Dwusetowa batalia Polki o Wimbledon. Awans niżej rozstawionej w Londynie
Trzy Polki były już pewne występu w głównej drabince Wimbledonu, w zeszłym tygodniu dołączyła do nich Maja Chwalińska, która od organizatorów dostała dziką kartę. Szansę miała jeszcze jedna - o drugi w karierze awans do Wielkiego Szlema na trawie walczyła dziś Katarzyna Kawa. I choć zajmuje wyższe miejsce w rankingu WTA od Kayli Day, to większe szanse dawano leworęcznej Amerykance. Wszystkie te przewidywania się potwierdziły, była juniorska mistrzyni US Open wygrała 6:2, 7:5.

Organizatorzy Wimbledonu zupełnie inaczej układają kalendarz niż ci z Paryża - tam losowanie głównej drabinki odbyło się w czwartek, kwalifikacje zaś kończono w piątek. Choć np. Maja Chwalińska grała wtedy z Suzan Lamens już w czwartek, a później musiała czekać ponad dobę na poznanie swojego miejsca w turniejowej drabince.
W Londynie koniec kwalifikacji zaplanowano już na czwartek, losowanie zmagań przy Chuch Road odbędzie się zaś w piątek. A szansę na dołączenie do Igi Świątek, Mai Chwalińskiej, Magdy Linette i Magdaleny Fręch miała jeszcze Katarzyna Kawa.
33-letnia zawodniczka z Krynicy Zdroju tylko raz w karierze przebiła się przez te londyńskie kwalifikacje, które odbywają się nie na obiektach w Wimbledonie, ale kilka kilometrów dalej - w Roehampton. Cztery lata temu, wtedy nawet dotarła do drugiej rundy, podobnie jak Maja Chwalińska. Tyle że wówczas - poza nagrodą finansową - nie przełożyło się to na punkty, te bowiem nie były przyznawane. Tak Anglicy zostali ukarani przez tenisowe organizacje za wykluczenie zawodniczek i zawodników z Białorusi i Rosji.
Rok temu Katarzyna też była w trzeciej rundzie eliminacji - wtedy zmierzyła się z rozstawioną z "3" Ivą Jović, która rosła w siłę. A Polka miała wtedy w drabince numer 32 - ostatni dający przywilej. Przegrała 6:7, 3:6, co niespecjalnie dziwiło. Nastolatka z USA dość szybko wspięła się do najlepszej "20" świata.

Dziś role w pewnym sensie się odwróciły. Polka grała w Roehampton z "14", Kayla Day - z "32". Tyle że fachowcy i tak wyżej stawiali szanse byłej juniorskiej mistrzyni US Open.
Wimbledon. Katarzyna Kawa grałą w finale kwalifikacji. Rywalką Kayla Day
26-letnia Amerykanka jest doskonałym przykładem na poparcie tezy, że niekoniecznie najlepsze juniorki świata robią później wybitną karierę w profesjonalnych zmaganiach. Ona zaś była liderką rankingu ITF, po swoim singlowym triumfie w US Open (2016). Jako 16-latka grała też w półfinale Wimbledonu, uległa wtedy Anastazji Potapowej.
Dość sprawnie wskoczyła do grona 200 najlepszych zawodniczek świata. I stanęła. Dopiero w 2024 roku pokonała kolejną barierę, dobre występy w turniejach ITF dały miejsce w setce, ale wkrótce kontuzja wyłączyła ją na pół roku z gry.
A że potrafi wciąż grać, pokazała w drugiej partii starcia z Igą Świątek w Indian Wells - prowadziła nawet 5:1. I choć przegrała seta po tie-breaku, napsuła krwi naszej mistrzyni z Raszyna.
Kawa źle zaczęła to spotkanie - miała problemy z pierwszym serwisem, Day od razu atakowała drugie podanie. I szybko wywalczyła dwa break pointy. Polka je obroniła, wyszła z opresji, zakończyła gema asem. A pamiętając, jakie problemy z wprowadzaniem piłki miała w środę w drugiej partii ze Stefanini, to było istotne.
Za chwilę jednak sytuacja się odwróciła - to Polka mogła przełamać rywalkę. Amerykanka serwowała bezkompromisowo, jeśli nie trafiała za pierwszym, to nie zwalniała ręki - tak samo mocno uderzała drugim razem. Stąd i trzy podwójne błędy w gemie, ale ostatecznie - również i wyrównanie. Można było założyć, że ofensywną grą spróbuje zaskoczyć Polkę.

I zaskoczyła, Katarzyna też trochę pomogła. Swoim błędem, gdy nie skończyła akcji stop wolejem przy siatce - została wówczas przełamana. Dość wyraźnie było już widać różnicę na korcie, a przecież podobnie wyglądała sytuacja w środowym starciu Amerykanki z Eriką Andriejewą. Day przez te kwalifikacje szła jak burza, w czterech setach straciła 11 gemów, tylko raz dała się przełamać. A dziś poprawiała te statystyki.
Pierwszego seta Kayla wygrała 6:2, po 34 minutach.
Drugi set też zaczął się koszmarnie z perspektywy Polki - od break pointów, za chwilę błędu przy siatce. I przełamania. Kawa obeszła siatkę z drugiej strony, nie poszła w kierunku ławki, mowa ciała nie wróżyła niczego dobrego. Choć wciąż walczyła, była w stanie wyjść ze stanu 0-40 w trzecim gemie, obroniła łącznie cztery break pointy. Tyle że leworęcznej Amerykance zdobywanie punktów przychodziło łatwiej, a miała też zapas przełamania.
Szósty gem mógł być przełomowym dla Polki. Było 0-40, Kawa miała trzy break pointy. A po pięciu kolejnych akcjach Amerykanka głośno krzyknęła "c'mon!". Najpierw był zły return 33-latki, później już cztery świetne zagrania jej rywalki.
Zrobiło się 2:4, można było odliczać minuty do końca. A tymczasem Polka znalazła swój moment, w końcu przełamała przeciwniczkę. Objęła prowadzenie 5:4 15-0, brakowało trzech punktów do wyrównania stanu meczu.
Nie udało się, powtórzyła się sytuacja z zeszłorocznego starcia z Jović. Serwis zawiódł w 11. gemie, podwójny błąd dał kluczowe przełamanie Kayli Day.
Amerykanka dopięła swego - wygrała 6:2, 7:5, zabrało jej to 90 minut, wliczając przerwę toaletową między setami w upalnym Londynie.
I to jej nazwisko znajdzie się w piątek w głównej drabince Wimbledonu.
Kawa zaś zapewne zostanie w Londynie - od dzisiejszych wyników będzie zależało, którą oczekującą stanie się wśród "szczęśliwych przegranych". Nie jest wykluczone, że jeszcze dostanie swoją szansę.












![Iran uciekł ze strefy zagrożenia. Niemcy pokonani po tie-breaku [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N27E0281EYNF7-C401.webp)

