Reklama

Reklama

Ale skandal! Hiszpańscy kibice wspierają Rosję w wojnie z Ukrainą

Ultrasi Deportivo La Coruna bojkotują towarzyski mecz swojej drużyny z Metalistem Charków. Jako powód podają powiązania ukraińskiego klubu z batalionem "Azow".

Trofeo Teresa Herrera to jeden z najstarszych piłkarskich turniejów towarzyskich rozgrywanych przed sezonem w Hiszpanii. Zawody rozgrywane są od 1946 r. dla uczczenia pamięci 19-wiecznej filantropki z hiszpańskiej Galicji, Teresy Herrera. W tegorocznej edycji turnieju 13 sierpnia o puchar zmierzą się: Depor ABANCA (żeńska drużyna Deportivo La Coruna) z portugalskim Familicao w rozgrywanym od 2013 r. meczu kobiet oraz Deportivo La Coruna z ukraińskim Metalistem Charków w meczu mężczyzn.

Reklama

Tymczasem ultrasi hiszpańskiego klubu, grupa pod nazwą "Riazor Blues" sprzeciwiła się zaproszeniu ukraińskiej drużyny i obiecała zbojkotować mecz z Metalistem, ponieważ: "ma to na celu promowanie obłudnych relacji z narodem ukraińskim".

Ultrasi uzasadniają bojkot faktem, że ich stadion "zostanie odwiedzony przez zespół znany z neonazistowskich poglądów swoich fanów, z paramilitarnymi grupami aktywnie zaangażowanymi w batalion Azow włącznie".

Jednocześnie kibice "Depor" zapewniają, iż "żałują trudnej sytuacji ludności cywilnej zmuszonej do opuszczenia swojej ziemi, że nie zapomną o ofiarach Donbasu i po raz kolejny wyrażają swoją antyfaszystowską solidarność z tym terytorium".

Na zakończenie w swym oświadczeniu ultrasi Deportivo zaznaczają, że "środki zebrane podczas meczu są w dyspozycji Galicyjskiego Stowarzyszenia Pomocy Ukrainie, które w ostatnich tygodniach zabiegało o cenzurę spektaklu muzycznego serbskiego artysty, muzyka i reżysera Emira Kusturicy.

Tyle oświadczenie fanów grupy "Riazor" Blues, kibiców Deportivo La Coruna. Faktem jest, że pierwszy dowódca batalionu "Azow" Andrij Biłecki wywodził się ze środowiska kibiców Metalista, ale reszta to bzdurne kalki rosyjskiej propagandy przypisującej poglądy batalionu "Azow" całej Ukrainie. Partia "Swoboda" zrzeszająca skrajnie prawicowe organizacje zebrała w ukraińskich wyborach parlamentarnych w 2019 r., 2,15% głosów i nie weszła do Werchownej Rady - parlamentu w Kijowie. Sam Biłecki jest postacią niejednoznaczną - przez członków pułku "Azow" był nazywany "Białym wodzem", w 2011 r. miał nawoływać do unii Rosji z Ukrainą ze stolicą w Kijowe, za to w 2016 r. wystosował otwarty list do radnych Lwowa, w którym wskazywał na potrzebę lepszej współpracy w ochronie wspólnego dziedzictwa i zwiększenia wzajemnego zaufania ze środowiskami polskimi.

Kibice Deportivo La Coruna wspierają Rosję w wojnie z Ukrainą

Gdy przyjrzymy się bliżej tłu oświadczenia ultrasów Riazor Blues sytuacja staje się jasna. Na szczycie oświadczenia widnieje wstążka św. Jerzego, symbol ofiar II wojny światowej, w ostatnich latach zaadaptowany przez rosyjskich nacjonalistów i ich separatystycznych kamratów w Donbasie.  Z kolei tytuł oświadczenia: "¡No pasarán!" (po polsku: Nie przejdą!) to zawołanie wymyślone podczas wojny domowej w Hiszpanii przez stronę republikańską, które stało się hasłem bojowym sił antyfaszystowskich.

W Hiszpanii wciąż żywa jest pamięć o wojnie domowej z lat 1936-39. Mimo, że ten konflikt był lokalny, mówi się o nim jako o preludium II wojny światowej. W śmiertelnym zwarciu uczestniczyły hiszpańskie siły republikańskie (w tym tzw. Brygady Międzynarodowe organizowane bezpośrednio przez Komintern czyli de facto Związek Sowiecki) i nacjonalistyczne (dowodzone przez Generała Francisco Franco i wspierane przez faszystowskie Włochy i nazistowską, niemiecką III Rzeszę). W książce pod idealnie oddającym sytuację tytułem "Strup", Katarzyna Kobylarczyk opisuje niezabliźnione do dziś rany, które od czas do czasu odżywają. Gorąco polecam tę pozycję.

Część kibiców "Depor" straciło okazję, by milczeć, stali się tzw. "pożytecznymi idiotami" sprzeciwiając się meczowi drużyny z bombardowanego przez Rosję Charkowa. Ultrasom, być nawet i chcącym dobrze i nastawionym ideowo, radzimy poczytać dokładnie, nie po łebkach historię wojny domowej w Hiszpanii. Otóż strona republikańska może nawet by wygrała wojnę domową, gdyby nie czystki w stalinowskim stylu po ich stronie, którymi sterował bezpośrednio rezydent NKWD, Aleksander Orłow.  Cudem śmierci uniknął wtedy George Orwell walczący po republikańskiej stronie, który opublikował potem swoje wspomnienia w głośnej książce pt. "W hołdzie Katalonii". Duża część kierownictwa niestalinowskich partii i organizacji politycznych stanowiących ważne zaplecze strony rządowej została wymordowana. Poza tym 2/3 zasobu złota Republiki zostało przekazane w "depozyt" ZSRR co powodowało bezpośrednie uzależnienie rządu republikańskiego od decyzji Stalina.

Tyle historii. Jeśli, któryś z ultrasów Deportivo nie lubi czytać, może wybrać się bezpośrednio do Doniecka, Ługańska czy Mariupola, by ujrzeć co tak naprawdę w praktyce oznacza "ruski mir". A oznacza: głód, śmierć i zniszczenie.

Maciej Słomiński, Interia

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL