Sabalenka goniła od 2:5, setbole Amerykanki. Koniec nastąpił 35 minut później
W środę na obiektach przy Church Road zaczęła się druga runda Wimbledonu - na razie dla górnej części drabinki w kobiecym singlu. A tu oczywiście najwyżej rozstawiona jest Aryna Sabalnka, liderka światowego rankingu. Na jej wynik czekała już Jelena Ostapenko - potencjalna rywalka w trzeciej rundzie. Miało być "łatwo, lekko i przyjemnie" - z perspektywy tenisistki z Mińska. Pierwszą partię wygrała z McCartney Kessler 6:1, w drugiej zaś zaczęły się kłopoty. Amerykanka uzyskała dwa setbole, ale decydował tie-break. I ostatecznie w piątek dojdzie jednak do hitu w Londynie.

W pięciu ostatnich edycjach Wimbledonu Aryna Sabalenka trzykrotnie była w półfinale, dwukrotnie zaś... nie przystąpiła do rywalizacji. W 2021 roku stało się to po decyzji Anglików, którzy nie dopuścili sportowców z Białorusi i Rosji do gry, dwa lata temu zrezygnowała z powodu kontuzji. Tytułu w Londynie, podobnie jak i tego z Paryża, wciąż brakuje jej w kolekcji.
Co ważne, od maja 2022 roku - i potyczki z Camilą Giorgi w trzeciej rundzie w Paryżu - Sabalenka w każdym Wielkim Szlemie, w którym wystąpiła, docierała przynajmniej do ćwierćfinału. W tegorocznym Wimbledonie losowanie niespecjalnie jej sprzyjało - już w trzeciej rundzie mogła wpaść na Jelenę Ostapenko, z którą wyraźnie przegrała ich ostatni pojedynek. Łotyszka wygrała dziś bardzo łatwo swój mecz z Chorwatką Antonią Ruzić, oddała rywalce zaledwie dwa gemy, miała 34 winnery przy zaledwie 10 błędach własnych. Zaprezentowała tenis, z którym śmiało mogła myśleć o pokonaniu liderki rankingu.
Ta ich potyczka miała mieć miejsce w piątek, ale pozostał jeszcze jeden warunek: Sabalenka musiała pokonać McCartney Kessler. Wydawało się, że przy jej sile to formalność. Aczkolwiek Amerykanka wysłała w poniedziałek sygnał ostrzegawczy - rozbiła Ołeksandrę Olijnykową w 40 minut 6:0, 6:0.
A dziś pokazała, że to nie był przypadek. Przy czym - zaczęła grać świetnie dopiero od startu drugiego seta.
Wimbledon 2026. Aryna Sabalenka kontra McCartney Kessler. Jelena Ostapenko czekała na rywalkę w 1/16 finału
Ten pierwszy set był bowiem pokazem mocy liderki światowego rankingu. To ona grała ofensywnie, od stanu 1:1 całkowicie zdominowała rywalizację. Owszem, w dwóch gemach Kessler uzyskiwała szansę na breaka, ale Sabalenka gasiła je świetnymi serwisami. Sama zaś przełamywała Amerykankę na 3:1, a później na 5:1. Po 33 minutach set się zakończył - wynikiem 6:1. Aryna momentami się bawiła - a to dropszot, a to minięcie. Z boku wyglądało to pięknie.
Wszystko wskazywało, że po raz kolejny zamelduje się w Wimbledonie wynikiem 2:0, jak zawsze w jej ostatnich występach. Aż tu nagle sytuacja się zmieniła.

W drugiej partii Amerykanka zaczęła grać bardziej płasko, różnicę było też widać w efektywności pierwszego serwisu. Wystarczało to do łatwego wygrywania swoich gemów serwisowych, ale też i większego niepokojenia faworytki na returnie.
Aż w szóstym gemie zrobił się sensacyjny wynik 15-40. Tym razem Sabalenka nie trafiła pierwszym serwisem, po drugim przegrała wymianę, nie zmieściła się swoim bekhendem przy bocznej linii. Zrobiło się 2:4, patrząc z jej perspektywy. A ponieważ Amerykanka w swoich gemach w tej partii wygrała 10 kolejnych punktów, miała szeroko otwartą drogę do wyrównania na 1:1.
McCartney nagle zaczęła grać jak w transie, obudziła publiczność na No. 1 Court. Atakowała, a Sabalenka sama była tym wszystkim zaskoczona, zaczęła popełniać błędy, przegrywała wymiany. Świetnym returnem w końcową linię wybroniła jednak się przy serwisie rywalki na 2:5. A później obroniła się bekhendem wzdłuż linii, przy drugiej przewadze McCartney. I przy trzeciej - zagraniem w ciało.
Ale po czwartej zrobiło się 5:2 dla Amerykanki, po ponad siedmiominutowym gemie. W Londynie działy się rzeczy zaskakujące, aczkolwiek patrząc na postawę 57. zawodniczki rankingu WTA - sprawiedliwe. Sabalenka, nie bez trudu, zdołała jeszcze wygrać własnego gema, na 3:5. Potrzebowała przełamania, by pozostać w grze. Tymczasem to McCartney wywalczyła dwie piłki setowe!

Amerykanka będzie pewnie rozpamiętywać sytuację przy tej drugiej okazji, pomyliła się nieznacznie, a sytuację miała pod kontrolą. Za moment to Sabalenka wywalczyłą break pointa - i trafiła returnem w końcową linię. Serwowała więc po 5:5 w drugim secie.
Ostatecznie decydował w tej partii tie-break. Przy zmianie stron było 3-3, później Kessler uzyskała małe przełamanie. I szybko je straciła. Sabalenka przejęła serwis przy stanie 4-5. I popisała się niewiarygodnym bekhendem, takim skrótem tuż za siatkę, na 5-5. To Białorusinka wywalczyła piłkę meczową.
Koniec? Nic z tego. Kessler wzbijała się na maksymalny pułap, grała pięknie, efektownie. A Aryna jej odpowiadała. Były jednak kolejne setbole dla McCartney: przy 7-6, a później 8-7 i własnym serwisie. Tego ostatniego Aryna obroniła uderzeniem w linię, a później skrótem. Sama serwowała przy 9-8, to był jej drugi meczbol. Trafiła pierwszym podaniem i...przegrała tę akcję.
Górę wzięło jednak doświadczenie. Sabalenka triumfowała, 6:1, 7:6 (9) - to końcowy rezultat. - Sprawdziła mnie - mówiła wyraźnie zmęczone już po zakończeniu spotkania.
W piątek dojdzie więc jednak do potyczki Sabalenki z Ostapenko - już na etapie 1/16 finału Wielkiego Szlema. W ich meczach jest 3:1 dla Białorusinki, ale ostatnie starcie - w finale zeszłorocznego Porsche Tennis Open w Stuttgarcie - wyraźnie lepsza była Białorusinka.
Na trawie dotąd nie grały.














