Trzysetowy bój Peguli z Gauff. Znamy pierwszą półfinalistkę Wimbledonu
Wtorek i środa to na Wimbledonie dni, w których wyłonione zostaną półfinalistki trzeciego tegorocznego Wielkiego Szlema. I traf chciał, że najwyżej notowane zawodniczki, które pozostały w grze, zmierzyły się już w pierwszym ćwierćfinale. Mowa o Jessice Peguli i Coco Gauff - obie miały szansę po tym turnieju zostać nowym numerem "3" w rankingu WTA, w miejsce Igi Świątek. Wyżej oceniano szanse starszej z Amerykanek, to ona wygrała seta 6:4. A dwa kolejne trafiły na konto zeszłorocznej mistrzyni Rolanda Garrosa.

Do najlepszej ósemki tegorocznego Wimbledonu awansowało... osiem zupełnie innych zawodniczek niż rok temu. Niespodzianka? I tak, i nie. Wimbledon w kobiecym wydaniu to najbardziej nieobliczalny turniej, rok temu przecież też mieliśmy osiem innych ćwierćfinalistek niż w edycji 2024. A jedyną, której udało się w sezonach 2024 i 2026 jest... Jasmine Paolini.
Dwie najwyżej notowane zawodniczki, które pozostały jeszcze w grze, zmierzyły się już w pierwszym starciu o półfinał. Na Central Court doszło do dziewiątego już starcia Jessiki Peguli i Coco Gauff, lepsza w nich dotąd była starsza z reprezentantek USA. I nietrudno było też odnieść wrażenie, że to Jessica będzie faworytką ich starcia. Z dwóch powodów.
Pierwszym jest fakt, że po prostu lepiej prezentuje się na trawie. W WTA 500 w Berlinie doszła do finału, w Wimbledonie też grała bardzo pewnie, może poza jednym setem w potyczce z Ivą Jovic. Łącznie daje to dwie godziny gry mniej niż u Gauff. A po drugie: ona nie ma jednak tak gigantycznych problemów z serwisem, jak jej młodsza koleżanka, z którą tworzyła niegdyś jeden z najlepszych duetów deblowych.
Wimbledon 2026. Coco Gauff kontra Jessica Pegula. Mecz o historyczny półfinał dla jeden z Amerykanek
Tuż przed rozpoczecięm gry arbiter spotkania Kelly Rask zarządziła losowanie - wygrała je Pegula. I chwilę zastanawiała się, czy wziąć serwis, czy return. W normalnych warunkach pewnie by od razu powiedziała: serwis. Alse skoro po drugiej stronie siatki znalazła się jej młodsza rodaczka, to... wybrała return.

I dość szybko pokazało się to, z czym od długiego czasu walczy Coco. Rok temu zatrudniłą Gavina McMillana - biomechanika, który kiedyś w tym aspekcie wyprowadził na prostą Arynę Sabalenkę. Tyle że u Gauff postępów wciąż nie ma - raz jest delikatnie lepiej, przeważnie zaś - gorzej. Do startu Wimbledonu 22-latka miała 226 podwójnych błędów, niemal o 50 więcej od drugiej w tym niechlubnym rankingu Jeleny Ostapenko. A w Londynie, w czterech meczach, dołożyła już 22 kolejne. Dla porównania - Pegula dała tylko dwa takie prezenty rywalkom.
Dziś Coco prowadziła w pierwszym gemie 40-0 - i wtedy właśnie przydarzyła się pierwsza taka wpadka. A druga zamknęła tego gema, to był piąty punkt starszej z Amerykanek z rzędu. Nic tak nie podcina skrzydeł, jak podobne wpadki serwisowe. Choć Gauff jakoś sobie w trudnych chwilach potrafiła radzić w tym turnieju.
W drugiej partii sytuacja dla Coco mogła skomplikować się również bardzo szybko - już pierwszym gemie (dwa break pointy Peguli), później w trzecim gemie. W tej ostatniej sytuacji dość szczęśliwie Coco trafiła w zewnętrzną część bocznej linii. A za chwilę posłała asa - zegar pokazał 126 mil na godzinę, czyli niemal 203 kilometry. Objęła prowadzenie 2:1, ale jej rywalka swoje gemy wygrywała dużo pewniej.

Tyle że w drugiej połowie tego seta wiele się zmieniło. W siódmym gemie Gauff wyszła z trudnego dla siebie położenia, było już przecież 0-30. A w kolejnym Pegula tego nie dała rady zrobić. Mało tego, wyrzuciła piłkę na 0-40, a za chwilę... popełniła podwójny błąd serwisowy. To ją dopadły koszmary, które wcześniej gnębiły 22-latkę.
Gauff wygrała tę partię 6:3, zakończyła ją asem. Wróciła pewność siebie, co tylko zapowiadało wielkie emocje w decydującej rozgrywce. I co ważne - to już nie był bilans u Coco 6:17, patrząc na wygrywające uderzenia w stosunku do własnych błędów. A taki mieliśmy w pierwszej partii. W drugiej zaś 9:8 - Gauff wyraźnie odżyła.
Trzeci set zaczął się bardzo szybko - nie było przerwy toaletowej, jak po poprzednim, gdy Coco zniknęła na kilka minut. Pegula szybko wygrała swojego gema, miała break point na 2:0, przy drugim serwisie Gauff. I wyrzuciła piłkę po returnie nieznacznie za końcową linię.
To mógł być punkt zwrotny. Wszystko zaś za moment potoczyło się w zupełnie innym kierunku. To Gauff cieszyła się z breaka na 2:1, podwyższyła na 3:1, niemal przestała się mylić. Gra Jessiki się z kolei rozsypała, w piątym gemie przegrywała już 0-30. Gdyby i tę rozgrywkę oddała, pewnie już byłoby po sprawie. A tak... odrobiła straty, wyrównała na 3:3. By za moment znów stracić do zera serwis.
I to już przesądziło. Gauff wygrała to trwające 108 minut spotkanie 4:6, 6:3, 6:3.
O finał zagra w czwartek z lepszą z pary: Naomi Osaka - Karolina Muchova. Jeśli wygra w Londynie tytuł, zostanie nową numer trzy w rankingu WTA. A jeśli ta sztuka jej się nie uda, tę pozycję w najbliższy poniedziałek zajmie... Pegula.














![Niemcy odwrócili mecz z Serbią. Wielki powrót po przegranych setach [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DMKJWY2F0RS-C401.webp)

