Chwalińska zabrała głos po porażce. Zwrot do kibiców. Tysiące reakcji
Maja Chwalińska pożegnała się z singlowym turniejem Wimbledonu już w 1. rundzie, walkę o zwycięstwo uniemożliwił jej uraz. Na razie nie opuszcza jednak Londynu, zobaczymy co będzie z występem w grze podwójnej. We wtorek finalistka Rolanda Garrosa opublikowała wpis na Instagramie. Posypały się polubienia.

Maja Chwalińska miała wyjątkowego pecha w poniedziałkowym meczu 1. rundy Wimbledonu. Poślizgnęła się przy swojej piłce meczowej i doznała urazu stawu skokowego, który uniemożliwił jej dalszą walkę na wymaganym poziomie. Polka dokończyła spotkanie, ale biegała wyraźnie mniej i przegrała z Mananchayą Sawangkaew.
- Już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele. Myślę, że ich źródło nie było czysto fizyczne. Na pewno miał też udział stres, intensywny czas przed Wimbledonem, bo nie miałam perfekcyjnych przygotowań. To był jeden z najcięższych meczów w mojej karierze. Nowe doświadczenie dla mnie. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej. Mogłabym żałować, gdybym skreczowała, więc chciałam grać dalej - powiedziała nasza rodaczka dla PAP.
Maja Chwalińska po pechowym odpadnięciu z singla Wimbledonu: "Taki jest czasem tenis"
We wtorek opublikowała post na Instagramie. Zwróciła się do kibiców.
Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam.
Post w nieco ponad godzinę zebrał 50 tysięcy polubień, co świadczy o podtrzymującej się mocy marketingowej jej nazwiska.
Jej "wyobrażenie" o The Championships 2026 może jeszcze się zmienić, jeśli wystąpi w grze podwójnej. Wciąż jest zgłoszona ze swoją przyjaciółką z Austrii Sinją Kraus.
- Deblowa rywalizacja zaczyna się w czwartek i na razie jeszcze o tym nie myśleliśmy. Trzeba sprawdzić dokładnie stan zdrowia Mai i ona zdecyduje (...) Pierwszy raz się razem zgłosiły. Maja jest bardzo ambitna. Nie wiem jednak, czy organizm jej pozwoli. Ale to na razie tylko spekulacje (...) Dziś (w poniedziałek - red.) też już chyba kierowała się sercem (kontynuując mecz - red.), bo było widać, że to było ogromne cierpienie. Na razie musimy jednak z takimi analizami poczekać. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało jutro czy pojutrze (we wtorek i środę - red.) - mówił Przeglądowi Sportowemu Onet menadżer Piotr Szczypka.













