Tak zachowała się rywalka Chwalińskiej. Kibice są wściekli. "Obrzydliwe"
Po otrzymaniu dzikiej karty Maja Chwalińska przystąpiła do pierwszej rundy tegorocznej edycji jednego z najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych - Wimbledonu. Na jej drodze stanęła tajska tenisistka Mananchaya Sawangkaew. Wydawało się, że Polka bez większych problemów zamknie to spotkanie. Niestety w drugim gemie doznała upadku, po którym odczuwała wyraźne problemy zdrowotne. Ostatecznie przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Zachowanie Tajki skrytykowali kibice.

Po niewiarygodnej przygodzie Mai Chwalińskiej podczas tegorocznej edycji French Open nie mogło wydarzyć się nic innego. Polka otrzymała "dziką kartę", uprawniającą do występów na kortach najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego świata - Wimbledonu.
To pozwoliło tenisistce z kraju nad Wisłą na zameldowanie się w głównej drabince kolejnego wielkoszlemowego turnieju. W 1. rundzie brytyjskiej rywalizacji na Chwalińską czekała zawodniczka, notowana na 164. miejscu w rankingu WTA - Mananchaya Sawangkaew.
Kłopoty zdrowotne Chwalińskiej. Porażka, a potem to
Początek starcia z Sawangkaew przebiegał całkowicie pod dyktando polskiej tenisistki. Chwalińska przez dłuższy czas utrzymywała bezpieczną przewagę i dopiero w końcowym etapie pierwszego seta pojawiły się pewne problemy. Niemniej Maja poradziła sobie z momentem niemocy, wygrywając tę część rywalizacji zamykając seta wynikiem 6:2.
W drugim secie rywalka z Tajlandii stawiała natomiast dużo większy opór. Chwalińska wykazała się jednak stoickim spokojem, odzyskując utracony rytm. Korzystała również na dość licznych błędach niżej notowanej rywalki. W kluczowym momencie Polka zaliczyła upadek, po którym poprosiła o przerwę medyczną. To wydarzenie niestety mocno rozstroiło Chwalińską, dając rywalce spore pole do popisu. Ta wykorzystała niemoc Polki, wygrywając drugiego seta wynikiem 7:5.
W decydującym secie bohaterka tegorocznej edycji Rolanda Garrosa walczyła o życie. Niestety kontuzja uniemożliwiała jej swobodne poruszanie się po korcie. Tajka nie mogła nie wykorzystać takiej sytuacji. Polka dokończyła mecz, przegrywając decydującego seta wynikiem 2:6.
Zaraz po ostatnim gemie Mananchaya Sawangkaew bardzo emocjonalnie cieszyła się z wygranej. To jej pierwsze zwycięstwo w karierze w głównej drabince Wimbledonu, co odnotowano na profilu londyńskiego Wielkiego Szlema.
Niektórym kibicom nie spodobał się jednak sposób okazywania radości przez Tajkę. Zinterpretowali go jako zbyt ostentacyjny, zwłaszcza dlatego, że Maja Chwalińska kończyła spotkanie z kontuzją, która uniemożliwiła jej normalną rywalizację. Można przypuszczać, że gdyby nie uraz, nasza zawodnika odniosłaby zwycięstwo.

"Ona, jej zespół i zwolennicy pokazali kompletnie niesportowe zachowanie, że oglądanie turnieju staje się prawie nie do zniesienia. Obrzydliwy i żałosny pokaz braku empatii!", "Powinna była powstrzymać się od tego żenującego popisu świętowania, wiedząc, że to był prezentowany wygrany mecz po tym, jak Maja doznała kontuzji zaledwie jeden punkt od zwycięstwa", "Obrzydliwe słabe zachowanie sportowe, było wstydem patrzeć, jak ona i jej trenerzy krzyczą po każdym punkcie", "Pokonała kontuzjowaną Maję Chwalińską i nawet nie miała przyzwoitości, by być skromną w związku z tym" - pisano w komentarzach.













