Samobiczowanie polskiego tenisisty. Potraktował się w sposób bezwzględny
- Mogę z kimś przegrać 1:6, 1:6, ale zazwyczaj ja jestem tym inteligentniejszym na korcie, a dzisiaj nie byłem, co też mnie irytowało. Mimo, że cholernie boli, to jednak myślę, że to także pokazało nam kierunek, gdzie mogę i muszę się poprawić. Spróbuję tę bolesną porażkę przerobić we wnioski - ganił sam siebie Kamil Majchrzak. Tak dojrzałe podejście do porażki po pięciosetowej batalii z Zacharym Svajdą jest dobrym omenem dla Polaka, który do Londynu przyjechał nastrojony wielkim turniejem.

- Moja odpowiedź po pierwszym secie powinna być lepsza. Z reguły w tym jestem dobry, więc to pewnie też była kwestia dnia - nie mógł odżałować tego, co działo się w meczu drugiej rundy Wimbledonu, Kamil Majchrzak. Polak rozpoczął z przytupem, w pierwszej partii Zachary Svajda został przez naszego internacjonała ograny 6:2, ale już w kolejnym secie zaczęły się schody.
Kamil Majchrzak bardzo krytyczny wobec siebie po porażce
Batalia naszego tenisisty z Amerykaninem trwała w pełnym słońcu niespełna trzy godziny, a o wszystkim decydował piąty set, wygrany przez przeciwnika 6:3. Szybciej zakończyła się tylko pierwsza odsłona tego spotkania.
- Dużo było takich momentów na przestrzeni spotkania. Najbardziej ubolewałem nad drugim setem, gdy po pierwszej utracie serwisu odłamałem się, ale dawno w gorszy sposób ponownie nie oddałem mojego podania. Gdybym w tym secie grał równiej i dociągnął do tie-breaka, a w nim potencjalnie wygrał, to uważam, że zupełnie inaczej rozłożyłoby układ sił - analizował notowany na 45. miejscu w rankingu ATP Polak.
Smutek i rozczarowanie Majchrzaka były tym większe, że na najstarszy wielkoszlemowy turniej przyjechał opromieniony wydarzeniami w zawodach rangi "250". W 's-Hertogenbosch zdobył swój premierowy tytuł w głównym cyklu ATP, pokonując na koniec trzech rywali z TOP 10. W dodatku, to właśnie przed rokiem w Londynie, ustanowił swój dotąd życiowy wynik - czwartą rundę.
- Rok temu w innej atmosferze przyjechałem na Wimbledon, bo nie wygrałem meczu na trawie i w tamtym okresie przegrałem siedem spotkań z rzędu. W tym roku, jakby nie patrzeć, wygrałem właśnie "250" i zagrałem dziewięć spotkań na trawie, co jest nieocenione na tej nawierzchni. W cząstce sezonu, która jest bardzo krótka, byłem ograny, grałem dobrze i przyjechałem pewny siebie - przyznał Majchrzak.
Całe spotkanie z Kamilem upłynęło pod znakiem rozliczania się przez zawodnika z tego, co miało miejsce na korcie. Jednak, z myślą o przyszłości, naturalnie wciąż widzi także świetlane perspektywy. - Mimo, że jestem trochę bardziej wiekowym zawodnikiem, mam mnóstwo rzeczy, nad którymi mogę się rozwijać. Ten pojedynek obnażył kilka z tych rzeczy. Staram się być jak najbardziej zadaniowy i patrzeć w przód - zaznaczył podopieczny Christophera Kasa.
Z Wimbledonu - Artur Gac











