Reklama

Reklama

Mariusz Wlazły w RMF FM: "Wciąż nie do końca wierzę, że jestem mistrzem świata"

"Na takie wyróżnienie zasłużyła cała siatkarska reprezentacja Polski" - mówi zdobywca tytułu sportowca września w plebiscycie RMF FM i Interii.pl Mariusz Wlazły. Najlepszy siatkarz mistrzostw świata w rozmowie z Kacprem Merkiem dodaje, iż takie wyróżnienia pozwalają uwierzyć, że złoto mistrzostw świata jest realne. Zdradza też, że na urlop wybiera się dopiero pod koniec października.

Kacper Merk: - Gratulacje! Słuchacze RMF FM i czytelnicy portalu Interia.pl wybrali Cię sportowcem września.

Mariusz Wlazły: - Bardzo mi miło i dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie swoje głosy. Taki zaszczyt oczywiście cieszy, aczkolwiek uważam, że na takie wyróżnienia zasługuje cała siatkarska reprezentacja Polski, bo gdyby nie inni zawodnicy, sam nic bym nie osiągnął.

Takich wyróżnień będzie pewnie teraz cała masa - dziś np. przed pierwszym meczem nowego sezonu siatkarskiej ekstraklasy dostaliście kwiaty od władz rywala.

- To jest przyjemny element naszego sukcesu, który przypomina, co tak właściwie osiągnęliśmy, bo cały czas nie do końca to do nas dociera. Pracowaliśmy na to ładnych kilka lat i zasłużyliśmy też na takie chwile.

Reklama

Skąd masz w sobie tyle siły, żeby niecałe dwa tygodnie po mundialu, fruwać nad siatką w meczu ligowym?

- Żeby jedni dostali wolne, inni muszą grać. A ponieważ mam jeszcze w sobie trochę energii, razem z trenerem uznaliśmy, że moja przerwa wypadnie w późniejszym terminie. Tak do końca to sam nie wiem, ile jeszcze wytrzymam, ale mam nadzieję, że moja wewnętrzna bateria dociągnie do urlopu.

Czyli do kiedy?

- Wolne mam zaklepane pod koniec października, także do tego czasu muszę pozostać możliwie w jak najlepszej formie i dawać z siebie wszystko.

Pierwszy mecz sezonu - wygrany na wyjeździe z MKS-em Będzin 3:1 - był trudniejszy niż się spodziewałeś?


- Zawsze pierwszy mecz jest ciężki, tym bardziej gdy grasz z nowym zespołem w lidze, którego tak do końca nie znasz. Doskonale wiedzieliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na nonszalancję i choć byliśmy maksymalnie skoncentrowani, uciekła nam końcówka drugiego seta.

A propos' drugiego seta - widzieliśmy w nim zagranie rodem z półfinału mistrzostw świata: znów ratowałeś przy bandzie piłkę nogą.

- Tylko że tym razem zrobiłem to prosto, dokładnie tam gdzie chciałem. Wtedy piłka poleciała jednak krzywo.

Kacper Merk

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wlazły

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje