Ten mecz należał w zupełności do Igi Świątek. W finale Wimbledonu nie zostawiła Amandzie Anisimovej żadnych złudzeń, pokonując ją 6:0, 6:0 w niespełna godzinę i pewnie sięgając po trofeum za zwycięstwo w londyńskim Wielkim Szlemie. Po wszystkim Polka pobiegła na trybuny, by odebrać gratulacje od swojego zespołu oraz najbliższych: taty i siostry.
Następnie, już z nagrodą dla królowej Wimbledonu, stanęła przed mikrofonem i powiedziała kilka słów do zgromadzonej na Korcie Centralnym publiki. "To wydaje się dla mnie absolutnie surrealistyczne w tym momencie, jeszcze do mnie nie dociera, nigdy nawet o tym nie marzyłam" - mówiła.
Chciałabym pogratulować Amandzie
Po finale Anisimovą targały ogromne emocje. Zalała się łzami, zdawała się kompletnie rozbita i przez pewien czas trudno było jej okiełznać myśli zalewające jej głowę.
Ogromne emocje po finale Wimbledonu. Rywalka Świątek we łzach
Gdy Amanda Anisimova stanęła przed mikrofonem na Korcie Centralnym, trudno było jej głośno powiedzieć cokolwiek. "Wiemy, że był to dla ciebie trudny dzień i trudny mecz. Byłaś inspirującą przeciwniczką dla Igi dzisiaj..." - zaczęła mówić do niej reporterka. Na te słowa Amerykanka zareagowała płaczem, a kibice próbowali dodać jej otuchy brawami.
Chwilę później Amanda przemówiła i... od razu zwróciła się do Świątek. "Dziękuję, Iga. Jesteś dla mnie inspiracją. I niebywałą zawodniczką. Za tobą niesamowite dwa tygodnie tutaj. Twoja droga to coś wyjątkowego. Gratulacje dla ciebie i twojego zespołu" - przekazała.
Podziękowała też wszystkim, którzy wspierali ją w trakcie Wimbledonu. Specjalne słowa wdzięczności skierowała do swojej mamy. "Moja mama poświęciła wszystko, by doprowadzić mnie do tego punktu, w którym jestem teraz. Dziękuję, że tu jesteś. Jestem szczęśliwa, że mogę z tobą dzielić tę chwilę i możesz być jej świadkiem" - mówiła, znów zalewając się łzami.














