Znaczący głos pod adresem sztabu Świątek. Była światowa jedynka doradza
- Sądzę, że Iga ma również duże zaufania w swój team, więc mam nadzieję, że jak teraz zacznie się sezon "hard", to znowu trochę więcej uwierzy w siebie i zacznie trochę lepiej grać - mówi Angelique Kerber, z którą spotkaliśmy się w ledwie dwuosobowym gronie polskich wysłanników na Wimbledonie. Posiadająca polskie obywatelstwo reprezentantka Niemiec dodaje: - Nieraz na pewno jest dobrze mieć na przykład nowy głos, który po prostu odświeży całą sytuację w rozwoju tenisa i może też mentalnie.

Artur Gac, Interia: Proszę powiedzieć, na ile udało się możliwie najlepiej przygotować do "turnieju legend" na Wimbledonie i jak się pani czuje na starcie tej rywalizacji?
Angelique Kerber, była numer 1 WTA: - Przygotowałam się ile można i ile miałam czasu. Wiadomo, trochę innym mam rytm niż kiedyś, ale cieszę się, że znowu mogę zagrać tutaj na trawie, na Wimbledonie. Dla mnie to pierwszy raz w "legendach". Rozmawiałam z "Isią" (Agnieszką Radwańską - przyp.), ona już grała tu parę razy, więc cieszę się, że mogę wystąpić i zobaczymy jak to wszystko wyjdzie.
Zawiązała pani parę z Andreą Petkovic w wyniku prośby czy losowego przydzielenia?
- Przydzielili nas. Można złożyć prośbę, ale na końcu i tak robią, co chcą, przydzielając w parę.
Chcielibyśmy oczywiście poznać pani wrażenia i spostrzeżenia dotyczące Igi Świątek, która już drugi sezon trochę nam się męczy na korcie. Czy z pani doświadczenia to jest moment, gdy zapala się czerwona lampka i problem już jest duży, czy jeszcze nie?
- Myślę, że problemy raczej robią wszyscy poza tym, bo wiadomo, w tenisie nie można wygrywać co tydzień, a ona w zeszłym roku wygrała Wimbledon. Nie jest łatwo wrócić jako obrońca tytułu i powtórzyć to. Wiadomo, że się chce, że walczy się do końca, bo ona nie przegrywa specjalnie. I też wszystko robi, trenuje oraz próbuje zmieniać swój sztab, ale na to potrzeba trochę czasu, bo chce rozwijać się dalej. Wiem, jak dobrze umie grać, jak jest pracowita i profesjonalna. W tej chwili nie jest to najłatwiejszy czas, ale wiem, że na pewno wróci tak samo szybko i będzie znowu wygrywać.
Trochę też mówimy o stylu gry, który był stosunkowo prosty i skuteczny, lecz rywalki mogły się do tego przyzwyczaić. Pani zdaniem pojawiła się konieczność, by coś zmieniać?
- Oczywiście, zawsze trzeba coś zmieniać, zawsze trzeba się dalej rozwijać. Tak w tenisie, jak również jako osoba ogólnie trzeba się w życiu rozwijać. Myślę, że Iga próbuje to robić i też trochę zmienić swój styl, ale jak mówię, na to potrzeba też trochę czasu. To nie idzie tak, że zmieni się z dnia na dzień, wejdzie na kort i nagle gra się inny tenis. Ona ma swój styl i z jednej strony musi go zostawić, ale też trochę pracować nad tym, by go zmienić.
Pracowitość i chęć robienia wszystkiego w przypadku Igi jest bezdyskusyjna. Powiedziała pani o zmianach w teamie, ale jednocześnie niezaprzeczalnym faktem jest, że już bardzo długo trwa współpraca zawodniczki z odgrywającą wyraźną rolę psycholożką Darią Abramowicz. Obie panie w tym obszarze wskazują rezerwy, Iga przyznała, że nie radzi sobie z presją, która spina jej ciało. Czy zatem tu widzi pani rezerwy do zmian?
- Myślę, że tutaj wtrącać się jakby nie wolno lub ja nie chcę. I też nie chcę tu wyrazić opinii, ponieważ my nie wiemy dokładnie i do końca, jak tam wszystko wygląda i nad czym oni pracują. Bo, jak mówię, jeśli zmienia się styl gry, to też mentalnie trzeba się zmienić i do tego przygotować, że gra się trochę inaczej czy popełnia trochę więcej błędów. Myślę, iż oni tak dobrze się znają, że wiedzą co robią. Sądzę, że Iga ma również dużo zaufania do swojego teamu, więc mam nadzieję, że jak teraz zacznie się sezon "hard", to Iga znowu trochę więcej uwierzy w siebie i zacznie trochę lepiej grać.
Mamy na tym Wimbledonie inny, wspaniały polski wątek, a mianowicie trenerów ćwierćfinalistek turnieju: Sandrę Zaniewską w roli głównego szkoleniowca Marty Kostiuk oraz Tomasza Wiktorowskiego w boksie Naomi Osaki. To chyba też super sygnał dla całego środowiska. Jak pani na to patrzy?
- Na pewno polski tenis i polski sztab się rozwija i mają coraz więcej sukcesów. Mnie to osobiście cieszy, że właśnie trenerzy z Polski i zawodniczki, tak jak też niedawno w Paryżu zagrała Maja Chwalińska. Myślę, że to pokazuje, jak bardzo w Polsce tenis jest popularny oraz jak wielu nie tylko zawodnikom, ale i trenerom zależy, aby tutaj być i mieć sukces.
A czy pani chciałaby być trenerką? - Myślę, że może kiedyś tak. Teraz jeszcze za wcześnie, ale może pewnego dnia nie powiem, że nie. Na pewno bym chciała oddać to, czego doświadczyłam.
W tenisie nieczęsto zdarzają się długoletnie współprace w sztabach, raczej prędzej czy później mówimy, że formuła się wyczerpuje i trzeba szukać nowych bodźców. Jaka jest pani optyka?
- To zależy kto. Ja w sumie miałam bardzo długo trenera. Rozstawaliśmy się dwa razy, ale zawsze do niego wracałam, bo znałam go i wiedziałam jak funkcjonuje. Jednak nieraz na pewno jest dobrze mieć na przykład nowy głos, który po prostu odświeży całą sytuację w rozwoju tenisa i może też mentalnie.
Rozmawiał i notował Artur Gac, Wimbledon



![Mundial: Argentyna - Szwajcaria. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N0T7ZHSH1STRG-C401.webp)



![Pokonały Polki, później bolesna porażka. Bez wygranego seta [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1BHQTW4RKL9H-C401.webp)

![Tak grał Jannik Sinner. Droga do finału Wimbledonu 2026 [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1B92CWL9J0AF-C401.webp)
