Istne szaleństwo. Chwalińska ujawnia przed Wimbledonem. "Czułam się jak oszustka"
Maja Chwalińska czeka na powrót do gry w światowym tourze po wielkim sukcesie, jakim był finał Rolanda Garrosa. 24-latka znów pokaże się na wielkoszlemowej scenie - tym razem, na kortach Wimbledonu. Przed startem w Londynie polska tenisistka wróciła jeszcze do tego, co towarzyszyło jej podczas powrotu ze stolicy Francji. "Czułam się trochę jak oszustka" - stwierdziła.

U progu Wimbledonu Maja Chwalińska znajduje się na celowniku - nie tylko swoich rywalek, ale i światowych mediów, które są ciekawe tego, jak finalistka Rolanda Garrosa spisze się na londyńskiej trawie. I właśnie paryskich popisów 24-latki dotyczyła część konferencji prasowej, w której nasza reprezentantka wzięła udział przed kolejnym wielkoszlemowym startem.
Chwalińska już po starciu z Linette. Trzysetowy mecz u progu Wimbledonu
Maja Chwalińska wróciła w swoich wspomnieniach między innymi do chwili powrotu do ojczyzny, gdy została przywitana na Okęciu niczym bohaterka, którą stała się podczas swojej drogi z kwalifikacji do wielkiego finału Rolanda Garrosa. A zrobiła to sprowokowana pytaniem o znany ze psychologii "syndrom oszustki".
Kiedy przyleciałam do Warszawy, na lotnisku było mnóstwo ludzi. Kolejne dni były szalone. Czułam się trochę jak oszustka, miałam wrażenie, że na to nie zasługuję. Ludzie, przecież to był jeden turniej...
I dodała: - Z jednej strony, oczywiście, bardzo to doceniam. To wspaniałe, poczuć miłość i docenienie od ludzi. Ale z drugiej, przecież to tylko tenis. Nie jestem boginią ani nic z tych rzeczy, jestem zwykłym człowiekiem.
Cały świat patrzy na to, co zrobi Chwalińska. Jest ogłoszenie przed Wimbledonem
Tenis: Wimbledon. Maja Chwalińska zabrała głos przed występem w Londynie
Maja Chwalińska wystąpi w głównej drabince Wimbledonu dzięki "dzikiej karcie", jaką otrzymała od organizatorów. I od razu będzie tenisistką rozstawioną - z numerem 20. Sama nie przywiązuje jednak do tego większego znaczenia.
- Fakt, że jestem rozstawiona, niczego nie zmienia. Każda zawodniczka tutaj jest bardzo groźna - stwierdziła krótko nasza zawodniczka.
Przy okazji podkreśliła, że całe medialne zamieszanie i zwiększone zainteresowanie ze strony sponsorów nic nie zmieniły w kwestii czysto sportowej.
- Moja rutyna, moje priorytety się nie zmieniły. Owszem, jest więcej uwagi, ale moje priorytety są jasne - powiedziała Maja Chwalińska. Jej rywalką w pierwszej rundzie Wimbledonu będzie tajska tenisistka Mananchaya Sawangkaew.












