142 minuty walki Sereny Williams na Wimbledonie. Wielki powrót po niemal 4 latach
Po niemal czterech latach Serena Williams postanowiła wznowić karierę, a dzięki "dzikiej karcie" od organizatorów, mogła stanąć do rywalizacji na Wimbledonie. W 1. rundzie trafiła na Mayę Joint, która od 15 stycznia wygrała zaledwie jedno spotkanie we wszystkich rozgrywkach. Mało kto spodziewał się chyba, że będzie to aż tak zacięte spotkanie, do rozstrzygnięcia którego potrzebne będą trzy sety. Dopiero po 142 minutach poznaliśmy zwyciężczynię.

Ogłoszenie Sereny Williams, jako uczestniczki tegorocznego Wimbledonu wywołało ogromne poruszenie. W końcu legenda tenisa ostatnie spotkanie rozegrała niemal cztery lata temu. "Dzika karta" od organizatorów pozwoliła jej przystąpić do prestiżowego turnieju. Oprócz singla planowała także występ w deblu u boku starszej siostry - Venus Williams.
Rywalką 44-latki w 1. rundzie była Maya Joint. W teorii to aktywna, dużo młodsza i będąca w rytmie meczowym zawodniczka powinna uchodzić za faworytkę. Na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy wygrała ona jednak zaledwie jedno spotkanie. W tej sytuacji bukmacherzy nie wskazywali, która z tenisistek ma większe szanse na zwycięstwo.
6:2 ze Świątek, 2:6 na Wimbledonie. Mistrzyni z Rzymu niespodziewanie za burtą
Wielki powrót Williams na kort. Zaczęło się od falstartu
Pierwszy set był dość jednostronny i przebiegał pod dyktando 20-latki. Williams poruszała się po korcie zdecydowanie wolniej, choć nadrabiała w polu serwisowym. Dopiero w ósmym gemie dała się przełamać, co pozwoliło Joint wyjść na prowadzenie 5:3. Australijka przy swoim podaniu sięgnęła po zwycięstwo w 1. secie 6:3.
Drugi set rozpoczął się od przełamania. Williams prowadziła 40:15, ale roztrwoniła przewagę, przez co to Maya Joint dopisała do swojego konta gema, a po chwili prowadziła 2:0.
Wraz z upływem czasu Williams zaczęła zyskiwać, a jej rywalka tracić. Coraz więcej zagrań trafiało tam, gdzie planowała Amerykanka. I tym samym z 1:3 doszła Australijkę na 3:3. W ósmym gemie poszła za ciosem, przełamała młodszą aż o 22 lata rywalkę i zrobiło się 4:4.
Tie-break dla Sereny Williams. Zwyciężczynię wyłonił 3.set
Bardzo długo trwała walka w 10. gemie, a szala zwycięstwa przechylała się to raz na jedną, to na drugą stronę. Ostatecznie Williams dopisała go do swojego konta, choć przegrywała 0:40 i obroniła finalnie cztery break pointy. O losach seta miał zdecydować tie-break.
Rywalizacja była szalenie zacięta. To Maya Joint stanęła jednak przed piłką meczową przy stanie 6:5. Nie udało jej się jednak domknąć spotkania. Kolejna piłka padła łupem Williams - już nie meczowa, ale setowa. I w przeciwieństwie do przeciwniczki ona z szansy skorzystała.
Wygrany set zdecydowanie dodał Serenie wiatru w skrzydła - wykorzystała trzeci break point, przełamała 87. rakietę świata i wyszła na prowadzenie 2:1. Później jednak nastąpiła seria udanych zagrań młodszej z tenisistek i doszło do zwrotu akcji - z 2:1 zrobiło się 5:2 dla Joint.
W dziewiątym gemie Joint serwowała jak w transie - posyłając niemal jednego asa po drugim. Ostatecznie po trwającym aż 142 minuty meczu to Australijka okazała się górą 6:3, 6:7(6), 6:3.







![Mundial: Francja - Hiszpania. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N1FF6E0UBYXTC-C401.webp)




