Dwa sety w boju Ostapenko z Sabalenką w Londynie. Doszło do udanego rewanżu
Jeśli ktoś miał zatrzymać Aryną Sabalenkę w pierwszym tygodniu zmagań w Wimbledonie, to właśnie wszyscy wskazywali na Jelenę Ostapenko. Łotyszka ostatnio prezentowała dobrą grę, a w pamięci miała pewnie zeszłoroczny finał WTA 500 w Stuttgarcie, gdy to ona wyjechała z Niemiec z nowym samochodem, a nie liderka światowego rankingu. Łotyszka już w drugim gemie miała szansę na przełamanie, później kilka kolejnych. Aryna z kolei była dziś oazą spokoju, nie wybuchała, czekała na rozwój sytuacji. I w kluczowych momentach nie zawodziła. Po 92 minutach gry Naomi Osaka poznała swoją rywalkę w 1/8 finału.

Trzeba bardzo głęboko sięgać w statystyki, by znaleźć przypadek, w którym Aryna Sabalenka pożegnała się z Wielkim Szlemem w pierwszym tygodniu zmagań. A tak mówi się o spotkaniach przed czwartą rundą.
W Londynie zaś to naprawdę było realne. Po zakończeniu zmagań na kortach twardych w USA Aryna zaczęła spisywać się dużo słabiej. Nie było żadnego tytułu na ziemi, raptem dwa ćwierćfinały w Madrycie i Paryżu. Nie było pierwszego triumfu na trawie, bo te marzenia w Berlinie zastopowała Jessica Pegula. I to jak, wygrywając 6:0 w ostatnim secie. No i była ciężka przeprawa dwa dni temu z McCartney Kessler, gdzie musiała bronić kilku setboli na 1:1. Nie jest to już ta pewna siebie Aryna, która zachwycała w Australii, Indian Wells czy Miami.
A po drugiej stronie siatki znalazła się Jelena Ostapenko. Ona z kolei zawsze jest... pewna siebie. Zwłaszcza wtedy, gdy wychodzi do gry z gwiazdami. Takimi jak Świątek czy Sabalenka, rok temu - będąc w potężnym dołku - pokonała obie w Stuttgarcie, Arynę wysoko ograła w finale. Później się już nie mierzyły, ale też Łotyszka, gdy ma dobry dzień, potrafi wygrać z każdą rywalką na świecie. Ona nie kalkuluje, podobnie jak Sabalenka, stara się przejmować inicjatywę.
Zapowiadało się wielkie widowisko na Center Court. A jednak nie do końca takie było.
Wimbledon 2026. Jelena Ostapenko kontra Aryna Sabalenka. Mecz o 1/8 finału w Londynie
Łotyszka zaczęła od mocnego uderzenia, wygrała gema, za chwilę była bliska podwyższenia na 2:0. Nie ma chyba jednak tenisistki, która w takich sytuacjach, broniąc break pointów, czyniła to skuteczniej niż Sabalenka.
Dokonała tej sztuki właśnie wówczas, dokonała też w szóstym gemie, gdy prowadziła już 3:2 i potrzebowała potwierdzenia breaka w swoim gemie serwisowym. To był właśnie kluczowy moment w pierwszej partii, Sabalenka odskoczyła na 4:2. I dość spokojnie kontrolowała swoje gemy, nie dała już Łotyszce żadnej okazji, by cokolwiek zmienić. Ostapenko zachowywała jeszcze spokój, potrafi przecież "wybuchnąć". Przegrała partię 4:6.

W drugim secie Łotyszka dalej więc jako pierwsza wprowadzała piłkę do gry. Tyle że dość szybko okazało się, że to ona musi gonić wynik, a nie uciekać. Pojawiła się ta Jelena, którą znaliśmy z wielu wielkich turniejów w ostatnich miesiącach. Mająca dobrą sytuację na korcie i... wyrzucająca piłkę w aut. Albo w siatkę. Sabalenka uzyskała kilka break pointów, także po podwójnych błędach Jeleny. I w końcu jednego, znakomitym returnem, wykorzystała.
Cieszyła się z tego prowadzenia dosłownie chwilę. Za moment bowiem... została przełamana do zera. Moment zwrotny? Nic z tego. Trzy kolejne gemy trafiły na konto Sabalenki, dwukrotnie na returnie. Grała konsekwentnie, punktowała Łotyszkę, odskoczyła na 4:1. Można już było odliczać minuty do końca tego spotkania.
Tymczasem Ostapenko zaczęła ryzykować, grać płasko, piłka często prześlizgiwała się nad siatką. Odważnie wchodziła w akcje returnem, niemal w gemie ostatniej szansy dość pewnie wywalczyła breaka. I w końcu utrzymała serwis, co oznaczało, że - z jej perspektywy - było już tylko 3:4.
Łotyszka potrzebowała przełamania, nie udało się w kolejnym gemie. Aby dostać jeszcze jedną szansę, musiała wygrać własnego gema. A tymczasem jej podwójny błąd serwisowy dał meczbola zawodniczce z Mińska. Sabalenka za chwilę zaryzykowała returnem po drugim podaniu Jeleny. I nieznacznie się pomyliła. Ostatecznie Ostapenko doprowadziła do stanu 4:5.

Sabalenka serowała po awans. I kolejne w ostatnim czasie starcie z Osaką - tym razem o ćwierćfinał. Wywalczyła piłkę meczową, a za moment uderzyła tak mocno, że return Jeleny wrócił za końcową linię. Skończyło się więc na 6:4, 6:4 - Kader Nouni ogłosił słynną formułkę "gem, set i mecz" po 92 minutach rywalizacji.
- Było ciężko, gdy grałyśmy ostatnim razem, nie miałam nic do powiedzenia. Ale dziś cieszę się z wyniku - powiedziała tuż po meczu liderka rankingu. Dziś zagrała świetnie, miała tylko sześć niewymuszonych błędów, trzy razy mniej od Łotyszki. A punktów zdobytych bezpośrednio po uderzeniu Ostapenko wywalczyła tylko o 1/3 więcej.














