Kłótnia po meczbolu. Ostapenko grała o półfinał z mistrzynią Roland Garros
Iga Świątek, Jelena Rybakina czy Aryna Sabalenko już pożegnały się z Londynem, a Jelena Ostapenko nadal na kortach Wimbledonu... dobrze się bawi. Mimo że z Sabalenką przegrała w piątek bój o 1/8 finału singla. Ona bowiem chętnie staje w szranki nie tylko w deblu, ale też nawet i w mikście. W poniedziałek wieczorem grała już o półfinał, wspólnie z Marcelo Arevalo. A rywalizowali z mistrzami Roland Garros 2024 w tej specjalizacji: Edouardem Rogerem-Vasselinem i Laurą Siegemund. Decydował tie-break drugiego seta, w końcówce doszło do kontrowersyjnych ostrzeżeń. Co wywołało małą awanturę zaraz po meczu.

"Zmora Świątek" - tak w Polsce nazywamy Jelenę Ostapenko, która sześć razy grała z Igą Świątek i sześć razy z nią wygrała. Wciąż znajduje się w szerokiej czołówce rankingu WTA w singlu, nieco wyżej jest w deblu, a gdy pojawia się taka możliwość, dołącza do rywalizacji w mikście. I niemal zawsze polaryzuje kibiców, część wręcz jeździ za nią, cześć jest przeciwko.
Ten Wimbledon był "taki sobie", choć trudno mieć do Łotyszki uwagi, skoro nie była rozstawiona, a dotarła do trzeciej rundy. Tu wpadła na Arynę Sabalenkę, spotkanie nazywano hitem z możliwością potencjalnej niespodzianki. Białorusinka wygrała jednak 6:4, 6:4, choć po walce.
W deblu Jelena odpadła w drugiej rundzie, zgłosiła się jeszcze do miksta. Wspólnie z Marcelona Arevalo - doświadczonym deblistą z Salwadoru, dwukrotnym mistrzem z Paryża, zostali rozstawieni z "2". W poniedziałek wieczorem ich rywalami w boju o półfinał była niemiecko-francuska para: Laura Siegemund/Edouard Roger-Vasselin. Mistrzowie Wielkiego Szlema z Paryża z 2024 roku.
Wimbledon. Trzecia szansa Jeleny Ostapenko. Rozmowy trwały jeszcze długo po meczu
Relację z całego spotkania można właściwie skrócić do końcówki tie-break w drugim secie. W pierwszej partii było dziewięć gemów z potężną przewagę serwujących i przełamanie w dziesiątym, gdy podawał Roger-Vasselin. Skończyło się więc na 4:6, patrząc z perspektywy duetu Francuza.
Z kolei w drugiej partii przełamana została Siegemund, Ostapenko i Arevalo odskoczyli na 3:1. Tyle że Łotyszka też miała ogromne problemy z serwisem, popełniała sporo błędów, rywale wyrównali na 4:4. A decydował tie-break.
Przy stanie 4-5 piłkę wprowadzał Roger-Vasselin: pierwszą akcję zepsuła Ostapenko, ptrzy drugiej pod siatką złapany został Arevalo. Tym razem Łotyszka nie mogła się pomylić, przy setbolu rywali. Jej duet zagrał dwie bliźniacze akcje: dobry serwis Jeleny, skuteczny wolej Salwadorczyka.

Przyszła więc kolej na Siegemund, przy piłce meczowej dla rywali. Zanim Niemka wprowadziła piłkę do gry, dostała ostrzeżenie za przekroczenie czasu na serwis. To niczym nie skutkowało, za chwilę udało jej się wyrównać na 7-7. Ale gdy chciała zagrać na stronę przewagi, arbiter znów wywołał błąd czasu. Być może nie słyszała tego, bo gdy za moment wyrzuciła piłkę, sędzia ogłosił wynik 7-8.
Rozjuszona Siegemund ruszyła do stolika, nic nie zdziałała. Arevalo zaś zakończył spotkanie: jego wynik to 6:4, 7:6 (7) dla pary Ostapenko/Arevalo.
I to nie był koniec emocji. Siegemund przekonywała sędziego, że popełnił błąd, a Ostapenko dłużej wprowadzała piłkę do gry kilkanaście razy. - Nie robi się takich rzeczy w kluczowym momencie - mówiła Niemka. Później swoje dodał Roger-Vasselin. Aż wreszcie do gry wkroczyła Łotyszka - i jeszcze długo tłumaczyła Francuzowi, że przecież Siegemund jest znana z podobnych problemów z meczów singlowych.
Niemniej to duet Ostapenko/Arevalo zagra we wtorek o finał.











