Pięć setów Majchrzaka w Londynie. Wszystko jasne ws. powtórki finału z Holandii
Zaledwie 18 dni temu Kamil Majchrzak zapisał się jako drugi tenisista w historii, który w jednym turnieju rangi 250 ograł trzech zawodników z najlepszej dziesiątki. W finale pokonał Alexa De Minaura - Australijczyka, który świetnie spisuje się na trawie. Do powtórki mogło dojść już w 1/16 finału Wimbledonu, zostały dwa warunki. De Minaur swój spełnił, wygrał w piątek dość łatwo z Adrianem Mannarino. Został jeszcze mecz Polaka z Zacharym Svajdą. Trudny, choć tak się początkowo nie zapowiadał. To rywal wygrał pięciosetową batalię, sprawił niespodziankę. Oto szczegóły rywalizacji w Londynie.

Ten finał odbył się w 's-Hertogenbosch - dla Majchrzaka był potwierdzeniem, że po kontuzji, przez którą stracił kilka turniejów na mączce, nie ma już śladu. I tego, że korty trawiaste świetnie sprzyjają specyfice jego gry, umiejętności przewidywania zagrań rywali, dobremu serwisowi. Pokazał to mecz w pierwszej rundzie, Kamil zrewanżował się Chilijczykowi Alejandro Tabilo za porażkę z Paryża, ograł rozstawionego rywala w trzech setach.
Dziś był faworytem w potyczce z Zacharym Svajdą, choć bilans ich bezpośrednich potyczek wynosił 1:1. Amerykanin był lepszy rok temu właśnie na trawie, w challengerze w Birmingham. Tyle że on wtedy nie przeszedł kwalifikacji Wimbledonu, a Polak w tym turnieju dotarł do czwartej rundy.
Dziś w pierwszej serii spotkań zwycięstwo - i to gładkie - odniósł już Alex De Minaur. Australijczyk oddal zaledwie siedem gemów Adrianowi Mannarino, pokazał moc. I czekał na lepszego z pary Majchrzak - Svajda. Gdyby Polak wygrał, doszłoby w sobotę do rewanżu za ich finałową potyczkę z Holandii.
Wimbledon. Kamil Majchrzak kontra Zachary Svajda. Stawką 1/16 finału
Gdyby Kamil Majchrzak w całym spotkaniu grał tak, jak w pierwszej partii z 23-letnim Amerykaninem z Kalifornii, zapewne po 90 czy 100 minutach mógłby udać się już do szatni. I zacząć regenerację przed starciem z De Minaurem.
To był bowiem pokaz mocy Piotrkowianina, zagrały wszystkie elementy. Serwis był na poziomie najlepszych strzelb - 100 procent zdobytych punktów po pierwszym podaniu, 63 - po drugim. Do tego kapitalne bekhendowe zagrania z returnów, dające od razu punkt, albo przewagę na korcie. Całość zajęła 24 minuty, Polak popełnił zaledwie jeden własny błąd. I do tego dwa przełamania: jedno tuż po starcie meczu, drugie w piątym gemie. Efekt? 6:2 dla Kamila.

A później ktoś jakby zamienił obu zawodników. Svajda nie miał dotąd nic do powiedzenia, a to nagle on zaczął dyktować warunki. Nieudane akcje zwiększały frustrację Majchrzaka, który sam od siebie wymaga perfekcjonizmu. Polak zaczął też przegrywać dłuższe wymiany, to się nie zdarzało. Na przełamanie na 1:2 szybko odpowiedział tym samym. Ale już na kolejne - nie dał rady. Skuteczność pierwszego podania ze 100 procent w partii otwarcia spadła teraz do... 31 procent. A tak się po prostu wygrać nie da. Amerykanin triumfował 6:2, wyrównał stan spotkania.
Trzeci set był więc zagadką, niemniej zdecydowanie lepszy moment miał Svajda. Obaj grali nerwowo, ale bardziej okazywał to nasz zawodnik. Miał trzy szanse na breaka w piątym gemie, szkoda zwłaszcza tej ostatniej, gdy sięgał loba, a zahaczył tylko piłkę czubkiem rakiety. Przełamań więc dalej nie było.
- Samą dwójką, samą dwójką wygrywa - wściekał się Polak z kolei w siódmym gemie, gdy Svajda wygrał trzy kolejne akcje. Majchrzak był za bardzo zdenerwowany, sfrustrowany. Ten return, którym tak imponował w pierwszej partii, przestał działać. Właśnie z powodu nerwów.
Tego seta rozstrzygał tie-break, sprawiedliwy w tej sytuacji. Trochę optymizmu dawało to, że w końcówce partii zaczął działać pierwszy serwis Polaka. A tę decydującą rozgrywką zaczął od małego przełamania. I poszedł za ciosem, przy zmianie stron było 4-2 na jego korzyść. Svajda jednak wygrał trzy kolejne akcje, trzy razy odbicia Polaka zatrzymywały się na siatce. Serię rywala udało się przerwać, dwukrotnie Kamil trafiał bekhendem w linię, Amerykanin w końcu nie wytrzymał. A przy 5-5 z pomocą przyszedł serwis, wolej zaś dał setbola. Svajdzie został za chwilę drugi serwis, Majchrzak agresywnie wszedł w wymianę bekhendem. I jednak wygrał 7-5.
To był początek problemów zawodnika z San Diego, ten... mniejszy. Większym było to, że musiał skorzystać z pomocy medycznej, fizjoterapeuta masował okolice mięśnia dwugłowego i pachwiny.
Pierwszy gem w czwartym secie wskazywał, że może tu coś być na rzeczy. Polak wygrał go w kilkadziesiąt sekund, nie ruszał nawet do niektórych piłek. Ale już za chwilę biegał znakomicie, zaskakiwał Kamila. I zaskoczył go też w trzecim gemie, gdy wywalczył trzy break pointy. Tego ostatniego wykorzystał, później potwierdził to przełamanie własnym serwisem. Nieoczekiwanie zrobiło się 3:1 dla Amerykanina.
Svajda rzeczywiście odpuszczał niektóre zagrania, unikał sprintów, zwłaszcza w gemach serwisowych Polaka. Pilnował tych swoich, dobrze serwował. W dziesiątym gemie miał dwa setbole, Majchrzak zdołał wyrównać. Trzeciego już nie obronił, Svajda wygrał seta 6:4.
W całej swojej karierze Kamil rozegrał siedem pięciosetówek - sześć w Szlemach i jedną w Pucharze Davisa, gdy kiedyś obowiązywał jeszcze taki format. Wygrał cztery z nich, w tym dwie ostatnie: z Matteo Berrettinim na Wimbledonie rok temu i później w Nowym Jorku z Karenem Chaczanowem. Tamci rywale byli rozstawieni, Svajda zaś - nie.
Polak zaczął "decidera" od serwisu, to już była niewielka przewaga. Svajda na returnie bardziej ryzykował, miał świadomość swoich kłopotów zdrowotnych. Tyle że Polak dalej był kłębkiem nerwów, gdy tracił punkty w drugim gemie, krzyczał na cały kort: "Żenujące!". A przecież był remis 1:1. Amerykanin zaś spokojnie czekał na rozwój wydarzeń. I przełamał faworyta w trzecim gemie.

Tak jak w meczach w 's-Hertogenbosch Majchrzak imponował mądrością taktyczną, gdy po drugiej stronie siatki znajdowali się: Miedwiediew, Auger-Aliassime czy De Minaur, tak dziś w jego rolę wszedł Svajda. Ruszał do tych piłek, do których miał szansę dojść, nie grał bardzo mocno, za to bardzo dokładnie. Prowadził już 3:1, Polak znalazł się w bardzo trudnej sytuacji.
Majchrzak pewnie wygrywał już wszystkie kolejne gemy, te własne. Potrzebował jednak przełamania, by wyrównać stan meczu. A to nie nadchodziło. I już nie nadeszło. Amerykanin wygrał cały mecz 2:6, 6:2, 6:7 (5), 6:4, 6:3.
To on zagra z De Minaurem. A Kamil straci 150 punktów w rankingu i spadnie o około 20 pozycji.









![Japonki grały skuteczniej w kluczowych momentach. Najlepsze ataki meczu z Polską [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1F0U4RLNGFO8-C401.webp)



