Meczbol dla Gauff, za chwilę dla Muchovej. Super tie-break wyłonił finalistkę Wimbledonu
Spośród półfinalistek Wimbledonu tylko jedna wygrała kiedykolwiek singlowe zmagania w Wielkim Szlemie. Mowa o Coco Gauff, 22-latka nigdy jednak wcześniej nie doszła choćby do ćwierćfinału w Londynie. A w czwartek grała z Karoliną Muchovą o finał, ale... nie tylko. Wciąż miała jeszcze szansę na wskoczenie na trzecią pozycję w rankingu WTA, zwolnioną właśnie przez Igę Świątek. Tak się nie stanie. W pierwszej partii panowała Czeszka, w drugiej - Amerykanka. Decydował wyrównany trzeci set, pasjonujący, kończony super tie-breakiem. Wygrała go Muchova 12-10. Wiemy już, kto będzie nowym numerem 3 na świecie.

Xinyu Wang, Paula Badosa, Jule Niemeier i Simona Halep - to zawodniczki, które w latach 2022-2025 eliminowały Karolinę Muchovą w... pierwszej rundzie Wimbledonu. Wydawać by się mogło, że wszechstronny tenis niespełna 30-letniej zawodniczki z Ołomuńca jest stworzony do gry na trawie, zwłaszcza przy solidnym i kąśliwym serwisie.
Powody były różne - zwykle zdrowotne. Dwa lata temu właśnie w Anglii wracała po niemal rocznej przerwie, trzy lata temu, po finale w Paryżu z Igą Świątek, nie zagrała na tej nawierzchni żadnego turnieju. A w tym roku wszystko jakby było zaplanowane - i zdrowie nie dokuczało. Wystąpiła w Berlinie (porażka w 1/8 finału z Madison Keys), wygrała turniej w Bad Homburg - z marszu przystąpiła do gry w Londynie.
Tu wszystko już zagrało optymalnie. Liczyliśmy, że w trzeciej rundzie rywalką Czeszki będzie Maja Chwalińska, Polka doznała jednak kontuzji w potyczce z Mananchayą Sawangkaew, to Tajkę ograła później Karolina. Miała ciężką przeprawę z Barborą Krejcikovą, mistrzynią tego turnieju z 2024 roku. A później dość spokojnie ograła Naomi Osakę.
Dziś było jasne, że w finale Wimbledonu znajdą się dwie debiutantki na tym etapie. Także i zawodniczki z drugiej pary - Linda Noskova i Marta Kostiuk - nie doświadczyły tego w swoich karierach w Londynie. Podobnie jak Coco Gauff - najbardziej utytułowana w tym gronie, rywalka Muchovej. Ona wygrała już Roland Garros i US Open, ale od Wimbledonu za każdym razem się odbijała, najdalej w grze o ćwierćfinał. A przecież mówimy o zawodniczce, która jako 15-latka przeszła tu kwalifikacje i doszła do 1/8. Rok temu, zaraz po swoim triumfie w Paryżu, przegrała obie potyczki na trawie: w Berlinie i Londynie.
I nie da się ukryć, że w Wimbledonie też nie imponowała jakością gry, wciąż jest w niej sporo mankamentów. Ale tak jak w Australian Open, Dubaju, Miami czy Rzymie - potrafiła "przepychać" kolejne spotkania. Znakomitą defensywą, ale i charakterem, bo często wracała z trudnych sytuacji.
Wyżej notowana w rankingu WTA była Gauff, to ona posiadała bilans 6:1 w konfrontacjach z Muchovą. Tyle że tę ostatnią, w ćwierćfinale w Stuttgarcie, przegrała z Czeszką. Tam owego "przepchnięcia" wyniku nie było, Karolina na to nie pozwoliła.
Wimbledon 2026. Karolina Muchova kontra Coco Gauff. Bój o finał Wielkiego Szlema
Muchova od początku prezentowała to, co jest jej największym atutem. Świetnie czuje potencjalne ruchy rywalki, reaguje na to wcześniej. A to zagra slajsem, a to topspinem - potrafi nagle zmienić rytm akcji. I nie popełnia tylu błędów, co młodsza od niej o osiem lat Amerykanka.
Coco bowiem od początku tego turnieju jest na szczycie rankingu... podwójnych błędów serwisowych. Dziś z nimi problemów nie miała, przynajmniej w pierwszym secie. Tyle że wrócił ten drugi koszmarny element - wpadki z forhendu. To one sprawiały, że Czeszka wygrywała najważniejsze punkty. Bo Muchova zaczynała spokojnie swoje akcje przez bekhend rywalki, a dopiero później grała mocniej na forhend. I to dawało efekty.

Amerykanka została przełamana już w trzecim gemie, za chwilę mogła wyrównać, było 15-40 przy podaniu Karoliny, ale Czeszka zagrała kolejne akcje perfekcyjnie. I jakby tego było mało, jeszcze raz przełamała zawodniczkę rozstawioną z "7".
Gauff została "dobita" po szóstym gemie - wygrała trzy pierwsze akcje, miała trzy break pointy. A Czeszka ze spokojem te straty odrobiła, grając na swoich warunkach. Samo bieganie Coco za końcową linią już nie wystarczało. Przy 2:4 Amerykanka miałaby jeszcze jakieś nadzieje na uratowanie tej partii, przy 1:5 mogła szykować się raczej na drugą. Zwłaszcza, że w kluczowych momentach zawodził ją nie tylko forhend, ale też i bekhend. A to przecież jej najsilniejsza strona, poza fizycznością.
Skończyło się więc na 6:2, po 39 minutach gry, Muchova zakończyła gema asem. A Coco zniknęła w szatni, tak samo jak dwa dni temu w spotkaniu z Jessicą Pegulą. Musiała wierzyć, że po raz piątym z rzędu w tym turnieju zdoła... wygrać mecz w trzech setach.
I ten scenariusz zaczął się spełniać. Już w trzecim gemie Amerykanka wywalczyła trzy kolejne break pointy z rzędu. Dwóch nie wykorzystała, a właściwie Muchova na to nie pozwoliła. Tyle że przy stanie 30-40 Czeszka posłała nieco za wysokiego dropszota, Gauff do piłki dobiegła i krosowym zagraniem zdołała ją zmieścić przy linii. Nie dziwiła radość 22-latki, miała 3:1 i własny serwis. A później - już 4:1.
Gra Czeszki całkowicie siadła, Amerykanka za to czuła się już dużo pewniej. Potwierdzały to wizyty przy siatce, potwierdził to as w ważnym momencie. I potwierdził to wynik - 6:1, wyrównujący stan spotkania. Po zaledwie pięciu kwadransach od jego rozpoczęcia.

Teraz to Czeszka zabrała plecak i ruszyła w kierunku szatni - potrzebowała chwilowego "resetu". W tej drugiej partii zdobyła dwa razy mniej punktów od rywalki, znacznie gorzej wyglądały jej statystyki serwisowe. Co jednak kluczowe - Gauff znacząco ograniczyła liczbę własnych pomyłek.
Ta przerwa przyniosła Czeszce taką korzyść, że zaraz po wznowieniu przerwała serię przegranych gemów. No i wybiła też z rytmu swoją rywalkę, Gauff jednak trochę obniżyła niesamowity chwilę wcześniej poziom. Muchova miała nawet dwie szans na odskoczenie na 3:1, nie zdołała tego uczynić.
Do stanu 4:4 obie wygrywały swoje gemy serwisowe. Decydowały się już losy finału, każdy błąd miał kolosalne znaczenia, każda piłka ważyła dużo więcej niż w początkowej fazie spotkania.
Przy 15-15 Muchova minimalnie wyrzuciła piłkę za boczną linię, za chwilę wyrównała na 30-30 świetnym wolejem. Amerykanka wywalczyła jednak pierwszą w secie szansę na przełamanie, świetnym returnem. A za chwilę zepsuła return po wolnym, bezpiecznym drugim podaniu Czeszki. Później był drugi break point, a za moment znów remis. To jednak Karolina wygrała gema na 5:4, zrzuciła całą presję na Coco. A ta wytrzymała własną batalię z nerwami.
Zostały więc dwa gemy i ewentualnie super tie-break, grany do 10 punktów. Muchova swoje zadanie wykonała, choć miała stan 0-30. Obie wskoczyły na najwyższy poziom, ręce same składały się do oklasków.

Ostatecznie decydował super tie-break, do 10 punktów. Muchova miała problemy fizyczne, rozciągała się między akcjami. To jednak ona odskoczyła na 4-1, z małym przełamaniem. Później było 6-3 - i znów Gauff wygrała dwa punkty po swoich serwisach. Poziom momentami był kosmiczny, godny każdego finału.
Gauff odrobiła jednak ten punkt, wyrównała na 6-6. A później, przy 7-7, popełniła podwójny błąd, katastrofalny, ramą uderzyła piłkę. Czeszka miała szansę skończyć ten mecz, potrzebowała dwóch punktów, serwowała. I... wyrzuciła piłkę, na 8-8.
Meczbola wywalczyła Gauff, po kolejnym błędzie Czeszki. I... pogubiła się w wygranej sytuacji. A za chwilę Czeszka przelobowała rywalkę, na 10-9. To Karolina miała w górze piłkę na finał, źle zagrała woleja, a w kolejnej próbie się poślizgnęła. Za chwilę uślizg złapała Gauff - było 11-10 dla Czeszki.
I to ona w końcu wyrzuciła ręce w górę. Po kapitalnym meczu pokonała Amerykankę 6:2, 1:6, 7:6 (10).
Wygrana Muchovej oznacza, że w poniedziałkowym rankingu WTA nowym numerem 3, w miejsce Igi Świątek, zostanie Jessica Pegula. A Muchova może awansować na czwartą pozycję, o ile wygra tytuł - wyprzedzi wtedy Gauff.
W finale jej rywalką będzie lepsza z pary: Linda Noskova - Marta Kostiuk.














