Ważne ogłoszenie ws. gry Chwalińskiej w Wimbledonie. "Lepiej siedzieć cicho"
Maja Chwalińska została wicemistrzynią Roland Garros, a teraz wszystkie oczy skierowane są na Wimbledon. Czy angielski klub da Polce dziką kartę na start w turnieju? - Jest duża szansa - mówi nam prezes Polskiego Związku Tenisa Dariusz Łukaszewski i wyjaśnia, co musi się stać, żeby Anglicy spojrzeli na Chwalińską łaskawym okiem. Jest jeden warunek.

Dariusz Ostafiński, Interia: Pan wierzył w to, że Maja Chwalińska narobi tyle zamieszania na kortach Roland Garros?
Dariusz Łukaszewski, prezes PZT: Może nie wierzyłem w to, że to się stanie tu i teraz, ale w ogóle wierzyłem w to, że kiedyś to się stanie. Pamiętam, że kiedy Maja miała 10 lat, to już wtedy było widać jej ogromną inteligencję i niesamowite czucie piłki i kortu. Już wtedy wiedziałem, że jak urośnie i nie będzie kontuzji, to Chwalińska będzie wielką zawodniczką.
Kontuzje były, a ona nie urosła.
- Wszystko prawda i to trochę wydłużyło drogę. W wielu sportach jest tak, że mamy podział na kategorie wagowe. W tenisie tego nie ma i często mamy pojedynki Dawida z Goliatem. Maja znalazła się właśnie w tej sytuacji, była tym Dawidem. Kontuzje jej nie ominęły, nie urosła, ale dzięki talentowi, pracy i temu, że spotkała na swojej drodze właściwych ludzi, w końcu się wybiła.
Rozumiem, że mówi pan o prezesie BKT Advantage Bielsko-Biała.
- Tak. Pan Piotr Szczypka wierzył. Dołożył też pieniądze i to dało jej szansę, otworzyło autostradę. Związek też swoje dołożył. Od odejścia pana Krauze w 2009 do 2019 nie mieliśmy sponsora strategicznego, ale kiedy ten sponsor się pojawił, to objęliśmy Maję programem wsparcia, bo też w nią wierzyliśmy. Wynik w Roland Garros pokazuje, że w swojej ocenie się nie pomyliliśmy.
I myśli pan, że to będzie trwało dalej. Ja mam w głowie słowa ekspertów, którzy powtarzali, że pewnego poziomu Maja Chwalińska nie przeskoczy, bo w końcu znajdą się rywalki większe i mocniejsze. W Roland Garros taką rywalką okazała się Andriejewa.
- Jest w tym trochę prawdy. Do tego można dodać, że teraz wezmą ją pod lupę, będą starali się ją rozszyfrować. Maja będzie na świeczniku i na pewno będzie jej trudniej. Jednak mam pewną wiedzę tenisową i w mojej ocenie Maja sobie poradzi. Wydaje mi się, że gra na trawie, która czeka nas teraz, też może być jej sukcesem.
Tak pan sądzi?
- Tak. Na mączce Maja doskonale się rusza, ale na trawie wyjdą inne jej atuty, jak slajs, czy zmiana rytmu gry. Ja jestem przekonany, że będą sukcesy. Także dlatego, że ona wreszcie uwierzyła. Potem, już na hardzie, może być gorzej, ale to da się wytłumaczyć. Akurat ta nawierzchnia może Mai nie sprzyjać.
A co ona może jeszcze poprawić, żeby dalej zaskakiwać rywalki, żeby były sukcesy, o których pan jest przekonany.
- Już dało się wiele poprawić. Jeśli chodzi o samą grę, to te zmiany są minimalne, ale najwięcej zmieniło się w głowie. Dotąd było tak, że Maja raz w roku grała z dziewczyną z TOP50 i strasznie się tym meczem stresowała. To była jej jedyna szansa, żeby wskoczyć do setki, ruszyć do przodu. Teraz jednak pokonała tę barierę. Ma nawet dużo więcej niż setkę. Nabrała też doświadczenia, bo rozegrała kilka spotkań z wyżej notowanymi rywalkami i uwierzyła, że się da. Już rok temu w Radomiu, gdzie graliśmy z Ukrainą ona miała piłkę setową ze Switoliną. Nie wygrała, ale to był ten moment, gdzie dało się zauważyć, że coś drgnęło. Potem poprawiła motorykę, dołożyła ogólnorozwojówkę i stała się naprawdę mocna.
W najnowszym rankingu WTA zajmuje 21. miejsce. Może być wyżej?
- Nie wiem. Jestem natomiast przekonany, że ona przyniesie nam wiele radości. Pomoże nam w listopadzie w Billie Jean King Cup, bo wtedy gramy ze Szwedkami o utrzymanie. A potem zrobi coś dużego w roku przedolimpijskim i może ona wraz z Igą Świątek pojadą do Los Angeles powalczyć o medale.
Temat na teraz, to jednak Wimbledon.
- Wiem. Wimbledon to niezależny klub, który ma dzikie karty i rozdaje je według swojego uznania. To nie jest tak, że tam są ludzie, co tylko liczą funty i od tego uzależniają czyjś start. Ten klub ma jednak swoje konserwatywne spojrzenie na świat tenisa i trzeba to uszanować.
Co pan ma na myśli?
- To, że wbrew pozorom lepiej siedzieć cicho i nie jątrzyć, tylko cierpliwie poczekać. Według mnie jest duża szansa na dziką kartę dla Mai. I to pomimo tego, że federacja swoje dzikie karty rozdała już dawno i została tylko pula, którą ma Wimbledon.
Kiedy będziemy wiedzieć na pewno?
- 18 czerwca muszą to ostatecznie ogłosić, a my będziemy wiedzieć wcześniej. Zgłosiło się bodaj 14 zawodniczek, ale powtórzę raz jeszcze: jest duża szansa.














