Dosadne słowa znanego agenta ws. Chwalińskiej. Obala zarzut w sposób bezwzględny
- Wiesz, trudno jest powiedzieć dziewczynie, która chce jeszcze grać "schodź z kortu". Ja myślę, że to prawie niemożliwe - mówi w rozmowie z Interią w Londynie rozemocjonowany Victor Archutowski, Polak urodzony w Wielkiej Brytanii, były menedżer Agnieszki Radwańskiej, który wykonał na niwie dyplomatycznej wiele zabiegów, aby dzika karta trafiła do Mai Chwalińskiej. Niestety problemy ze zdrowiem sprawiły, że 24-latka przegrała - jak się wydawało - już wygrany mecz z Tajlandką Mananchayą Sawangkaew.

- To jest okrutny rezultat. Dziewczyna wygrywała mecz, miała właściwie wszystko w kieszeni, a los tak jej to odebrał - nie mógł wybudzić się z koszmaru na korcie numer 12 Victor Archutowski, który od pierwszej piłki oglądał pojedynek Mai Chwalińskiej z Mananchayą Sawangkaew.
Victor Archutowski: Skreczować? To prawie niemożliwe
"Dwunastka" to jeden z najważniejszych tzw. kortów pokazowych poza głównymi stadionami z dachem przy Church Road. Organizatorzy dla kibiców, a tych na trybunach może zasiąść dokładnie 1736 osób, często planują tutaj atrakcyjne spotkania lub dają ekspozycję zawodnikom, będącym na fali. I nie zawiedli się na Mai Chwalińskiej, której za zasługi w Paryżu, czyli finał Roland Garros, wręczyli dziką kartę.
Polka grała na "dychę", świetnie weszła w to spotkanie. Swoją drogą szczególne, bo ukułem tezę, że wyeliminowanie w pierwszej rundzie zwyciężczyni kwalifikacji - mając świeżo w pamięci swoją identyczną drogę do drabinki głównej w Paryżu - mogłoby okazać się nieprzecenionym mentalnie atutem.
Znamy kulisy dzikiej karty dla Chwalińskiej. To pomogło w "decyzji stulecia"
Nasza zawodniczka grała jak z nut i gdy już jedna akcja dzieliła ją od wygrania spotkania, przy piłce meczowej poślizgnęła się i w sekundzie wszystko zawaliło się niczym domek z kart. Zaczęło się od problemów ze stawem skokowym, który szybko - co później potwierdziła sama Maja - został przykryty przez jeszcze większe dolegliwości, związane ze skurczami w całym ciele.
Taka porażka była niezwykle bolesna. Archutowski, który od kilku dekad działa przy tenisie, w sekundzie przypomniał sobie podobną historię, która zdarzyła się dokładnie 10 lat temu właśnie w Wimbledonie. Rozstawiona z numerem 3 Agnieszka Radwańska w drugiej rundzie mierzyła się z Aną Konjuh. Po dramatycznym boju, w którym "Isia" broniła trzy piłki meczowe, ostatecznie przepchnęła mecz w trzecim secie 9:7.
- W pewnej chwili przeciwniczka, wygrywając mecz z Agnieszką, stanęła na piłce i skręciła staw skokowy. Tu, w meczu Mai, widziałem to samo. Jest mi tak żal tej młodej, super fajnej i grzecznej dziewczyny. Jak płynęły jej łzy, to widziałem w nich bezradność, że nie potrafiła do końca pokazać tego, co tak pięknie funkcjonowało w tym pojedynku - kręcił głową w rozmowie z Interią Archutowski.
- Jest mi szkoda także menedżera Piotra Szczypki i całego teamu, bo prezentowali się tutaj wspaniale. Właściwie zasłużyli na trochę więcej niż dostali. Ale to jest tenis, coś wygrywasz i coś przegrywasz. Następnym razem w grze w dużym meczu koszmar może spotkać przeciwniczkę. Nikomu źle nie życzymy, ale taki bywa los - zaznaczył rozmówca.
Niepokój ws. Chwalińskiej. Trener gra w otwarte karty
Bardzo szybko w burzliwych dyskusjach, które pojawiły się choćby pod kilkoma moimi wpisami w mediach społecznościowych, z cytowanymi wypowiedziami Chwalińskiej i jej menedżera, nie tylko kibice, ale i ludzie sportu zaczęli kontestować słuszność kontynuowania tego meczu. Pada między innymi argument, że losy pojedynku wymykały się z rąk, a przedłużając go można było tylko "doprawić" problemy ze zdrowiem.
Jak w takim momencie postąpić? Skreczować, czy tylko łatwo w ten sposób teoretyzować czasami jedynie z perspektywy wygodnej kanapy? Zdaniem Archutowskiego w takim wypadku dochodzi też inne zagrożenie.
- Wiesz, trudno jest powiedzieć dziewczynie, która chce jeszcze grać "schodź z kortu". Ja myślę, że to jest prawie niemożliwe. I to może spowodować też, że między zawodnikiem i trenerem pojawią się niesnaski - zwraca uwagę.
Gdyby sygnał poszedł od trenera głównego, to wiadomo, że jego intencja byłaby szlachetna i w jak najlepszej wierze, lecz zawodniczka mogłaby podejść do niej z niezrozumieniem. Zwłaszcza, że Chwalińska w tym meczu długo jeszcze próbowała obronić wypracowaną przewagę. A nawet, gdy już prawie nie biegała, trzeci set rozpoczęła od prowadzenia 2:0, przełamując w drugim gemie młodszą o rok Sawangkaew.
Archutowski, choć sam się przekonałem, jak bardzo walczył o dziką kartę dla Mai, gdy Szczypka przerwał naszą rozmowę, by potwierdzić u Victora, że to już fakt dokonany, nie przypisuje sobie nadmiernych zasług.
- Moja rola była niczym w porównaniu z rolą, jaką odegrała sama Maja, jej trenerzy i cały team. Oni naprawdę robili wszystko, żeby tutaj udało się zrobić wynik. Tym razem stało się inaczej. Najważniejsze, że to jest silna dziewczyna i ma charakter, więc będzie okay. Mimo niedyspozycji walczyła jak lwica, nie ma za co się wstydzić. Dała z siebie sto procent i jeszcze więcej - podkreślił.
Z Londynu - Artur Gac




![Pokonały Polki, później bolesna porażka. Bez wygranego seta [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1BHQTW4RKL9H-C401.webp)

![Tak grał Jannik Sinner. Droga do finału Wimbledonu 2026 [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1B92CWL9J0AF-C401.webp)




![Niecodzienna sytuacja na Wimbledonie. Punkt trzeba było powtórzyć [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1B791YT6GP93-C401.webp)