Polka z Ukrainką w ćwierćfinale Wimbledonu. Szok. "Chciałabym w to uwierzyć"
- Jak smakuje ten sukces, pierwszy ćwierćfinał na Wimbledonie? Hmmm... Nie wiem. Chciałabym w to wierzyć, ale chyba nie. Mam wrażenie, że gdy coś zdarza się po raz pierwszy - gdziekolwiek by to nie było - przeżywa się to inaczej - mówiła przeszczęśliwa Marta Kostiuk po awansie do 1/4 finału najstarszego turnieju wielkoszlemowego na świecie. Trenerką zawodniczki jest polska trenerka Sandra Zaniewska, do której 24-latka także się zwróciła.

Marta Kostiuk w ostatnich miesiącach ma mnóstwo powodów do radości. Najświeższe doznania przeżywa właśnie na Wimbledonie, gdzie w poniedziałek zameldowała się w ćwierćfinale przy Church Road, pokonując 6:4, 6:4 Ashlyn Krueger. I przesunęła swoją kolejną granicę, wszak dotąd najlepszym rezultatem 24-latki z Kijowa była trzecia runda przed dwoma laty.
Marta Kostiuk: Wiele razy upadałam, za mną głęboka praca
- To był dobry mecz. Dzisiaj nieco zmagałam się z problemami fizycznymi przez upał i tym podobne kwestie. Ale bardzo się cieszę, że awansowałam do ćwierćfinału - uśmiechała się Ukrainka. Doceniła fakt, że tak dobrze zaczęła przestawiać się na trawiastą nawierzchnię, choć nie wzięła udziału w żadnej innej "rozbiegówce" przed Wimbledonem.
- Myślę, że bardzo dobrze się przystosowuję. Kiedy trzeba, potrafię wyczuć, czy przesadzam z siłą uderzeń, czy może gram zbyt zachowawczo. Wydaje mi się, że dzisiaj było wyraźnie widać, jak próbowałam zmieniać tempo gry. Nie starałam się uderzać na siłę, byle tylko odesłać piłkę na drugą stronę. Myślę, że ta swoboda w próbowaniu różnych rozwiązań zdecydowanie mi pomaga - przeanalizowała sportsmenka.
Jedno z pytań szczególnie ją otworzyło. A nam zrobiło się miło na sercu, bo bardzo szybko Marta wspomniała o swojej trenerce Sandrze Zaniewskiej, z którą wspólnie kroczy po coraz bardziej udeptanej ścieżce. Niedawno korespondent Interii przeprowadził kilka rozmów z panią szkoleniowiec, w którym tłumaczyła detalicznie, na czym polega wydobywanie ogromnego potencjału z Ukrainki.
A wracając do pytania z Wimbledonu, odwołano się do wypowiedzi Kostiuk z ostatnich miesięcy, gdy opowiadała o skomplikowanym procesie. Cała "terapia" polegała na tym, by oddzielić wyniki sportowe od postrzegania samej siebie. Teraz zawodniczka jest na fali wznoszącej i osiąga świetne rezultaty, ale zapytano ją, czy odczuwa ryzyko powrotu do starych nawyków, polegających na utożsamianiu wyników z własną wartością.
- Dobre pytanie. Hmmm... Chyba nie, ponieważ wykonałam ogromną, głęboką pracę nad zrozumieniem samej siebie na bardzo podstawowym, ludzkim poziomie. Nad zrozumieniem, skąd bierze się moje poczucie własnej wartości. To nie wynika z faktu bycia tenisistką. Myślę, że to nawet pomaga zachować pewien dystans. Mówiłam Sandrze przed trzecią czy czwartą rundą, że wiem, iż wykonałam tu już kawał dobrej roboty - powiedziała Kostiuk.
Dramat w meczu Hurkacza z Niemcem. Polak ujawnia, do czego doszło
- Jestem bardzo zadowolona z postępów na trawie i ogólnie z tego, jak czuję się na korcie. Cieszę się też na myśl o amerykańskiej serii turniejów. Staram się więc podchodzić do każdego spotkania z takim nastawieniem. Oczywiście w życiu bywa różnie. Może się zdarzyć, że wrócę do starych nawyków. Ale bardzo ciężko pracowałam, by do tego nie dopuścić. Mówiłam o tym w Paryżu (tam wyeliminowała Igę Świątek - przyp.), że zmiana nawyków była najtrudniejszą rzeczą, z jaką przyszło mi się zmierzyć. (...)Wiele razy w życiu upadałam, wracając do starych nawyków i dawnych reakcji. Cóż... zobaczymy - uśmiechnęła się Kostiuk.
Z Wimbledonu - Artur Gac











