Wimbledon czeka na hit Sabalenki z Ostapenko. 66 minut. Jednak Łotyszka
W środę na obiektach przy Church Road w Londynie zaczęły się zmagania w drugiej rundzie singla - to ostatni etap, w którym zawodniczki rozstawione nie mogą wpaść na siebie. Co nie znaczy, że brakuje hitów. Tenisowy świat czeka jednak na potyczkę Jeleny Ostapenko z Aryną Sabalenką - pierwszą od ich zeszłorocznego finału w Stuttgarcie, który Łotyszka wygrała w porywającym stylu. A może do niej dojść w piątek, choć po spełnieniu dwóch warunków. Jeden właśnie się zrealizował za sprawą "Zmory" Igi Świątek.

Druga runda jest tą ostatnią w Wielkim Szlemie, w której największe faworytki mogą w teorii liczyć na łatwiejsze spotkania. Choć to nie jest do końca prawdą, co pokazał mecz Igi Świątek z Taylor Townsend czy Jeleny Rybakiny z Lois Boisson. A wielką trakcją w 1/32 finału będzie środowe starcie mistrzyni Wimbledonu 2024 Barbory Krejcikovej z aktualną mistrzynią z Paryża - Mirrą Andriejewą.
W trzeciej rundy tenisistki rozstawione na pozycjach 1-8 mogą już wpaść na te z pozycji 25-32, a te z 9-16 - na 17-24. To zaś zapowiada potencjalne hity. Już w parach układają się potyczki Madison Keys z Amandą Anisimovą, Igi Świątek z Alexandrą Ealą czy Emmy Navarro z Martą Kostiuk. Przede wszystkim jednak to na samym szczycie drabinki - Aryny Sabalenki z Jeleną Ostapenko.
Liderka rankingu nigdy nie wygrała Wimbledonu, choć przecież jej styl idealnie odpowiada tej nawierzchni. Mało tego, w tym roku nie ma w dorobku żadnego Szlema - w Australii w finale zatrzymała ją Jelena Rybakina, w Paryżu - Diana Sznajder w walce o półfinał. Białorusince nie zdarzało się w ostatnich latach, by odpadała z Szlemów w pierwszym tygodniu. A tu taka możliwość się pojawi, jeśli Jelena Ostapenko zagra z nią tak, jak w zeszłym roku w Stuttgarcie. W 85 minut rozbiła światową "1" 6:4, 6:1.
Wimbledon. Jelena Ostapenko grała z Antonią Ruzić. Stawką trzecia runda
Aby doszło do tego hitu, w środowych bataliach najpierw Ostapenko musiała uporać się z Antonią Ruzić, a później Sabalenka - z McCartney Kessler.
Jako pierwsza na korcie pojawiła się Łotyszka - rywalką była młodsza zawodniczka z Chorwacji. Bez takich sukcesów w karierze, bo przecież Jelena to nie tylko mistrzyni Rolanda Garrosa, ale też półfinalistka Wimbledonu. Tyle że w jej sytuacji nigdy do końca nie wiadomo, która wersja się "wylosuje". Czy ta, sprawiająca, że Iga Świątek, a kiedyś Caroline Wozniacki, przegrywały wszystkie starcia jak leci? Czy może ta, widziana częściej w ostatnich kilkunastu miesiącach, gdy Ostapenko była ogrywana przez zawodniczki z drugiej setki rankingu?

Dziś po kilkunastu minutach było już 4:0 dla Jeleny. Ruzić starała się grać bezpiecznie, chciała prowokować faworytkę do ataków. No to Jelena atakowała. Po tych czterech gemach tenisistka z Rygi miała 13 winnerów i 1 niewymuszony błąd. A Chorwatka - 1 wygrywające zagranie i.... zero błędów. Tyle że w tych gemach ugrała raptem cztery punkty.
A później było 4:0 i 30-0, 40-30. I pokazała się ta druga Ostapenko, pudłująca na potęgę, wyrzucająca raz za razem kolejne forhendy. Chorwatka wygrała dwa gemy, w kolejnym miała dwa break pointy, by dojść na 3:4 i serwować. Łotyszka się wybroniła, a następnie zdemolowała już rywalkę.
Wliczając przerwę toaletową, na którą udała się po secie Ruzić, mecz trwał 66 minut. Ostatnie osiem gemów padło łupem Łotyszki, mecz skończyła wynikiem 6:2, 6:0. 34 winnery i 10 błędów - to musi robić wrażenie. Nawet na Sabalence, choć przecież ona nie będzie w piątek przebijać piłek, jak Ruzić, ale też od pierwszej wymiany - atakować.
Najpierw musi jednak pokonać Kessler - wtedy, w piątek, cały świat zobaczy hit, zapewne na Center Court.












![Heroiczny rzut Muchovej. Ta akcja porwała cały Wimbledon [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N16NS47NRTVW0-C401.webp)