejazdu ma jakikolwiek sens, biorąc pod uwagę towarzyszące mu okoliczności. - Nie, nie ma. Moje olimpijskie marzenie legło w gruzach - dodał po chwili załamany Holender.
Zobacz również:
















