Diane Parry jest świetnie znana polskim fanom tenisa - w czwartej rundzie Roland Garros grała z Mają Chwalińską, o ćwierćfinał w Cincinnati rywalizowała z kolei z Igą Świątek. Obie te potyczki przegrała, ale i tak kilka dni temu była bohaterką strony WTA. To ona w ostatniej aktualizacji rankingu zanotowała w czołowej setce największy skok - aż na 31. miejsce. Wszystko za sprawą tytułu wywalczonego w Monterrey, mimo że nie była tam nawet rozstawiona.
Gdyby stało się to tydzień wcześniej, w US Open uzyskałaby przywilej lepszej pozycji w drabince. I uniknęłaby gry w dwóch pierwszych rundach z zawodniczkami rozstawionymi.
Tak się nie stało, przeszła pierwszy etap, pokonała Viktoriję Golubic. Ale w drugim trafiła na Soranę Cirsteę - zawodniczkę, która - patrząc tylko na ten sezon - jest 13. w rankingu Race. A na obecny ranking "na żywo" - 15.
I to jest właśnie to coś niesamowitego. Rumunka ma 36 lat, już wcześniej zapowiedziała, że to jej ostatni rok w tourze. A osiąga rekordowe wyniki, w Rzymie pokonała Arynę Sabalenkę, dotarła tam do półfinału. I to nie był wcale przypadek.
US Open. Sorana Cirstea kontra mistrzyni WTA 500 z Monterrey. Przerwana seria Diane Parry
Cirstea po raz pierwszy w głównej drabince US Open grała... 18 lat temu. W drugiej rundzie uległa wtedy Swietłanie Kuzniecowej, zajmowała wówczas - jak 18-latka - 53. miejsce na świecie. Miała ogromny talent, wielkie możliwości, ale nie potrafiła latami przebić bariery 20. pozycji na świecie. Aż w końcu to się udało. Po zmaganiach w US open ma zaś realną szansę na debiut w TOP 15. O ile pozdrowi na to zdrowie.
Rumunka wyszła na Court 12 ze sporym opatrunkiem na lewej łydce, choć poruszała się znakomicie. Radziła sobie z potężnymi forhendami Parry, świetnie czuła w wymianach. W piątym gemie przełamała tenisistkę z Francji - i już dość spokojnie doprowadziła tego seta do końca. Może nie aż tak spokojnie jak wczoraj Mirra Andriejewa, ale trochę obie te potyczki miały ze sobą wspólnego.

W drugim secie Rumunka już w pierwszym gemie ułatwiła sobie sytuację - przełamała Francuzkę. Wydawać by się wtedy mogło, że już dość spokojnie dowiezie tę przewagę. Parry jednak w kilku spotkaniach w Monterrey pokazała, że potrafi wychodzić z momentami beznadziejsnych sytuacji. Odwracała losy setów w potyczkach z Clarą Tauson, Ann Li, ale także i finał z Elise Mertens, bo przecież drugą partię przegrała z Belgijką 0:6.
Rumunka musiała znacznie więcej pracować na punkty w kolejnych gemach, Parry grała dużo bardziej ryzykownie. Zmierzała jednak dla szczęśliwego dla siebie finału meczu. Miała dwie piłki na 5:2, później zaś dwa meczbole na 6:4.
Przy tym drugim Cirstea z niedowierzaniem patrzyła na linię, o którą zahaczyła piłka po ryzykownym forhendzie Parry. Za moment to Diane miała szansę na pierwsze przełamanie w całym spotkaniu. I... wygrała akcję! Wytrzymała wymianę slajsowo-topspinową, później sama zaatakowała. Było więc 5:5.
Mistrzyni WTA 500 z Monterrey nie zdołała jednak pójść za ciosem. Za chwilę Cirstea przełamała ją po raz drugi w secie. Tym razem jednak okazji z rąk nie wypuściła. Rumunka wygrała 6:2, 7:5, zameldowała się w 1/16 finału.
W niej zaś zagra z Jasmine Paolini - Włoszka jest w US Open rozstawiona z 19.









![Polskie siatkarki przegrały w półfinale ME. O brąz zmierzą się z Serbią [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9AYS4G0M3KLB-C401.webp)



