Chwalińska popełniła błąd? Menedżer zabrał głos, ucina spekulacje
Kontuzja przekreśliła szanse Mai Chwalińskiej na awans do 2. rundy Wimbledonu. Polka po tym, jak skręciła kostkę w meczu z Mananchayą Sawangkaew nagle stanęła, choć wcześniej była na autostradzie do awansu. Już pojawiły się sugestie, że nie byłoby tej kontuzji, jakby Maja zagrała wcześniej dwa mecze na trawie, przyzwyczaiła się do grania na takiej nawierzchni. Były też głosy, że w ogóle nie powinna była grać w Wimbledonie. Piotr Szczypka, menedżer Chwalińskiej w końcu nie wytrzymał i postanowił zabrać głos w sprawie.

W Paryżu wszyscy zachwycali się Mają Chwalińską, teraz zaczęły się pojawiać może nie tyle krytyczne głosy, co komentarze zwracające uwagę, że mogła Wimbledon potraktować inaczej. Piotr Sierzputowski, były trener Igi Swiątek mówił, że w ogóle nie powinna była przyjmować dzikiej karty, a byli tenisiści Lech Sidor i Dawid Olejniczak zwracali uwagę, że przed takim turniejem przydałyby się jakieś mecze na trawie. Olejniczak sugerował nawet, że być może dzięki temu udałoby się uniknąć kontuzji kostki.
Menedżer Chwalińskiej nie wytrzymał
Piotr Szczypka, menedżer Chwalińskiej w końcu nie wytrzymał i postanowił zabrać głos, żeby przeciąć wszystkie spekulacje dotyczące grania na trawie przed Wimbledonem, jak i w temacie samej dzikiej karty.
- Zacznę od wyjaśnienia technicznej kwestii - mówi nam Szczypka. - Maja nie mogła grać w turnieju przed Wimbledonem, bo jeszcze w trakcie Roland Garros, jak się zamykały listy, to zapisała się do kwalifikacji Wimbledonu. Zrobiła to, bo musiała. Nie miała odpowiedniego miejsca w rankingu, a wtedy tematu dzikiej karty nawet nie było.
"To się wyklucza". Szczypka tłumaczy zachowanie Chwalińskiej
- Idąc dalej, jeśli zapisała się do eliminacji do Wimbledonu, to nie mogła w tym samym czasie zapisać się do innych turniejów, bo to się samo przez się wyklucza. W sumie w tych kwalifikacjach nie zagrała, bo dostała dziką kartę - wyjaśnia menedżer.
Szczypkę najbardziej irytuje to, że w przestrzeni publicznej pojawiają się spekulacje, które jego zdaniem nie mają sensu w tej sytuacji. Do 16 czerwca Maja myślała, że będzie się musiała przebijać przez kwalifikacje Wimbledonu i to miało być to jej przetarcie. Kiedy okazało się, że nie musi w nich grać, nie mogła się już nigdzie indziej zgłosić, bo listy startowe były pozamykane.
"Nie może nie skorzystać". O dzikiej karcie Chwalińskiej
- A jeśli chodzi o przyjęcie dzikiej karty, to chyba jeszcze czegoś takiego nie było, żeby ktoś ją dostał i odmówił przyjęcia. Jakby to wyglądało? Jeśli Maja dostaje dziką kartę, choć nie jest angielską zawodniczką, to nie może nie skorzystać. Szanuje ten turniej, jest to wielkie wyróżnienie, należało to wziąć, inne rozwiązanie nie miało sensu - komentuje Szczypka.
Oczywiście Szczypka zdaje sobie sprawę, że dwa mecze przed Wimbledonem mogły pomóc, ale też uważa, że szermowanie tym argumentem w sytuacji, gdy technicznie było to niemożliwe do wykonania, nie ma sensu. Ktoś mógłby pomyśleć, że Maja Chwalińska popełniła błąd, a ona zwyczajnie nie mogła tego zrobić, jak należy. Chciała zagrać w Wimbledonie, zgłosiła się do kwalifikacji, ale kiedy otrzymała dziką kartę, to z jednej strony cieszyła się, że zagra od razu w turnieju głównym, a z drugiej cały plan przygotowań oparty na starcie w kwalifikacjach runął. Próbowano to ratować treningami na trawie i sparingiem z Magdą Linette, ale to nie to samo, co warunki meczowe.











