Wszystkie spotkania w 1/64 finału singla pań i panów zostały rozbite na trzy dni - we wtorek zaplanowano zakończenie gier. I o ile na wielu kortach opady deszczu spowodowały znaczne przesunięcie rozgrywek, to akurat potyczki Mirry Andriejewej z Janice Tjen to nie dotyczyło. Ich starcie zostało zaplanowane jako drugie na Louis Armstrong Stadium - drugim co do wielkości stadionie w kompleksie na Flushing Meadows. I z kilku powodów zapowiadało się jako jedno z ciekawszych w pierwszej rundzie.
Po pierwsze dlatego, że już sama osoba Andriejewej wywołuje spore zainteresowanie. 19-latka z Krasnojarska wygrała w Paryżu swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, w finale pokonała największą sensację całej rywalizacji, czyli Maję Chwalińską. Otworzyła sobie ścieżkę do awansu może nawet do TOP 3 rankingu WTA, ale już zmagania na trawie kompletnie jej nie wyszły. Na kortach twardych w Ameryce też jakoś rewelacyjnie nie było - jedno zwycięstwo w Toronto i dwa w Cincinnati to jednak niezbyt wiele.
W Ohio pokonała zaś Janice Tjen - i to był właśnie ten drugi powód, dla którego ich ponowne spotkanie w Nowym Jorku zapowiadano jako potencjalny hit. Tam Mirra triumfowała 6:1, 7:6 (5), ale ten drugi set mógł się zakończyć inaczej. Indonezyjka w Cincinnati była jeszcze rozstawiona z numerem "32" - ostatnim.

W Nowym Jorku zaś jednej pozycji jej do tego rozstawienia zabrakło. Skorzystała Maria Sakkari, za nią była kontuzjowana Hailey Baptiste, a później już Tjen. Rewelacja drugiej części poprzedniego sezonu, właśnie na kortach twardych. Najpierw w turniejach ITF przebiła się do drugiej setki rankingu. Później przeszła kwalifikacje US Open, ogrywając w nich m.in. Maję Chwalińską. A następnie zagrała w finale WTA 250 w Sao Paulo, wygrała WTA 125 w Jinan, wreszcie triumfowała w WTA 250 w Chennai. A to spowodowało awans w okolice 50. pozycji na świecie.
I stąd można się było spodziewać zaciętej walki w tej potyczce. A można wręcz powiedzieć, że Andriejewa miała największego pecha w losowaniu wśród wszystkich tenisistek rozstawionych.
US Open 2026. Mirra Andriejewa grała z Janice Tjen. Stawką druga runda
Początek potyczki na Louis Armstrong Stadium potwierdzał, że tak może być. Aż do stanu 2:2, gdy obie wygrywały swoje gemy serwisowe. A później Andriejewa wybiła rywalce z głowy marzenia o awansie.
To pierwsze przełamanie miało bowiem kluczowe znaczenie, Tjen zaczęła popełniać proste błędy. Mirra z kolei kapitalnie wprowadzała piłkę do gry, agresywny serwis dawał jej ogromną przewagę. Wygrała trzy kolejne gemy, wszystkie do zera. Nie minęło pół godziny, a już miała 6:2.

W przeszłości bywały spotkania, gdy Rosjanka potrafiła "zagrać dwa spotkania w jednym", wypuścić niemal pewny awans. Gdy gotowała się po kilku nieudanych akcjach. Tu jednak takich niemal nie było, spokój nie opuszczał jej twarzy. Przełamanie w trzecim gemie na korzyść Andriejewej ułatwiło 19-latce sprawę. I chyba już ostatecznie podcięło skrzydła Tjen. Tym bardziej, że stało się to po podwójnym błędzie zawodniczki z Azji.
24-latka z Indonezji szukała jakiegoś przełomu, ale tego dnia Andriejewa była zbyt perfekcyjna, by mogło tu dojść do jakiejś sensacji. Wygrała 6:2, 6:2 - po 69 minutach.
O trzecią rundę zagra w czwartek z Evą Lys.














