Menedżer Chwalińskiej ujawnia. Taka była reakcja Polki po decyzji władz Wimbledonu
Władze Wimbledonu przyznały dziką kartę Mai Chwalińskiej. Bohaterka Roland Garros nie będzie musiała przebijać się przez kwalifikacje. Zagra od razu w turnieju głównym, a za start w pierwszej rundzie dostanie blisko 400 tysięcy. - Maja napisała do organizatorów pismo z prośbą o przyznanie dzikiej karty. A decyzję skwitowała stwierdzeniem, że teraz trzeba się brać do roboty - zdradza Interii Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej.

Klub BKT Advantage Bielsko-Biała i team Mai Chwalińskiej o decyzji władz Wimbledonu ws. dzikiej karty dla Polki dowiedzieli się w tym samym czasie, co cała Polska. - Przyszedł oficjalny mail. Jeszcze nie zdążyłam go otworzyć, a media już pisały o dzikiej karcie dla Mai - mówi nam Aleksandra Musiał, menedżer BKT i Chwalińskiej.
Nie było planu B. Menedżer Chwalińskiej ujawnia
- Przyznam, że byliśmy zaskoczeni, bo jednak nie było do końca jasne, jak Wimbledon potraktuje Maję. Czekaliśmy z niecierpliwością, bo też nie ukrywam, że chodziło nam o opracowanie jakiegoś planu działania. Decyzja władz Wimbledonu była dla nas ważna pod względem organizacyjnym - wyjaśnia Musiał.
Menedżer zdradza nam, że nie było żadnego planu B na wypadek, gdyby jednak Wimbledon dzikiej karty nie dał. Wcześniej wiceprezes BKT Wojciech Wrzoł sugerował zresztą, że jak nie będzie dzikiej karty, to Chwalińska nie zagra. - Wcześniej nie podejmowaliśmy żadnych decyzji. Wszystko było otwarte i uzależnione od tego, co zrobią organizatorzy. Planu B nie było, bo stwierdziliśmy, że poczekamy i wtedy zdecydujemy, co zrobić - komentuje Musiał.
Tak Chwalińska zareagowała na komunikat
Wiemy też, jaka była reakcja Chwalińskiej na komunikat Wimbledonu. - Maja podeszła do tego spokojem. Wiadomo, że się ucieszyła, ale to była raczej taka stonowana reakcja. Właśnie wróciła z urlopu do swoich tenisowych obowiązków. Kiedy usłyszała, że jest ta upragniona dzika karta, to powiedziała, że trzeba brać się do roboty - menedżer odsłania kulisy.
Z panią Aleksandrą rozmawialiśmy godzinę po ogłoszeniu decyzji, więc jeszcze nie była w stanie powiedzieć, co teraz. - To jest wszystko bardzo świeże. Teraz musimy usiąść z całym zespołem i ustalić sobie wszystko. Turniej główny rusza 29 czerwca, więc mamy trochę czasu, żeby to dobrze zaplanować.
Chwalińska sama napisała prośbę do władz Wimbledonu
Decyzja władz Wimbledonu pokazała, że PZT, ale i też sama Chwalińska dobrze to wszystko rozegrali. PZT wysłał oficjalne pismo z prośbą o przyznanie karty, to samo zrobiła też zawodniczka. - Potwierdzam, że Maja napisała prośbę w swoim imieniu, a w odpowiedzi dostała formularz, który należało wypełnić i odesłać - informuje Musiał, a nam nie pozostaje nic innego, jak dodać, że miało to sens.
- Pierwszy trening po urlopie Maja ma za sobą, teraz czas na rozmowę ze sztabem. Tu jednak wszystko powinno się odbyć sprawnie i bez zakłóceń, bo Maja świetnie dogaduje się z trenerami, mają bardzo dobry kontakt. Ważne jest to, że Maja jest wypoczęta i zregenerowana, więc teraz może się skupić na tym, by jak najlepiej przygotować się na Wimbledon - kwituje Musiał.












