Ostapenko grała o finał Wimbledonu. 16 asów, dwa na sam koniec meczu
Kilka dni temu Jelena Ostapenko w hicie trzeciej rundy singla przegrała z Aryną Sabalenką, dzień później z turniejem pożegnała się Iga Świątek, a w niedzielę - także i liderka rankingu. Ona już opuściły Londyn, Łotyszka zaś w nim pozostała. Jej frajdę sprawia rywalizacja w deblu i mikście - w tej ostatniej specjalizacji, razem z Marcelo Arevalo, grała dziś o finał Wielkiego Szlema. Decydował trzeci set, a w nim sama końcówka. Po dwóch asach tenisisty z Salwadoru Jelena wpadła w jego ramiona.

Jelena Ostapenko nie ma dziś sportowej klasy Aryny Sabalenki, Igi Świątek czy Jeleny Rybakiny, ale z każdą z nich jest w stanie wygrać. Trudno o bardziej nieobliczalną zawodniczkę w TOP 50 rankingu WTA, co pokazał choćby poprzedni sezon. A w nim cała seria porażek z tenisistkami z drugiej czy trzeciej setki, ale też tytuł w Stuttgarcie, po ograniu Świątek i Sabalenki, czy też finał w Dosze.
Ten rok jest nieco inny. O tyle, że mniej w nim tak sporych spadek, jak w tamtym sezonie, ale też i mniej podobnych sukcesów. Półfinał w Dosze, ćwierćfinał w Rzymie - to te w największych imprezach, rangi 1000. W Szlemach była zaś co najwyżej trzecia runda - teraz w Londynie.
Słabsze były też wyniki w deblu, Ostapenko spadnie w najbliższym notowaniu rankingu gry podwójnej z 10. miejsca na koniec drugiej dziesiątki. Może dlatego zdecydowała się wrócić do gry mieszanej. Zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo - 35-latkiem z Salwadoru, czołowym deblistą świata. Zostali rozstawieni z "2", więc miejsce w finale nie powinno dziwić. Ale w przypadku Jeleny nigdy nic do końca nie wiadomo.
Wimbledon 2026. Jelena Ostapenko w półfinale Wimbledonu. Wspólnie z Marcelo Arevalo
Dla duetu Ostapenko/Arevalo było to już czwarte spotkanie, zarazem kolejne dzień po dniu. To wczorajsze z parą Laura Siegemund/Edouard Roger-Vasselin dostarczyło emocji w samej końcówce, a wrzało po jego zakończeniu. Niemka nie podała ręki Łotyszce, obie od dawna mają na pieńku.
W półfinale po drugiej stronie siatki znaleźli się: Shuai Zhang - Christian Harrison, nr 3 w drabince. Amerykanina polscy kibice mogą pamiętać z boju o finał United Cup, gdy wspólnie z Coco Gauff mierzył się z parą Katarzyna Kawa/Jan Zieliński. I to polski duet wygrał.
Pierwszy set toczyła się niemal do samego końca przy potężnej dominacji serwisu. Z jednym wyjątkiem, gdy w piątym gemie kłopoty serwisowe dopadły Arevalo. Do przełamania jednak nie doszło. Nastąpiło ono w ósmym gemie, gdy piłkę do gry wprowadzała Chinka. A za chwilę zawodnik z Salwadoru wyserwował stan 6:3.
Po drugiej partii był już jednak remis, choć duet Zhang/Harrison mógł to rozstrzygnąć trochę wcześniej. Miał przewagę breaka, gdy jednak serwis zawiódł Jelenę. I to Ostapenko została po raz drugi przełamana - w gemie, który miał dać jej i Arevalo tie-breaka.

O finale decydował więc trzeci set - w nim do stanu 3:3 wszystko rozgrywało się zgodnie z planem. A później przełamana została Shuai Zhang. Choć większą winę ponosi tu Harrison, któy przy stanie 0-15 wolejem spod samej siatki trafił w tę siatki. Mimo że Arevalo i Ostapenko pogubili się na linii końcowej. Za moment w opałach znalazła się Łotyszka, znów zaliczyła podwójny błąd, pojawiły się trzy break pointy na 4:4. Do przełamania nie doszło. A na końcu błysnął zawodnik z Salwadoru. Dwa jego asy zakończyły to spotkanie - 6:3, 5:7, 6:4 - to końcowy wynik po równych 120 minutach. 16 asów też zrobiło swoje.
W finale rywalem Łotyszki i Salwadorczyka będą Austrlijczycy: Storm Hunter i Marc Polmans.












![Pewne zwycięstwo Włochów w Lidze Narodów. Nie stracili seta [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N23FWVSGV3PDQ-C401.webp)

