Deklasacja na korcie, Majchrzak przed światową "1". Polak reaguje na swój wyczyn
- Cieszę się, że tym Wimbledonem tak naprawdę uratowałem ten sezon trawiasty - promieniał 29-letni Kamil Majchrzak, który po raz drugi w karierze, po sześcioletniej przerwie, zapewnił sobie awans do 3. rundy wielkoszlemowego turnieju. Powrót na korty Wimbledonu Polak ma wspaniały, w środę po świetnym meczu odprawił młodego Amerykanina, 21-letniego Ethana Quinna 6:1, 6:4, 6:3.

Najlepszy mecz z poniedziałku, jak Kamil Majchrzak określił swoje starcie w pierwszej rundzie Wimbledonu z Matteo Berrettinim, to już wiadomość nieaktualna? Nowym punktem odniesienia może być to, co wydarzyło się w środowy wieczór na korcie nr 14, gdzie Polak zmierzył się ze zdolnym Amerykaninem Ethanem Quinnem. Sam Majchrzak od razu nakreślił ważną perspektywę.
Kamil Majchrzak: Absolutnie nie dałem mu przestrzeni
- Nie wiem do końca, bo porównując pierwszą i drugą rundę, klasa rywala na dzień dzisiejszy jest zupełnie inna. Zwłaszcza po początku meczu dało się odczuć, że Quinn był mocno poddenerwowany i nie wszedł najlepiej w to spotkanie. Oczywiście też bardzo mu to utrudniałem moją dobrą grą. Świetnie returnowałem w pierwszym secie, świetnie serwowałem i absolutnie nie dałem mu miejsca - odpowiedział Interii Majchrzak.
Krótko mówiąc, to było świetne spotkanie w wykonaniu naszego zawodnika w konfrontacji z nieznacznie wyżej notowanym rywalem. W pierwszym secie oglądaliśmy popis Majchrzaka, który rzeczywiście w ogóle nie dał oponentowi przestrzeni, by choć spróbował rozwinąć skrzydła. Zmiótł go z kortu w 20 minut! "Ethan Quinn 'nie dojechał', ale później to już była tylko zasługa Kamila, który nie pozwolił rywalowi na więcej niż momenty" - napisałem na portalu X, oglądając spotkanie z wysokości trybun, mając możliwie najbliższa perspektywę na wydarzenia na zielonym dywanie.
Czy to mój najlepszy tenis w karierze? - Na pewno bardzo dobry, a mam nadzieję, że najlepszy jeszcze przede mną. Z pewnością trochę z niczego zbudowałem coś i po prostu staram się samemu sobie nie przeszkadzać, trzymać momentum i flow oraz grać tym, co działa najlepiej - mówił z dużym spokojem.
Najtrudniejszy był trzeci set, gdy rywal już wiedział, że musi wszystko postawić na jedną kartę. I tym samym znacznie wyżej zawiesił naszego asowi poprzeczkę. - Delikatnie się poddenerwowałem, bo było blisko. Plus w tej partii rywal nie miał już absolutnie nic do stracenia, bardziej rozluźnił rękę i zaczął grać bardzo agresywnie. To był trudny set, bo o ile wcześniej kontrolowałem większość akcji, tak nie tylko on zaczął lepiej serwować, ale też więcej przejmował inicjatywę, odpychał mnie od linii i zmuszał do defensywy. Finalnie go domknąłem, jeszcze z przełamaniem na koniec, żeby oszczędzić trochę nerwów - wymownie się uśmiechnął.
Do Londynu Majchrzak wrócił po trzech latach. Dotąd zupełnie tu sobie nie radził, dwukrotnie odpadając w pierwszej rundzie. Z kolei teraz nawiązał do swojego najlepszego, 2019 roku, wyrównując życiowy wynik z US Open. Nic dziwnego, że po zakończeniu spotkania poczuł się niczym najszczęśliwszy człowiek w Londynie.
- Cieszę się, że tym Wimbledonem tak naprawdę nie tylko uratowałem ten sezon trawiasty, ale też przypomniałem sobie, jak fajnie jest grać na trawie. Jak inny to jest tenis i jak przyjemny. Zwłaszcza tutaj, w tym magicznym obiekcie - podkreślił nasz zawodnik, przed którym nieuchronny powrót do najlepszej "100" ATP.
Trzysetowy bój trwał ledwie 1 godzinę i 34 minuty. W tej edycji męskiego turnieju to niemal najkrótsze spotkanie. Ze swoją robotą tak szybko nie uporał się nawet Jannik Sinner, światowa jedynka.
Majchrzak przed Sinnerem. Polak komentuje wyczyn
- To mnie bardzo cieszy w kontekście również ewentualnej walki o następne rundy. Im mniej czasu spędzonego na korcie, tym lepiej dla ciała i zdrowia, a do tego więcej czasu na regenerację i przygotowanie. Nie myślałem o tym, ale skoro tak się stało, tym jest mi milej, bo im dalej w turniej, tym mniejsza szansa o pobicie tego - uśmiechnął się Polak. Poinformowany, że o 14 minut wyprzedził Sinnera, aż się roześmiał. - No tak, on jeszcze ma dużą szansę, żeby mnie wyprzedzić.
O awans do najlepszej "16" turnieju Polak zagra z Francuzem Arthurem Rinderknechem lub Chilijczykiem Cristianem Garinem. Mecz obu zawodników został przerwany i przeniesiony na czwartek po trzech setach, przy prowadzeniu Rinderknecha 3:6, 6:3, 7:6 (7-3).
Artur Gac, Wimbledon














