"Nigdy wcześniej". Chwalińska ujawnia prawdę ws. zdrowia. Kompletny zwrot akcji
Nowe światło na stan swojego zdrowia rzuciła Maja Chwalińska. To dobra i zła wiadomość. Okazuje się bowiem, że to nie przede wszystkim problemy z kostką zatrzymały nową gwiazdę polskiego tenisa. - Skurcze, które łapały mnie w całym ciele, nigdy mi się nie zdarzyły w takiej skali, by aż tak bardzo mnie ograniczyły - powiedziała 24-latka po odpadnięciu w pierwszej rundzie Wimbledonu w trzech setach z kwalifikantką z Tajlandii Mananchayą Sawangkaew 6:2, 5:7, 2:6.

- Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie - na gorąco analizowała sytuację Maja Chwalińska, sensacyjna finalistka Rolanda Garrosa, którą już tylko piłka meczowa dzieliła od tego, by również w Londynie napędzić swoje akcje.
Maja Chwalińska: Popłaczę sobie chwilę i będzie okay
Nowe spojrzenie na całą sytuację pojawiło się już w części angielskiej konferencji, na której Chwalińska przyznała, że jej problemy już w drugim, a zwłaszcza w trzecim secie nie wyniknęły wyłącznie z upadku. Wtedy po raz pierwszy zaznaczyła to, co już w rozmowie z Interią wyjawił Piotr Szczypka, że zaczęła przegrywać ze skurczami. Zresztą było widać, jak prężyło ją na korcie oraz w jaki sposób kilkukrotnie naciągała swoje ciało.
- Tak naprawdę już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze. Uważam, że to nie było czysto fizyczne, tylko złożyło się na to dużo rzeczy. Poza stresem i intensywnym czasem, także to, że nie odbyliśmy perfekcyjnego przygotowania do Wimbledonu - jasno postawiła sprawę 24-latka. Na ten problem w rozmowie z Interią po niedzielnym treningu zwracał uwagę trener Jaroslav Machovsky.
Ale cóż... Za mną nowe doświadczenie, jest to jeden z moich najcięższych meczów w karierze. Popłaczę sobie chwilę i będzie okay - zaznaczyła Maja, mimo trudnej sytuacji znajdująca w sobie siły, aby się uśmiechnąć.
Heroiczna postawa Chwalińskiej zasługiwała na podziw. Zawodniczka, która w przeszłości już tak wiele razy przegrywała z kontuzją, wytrzymała na korcie do ostatniej piłki. Korespondent Interii zapytał Maję, czy brała pod uwagę, aby jednak skreczować.
- Nie będę teraz ukrywać, że wierzyłam do końca, że mogę to wygrać. Chciałam po prostu zagrać jak najlepiej potrafię, ale też wiem, że z moim stylem gry, gdy coś takiego się dzieje, wtedy jest piekielnie trudno, bo nagle nie zagram pięciu winnerów pod rząd. To jest Wimbledon, więc nie chciałabym nigdy rezygnować, jeśli to nie jest ryzykowne i długoterminowo nie wpłynie na mnie negatywnie. Uważam, że byłby to błąd, aby wcześniej się poddać - odparła 21. tenisistka świata.
W tej sytuacji "na gorąco" nie wiadomo jeszcze, co z rozgrywką deblową, do której zgłosiła się nasza reprezentantka w parze z Austriaczką Sinją Kraus. - Zobaczę też, co będzie z kostką. Na razie jestem praktycznie po meczu - krótko postawiła sprawę, pozostawiając temat otwarty.
Epicki tie-break zamknął mecz Hurkacza z Ruudem. 2 godziny walki w Londynie
Jeden z dziennikarzy postawił bezdyskusyjną tezę - między innymi w kontekście poniesionej porażki - że internet bywa bardzo okrutny. A w związku z nią zapytał tenisistkę, czy potrafi się od tej rzeczywistości odciąć.
- Myślę, że jest dużo lepiej niż było kilka lat temu. Wiem, że teraz jest też inna skala, ale zobaczymy. Dla mnie jest to nowe doświadczenie, uważam że mam coraz bardziej grubą skórę, ale też jestem tylko człowiekiem, więc hejty również do mnie trafiają. Będziemy widzieć, jak też z tym sobie poradzę - odpowiedziała nowa ulubienica polskich kibiców, która przez problemy ze zdrowiem przegrała w dramatycznych okolicznościach, mając w drugim secie piłkę meczową. Chwalińska (rozstawiona z numerem 20) do turnieju przystąpiła otrzymawszy od organizatorów Wimbledonu dziką kartę.
Z Londynu - Artur Gac











