Nie mogła praktycznie jeść przez trzy tygodnie. Maja ujawnia kulisy wielkiego sukcesu [WIDEO]
Fantastyczna przygoda Mai Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa dobiegła końca. Polska kwalifikantka przegrała w finale z rosyjską tenisistką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6, ale mimo porażki może mówić o największym sukcesie w swojej dotychczasowej karierze. Po meczu 114. rakieta świata nie ukrywała rozczarowania, ale jednocześnie z ogromną klasą oddała rywalce należny szacunek.
Andriejewa zapisała się w historii turnieju. Rosjanka została najmłodszą triumfatorką singla kobiet w Paryżu od czasów Monica Seles, która w 1992 roku sięgnęła po trzeci z rzędu tytuł na kortach ziemnych French Open.
W 100 procentach zasłużyła na zwycięstwo
Chwalińska rozpoczęła finał obiecująco i w pierwszym secie potrafiła objąć prowadzenie. Później jednak inicjatywę całkowicie przejęła rywalka, która wygrała dziesięć gemów z rzędu i pewnie zmierzała po tytuł.

Po spotkaniu Polka nie szukała wymówek
- Oczywiście byłam zmęczona, ale to normalne. Ogromne słowa uznania dla Mirry, bo to niesamowita zawodniczka. Jest bardzo solidna i dużo lepiej ode mnie poradziła sobie z tymi warunkami. W 100 procentach zasłużyła na dzisiejsze zwycięstwo - przyznała.
Szczególnie trudne okazały się warunki atmosferyczne. Silny wiatr przez cały mecz wpływał na przebieg wymian, a zdaniem Polki właśnie w tym aspekcie Andriejewa miała wyraźną przewagę.
- Czułam, że nie mam dziś przeciwko niej żadnej broni. Zdecydowanie lepiej radziła sobie z wiatrem niż ja i grała bardzo mądrze. Podziwiam, jak sobie z tym poradziła. Wiem też, że sama muszę nad tym jeszcze mocno popracować - oceniła Chwalińska.
Trzy tygodnie stresu. "Nie mogłam jeść"
Polka nie ukrywała również, że ogromna stawka kolejnych spotkań odbiła się na jej samopoczuciu. Choć w Paryżu prezentowała znakomitą formę, niemal codziennie towarzyszył jej stres.
- Byłam zdenerwowana przed każdym meczem. Szczerze mówiąc, przez ostatnie trzy tygodnie praktycznie nie mogłam jeść. Moi trenerzy zajadali pizzę, a ja nie miałam na nią ochoty. Cieszę się, że zakończyłam turniej i mam nadzieję, że teraz wróci mi apetyt - powiedziała z uśmiechem.
Mimo przegranej finał pozostanie dla niej jednym z najważniejszych momentów kariery. Chwalińska podkreśliła, że za tym sukcesem stoją lata wyrzeczeń i ciężkiej pracy.
"To nie trzy tygodnie. To 18 lat pracy"
Awans do finału wielkoszlemowego turnieju był dla wielu kibiców ogromnym zaskoczeniem, ale sama tenisistka patrzy na swoje osiągnięcie z szerszej perspektywy.
- To był ogromny skok, ale tak naprawdę stoi za nim 18 lat ciężkiej pracy, cierpliwości i wytrwałości. Musiałam przejść naprawdę wiele, żeby znaleźć się w tym miejscu. Życie bywa zaskakujące. Trzeba po prostu robić swoje i wierzyć, że kiedyś się uda. Cieszę się, że właśnie tak się stało - podsumowała.
Choć w sobotę zabrakło jej do pełni szczęścia, turniej w Paryżu może okazać się przełomowym momentem w karierze Polki. Dzięki świetnemu występowi Chwalińska ma szansę na znaczący awans w rankingu i częstsze występy w najważniejszych imprezach tenisowego cyklu.










