Jest głos z polskiego związku ws. WTA Finals. Padają konkretne argumenty
Już w marcu gruchnęła informacja, że WTA Finals, czyli "piąty szlem", może odbyć się w Polsce. Decyzja miała zapaść przy okazji Roland Garros. Ergo-Arena w Gdańsku została już zresztą sprawdzona, dostała "zielone światło" i jest gotowa na przyjazd największych gwiazd kobiecego tenisa w 2027. WTA jednak milczy. Mamy natomiast stanowisko Polskiego Związku Tenisa w tej sprawie. Te słowa tłumaczą wszystko.

Najpierw napisał o tym znany dziennikarz tenisowy Ben Rothenberg. Ogłosił on, że wygasająca w tym roku umowa z Rijadem na organizację WTA Finals nie zostanie przedłużona. Napisał, że faworytem do podpisania nowego kontraktu jest amerykańskie Charlotte. Po chwili "Przegląd Sportowy" dodał, że w grze jest też Polska, a konkretnie Gdańsk.
Zamieszanie z ogłoszeniem nowego gospodarza WTA Finals. WTA nie przekazało
Delegacja WTA z dyrektor generalną Portią Archer była już na Ergo-Arenie. Obiekt został sprawdzony i dostał "zielone światło". Z pierwszych informacji wynikało, że decyzja dotycząca WTA Finals 2027 zapadnie do końca kwietnia. Potem jednak pojawił się nowy termin - druga połowa maja, przy okazji rozgrywania Roland Garros.
Z naszej rozmowy z Kamilem Kołsutem, rzecznikiem Polskiego Związku Tenisa, wynika jednak, że te wszystkie informacje dotyczące terminów można między bajki włożyć. - WTA nie przekazało federacjom żadnej informacji dotyczącej terminu wyboru gospodarza kolejnego WTA Finals - mówi nam Kolsut.
Amerykanie mają z tym większe problemy
Z kolejnej wypowiedzi rzecznika, choć wprost tego nie potwierdza, rozmowy PZT z WTA wciąż trwają. - Polski Związek Tenisa ma dobre relacje ze wszystkimi organizacjami tenisowymi - WTA, ATP, ITF, TE - i cały czas prowadzi rozmowy dotyczące możliwości goszczenia w Polsce wydarzeń rangi międzynarodowej - tłumaczy nam Kołsut.
Co prawda Rothenberg teraz przekonuje, że Polska raczej nie dostanie imprezy ze względu na nasz stosunek do Rosjan i Białorusinów (WTA nie jest w tej kwestii tak radykalne, a zawodniczki z tych krajów normalnie grają), ale od osób powiązanych z naszym związkiem słyszymy, że Amerykanie mają jednak większy problem z wpuszczaniem ludzi do swojego kraju niż Polacy. Zobaczyliśmy to zresztą przy okazji przyjazdu piłkarskich gwiazd na mundial. Kevinowi de Bruyne sprawdzano na lotnisku nawet podeszwy butów, a sędzia z Somalii został odesłany do domu.
Mocne argumenty PZT, długa lista sukcesów
Tymczasem PZT mocno pracuje, by WTA Finals odbyło się właśnie w Polsce. - Tylko w ciągu ostatniego roku organizowaliśmy cztery imprezy reprezentacyjne, które były sukcesem operacyjnym i frekwencyjnym. Ostatnim sukcesem było walne zgromadzenie Delegatów Tennis Europe w Gdańsku - zwraca uwagę Kołsut.
Zasadniczo temat jest bardzo delikatny. Po polskiej stronie można usłyszeć, że lepiej ograniczyć komentarze do minimum, bo to tylko może zaszkodzić. Tymczasem 3-letnia umowa na organizację WTA Finals byłaby gigantycznym sukcesem. Ten turniej to tzw. "piąty szlem", nieoficjalne mistrzostwa świata z udziałem najlepszych zawodniczek danego sezonu i pulą nagród na poziomie 15 milionów dolarów. Impreza odbywa się w listopadzie, dwa razy wygrały ją Polki. W 2015 Agnieszka Radwańska (Singapur), w 2023 Iga Świątek (Cancun).









![Najdłuższe wymiany Wimbledonu 2026: test wytrzymałości i techniki [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1IOYSLJYAJRB-C401.webp)


