Tutaj urodziła się Chwalińska. Burmistrz 11-tysięczego miasta ogłasza ws. Polki
Maja Chwalińska poległa w finale Roland Garros, ale i tak napisała piękną historię. Tuż przed meczem o tytuł porozmawialiśmy z burmistrzem Miechowa, czyli miejsca, gdzie na świat przyszła Polka, która zaskoczyła cały świat.

Michał Chmielewski, Igor Szarek (Interia Sport): Czy pan w ogóle wiedział, że Maja Chwalińska urodziła się w Miechowie? Czy ta informacja była jednak zaskakująca?
Burmistrz Gminy i Miasta Miechów Dariusz Marczewski: - Dowiedziałem się we wtorek wieczorem. Wtedy zaczęły docierać do nas te informacje, że Maja urodziła się w Miechowie. Chociaż były informacje, że było to inne miasto. W Paryżu jest teraz kolega, który zna Maję i cały jej zespół i też to pytanie zadał. Odpisał mi, że "tak, urodziła się w Miechowie".
- Po wywiadzie taty Mai mieliśmy podstawy, abyśmy mogli to opublikować. Wtedy napisałem, że "dobrze urodzić się w Miechowie (...) Mamy świadomość tego, że Maja mieszka gdzie indziej. Miejsca zamieszkania człowiek zmienia, ale jednego nie można zmienić - miejsca urodzenia.
Z okazji półfinałowego meczu w Miechowie szybko powstała strefa kibica. Rozumiemy, że wszystko musiało dziać się bardzo sprawnie i dynamicznie?
Po ćwierćfinale podjąłem decyzję, że spróbujemy zrobić strefę kibica. Wtedy wszelkie możliwe telefony poszły w ruch. Wszyscy w tej sprawie wykazali się dużym zaangażowaniem. Pomogli nam dyrektorzy stacji TNV i Eurosportu. Wieczorem w środę poprosiłem współpracowników o możliwość rezerwacji ekranu i całego sprzętu. Półfinał udało się zorganizować. Wiedzieliśmy, że po półfinale nie ma wyjścia - trzeba organizować również finał.
Czy spodziewał się pan tak dużego zainteresowania tym wydarzeniem?
Miechowianie wspierają Miechowian. Jesteśmy tutaj wszyscy i będziemy kibicować Mai.
A pan prywatnie ma jakiś związek z tenisem?
Tak, odbijałem, ale "grywać" to wielkie słowo. Kiedyś, 10 lat temu, od mojego przyjaciela otrzymałem rakietę Agnieszki Radwańskiej z kortów Rolanda Garrosa. Tak zacząłem odbijać na korcie ziemnym, który obok miechowskiej szkoły podstawowej. Paradokslanie mniej zacząłem grać, kiedy wybudowaliśmy korty w parku miejskim. Bardziej skupiłem się na infrastrukturze i patrzyłem, co można poprawiać.
Mam nadzieję, że nie tylko ja, ale i więcej osób wróci do regularniej gry w tenisa.
W Miechowie funkcjonuje jakaś aktywna szkółka tenisowa?
Jest miechowski klub tenisowy, uczniowski klub sportowy, są też organizacje i stowarzyszenia pozarządowe, które zajmują się popularyzacją sportu.
Czy planuje pan zaprosić Maję do Miechowa?
Poczekajmy. Dziś kibicujemy i to jest najważniejsze. Dla Mai, jej całego zespołu i rodziny to duże przeżycie. Poczekajmy, przyjdzie na to moment. Bardzo byśmy chcieli, aby odwiedziła Miechów, ale to jeszcze nie jest ten moment. Teraz gra finał Rolanda Garrosa i to jest najważniejsze.
Na pewno teraz łatwiejsza będzie popularyzacja tenisa. Czy są już wstępne plany, jak podnieść zainteresowanie tym sportem w regionie?
W miechowskim tenisie dzieje się od lat. Infrastruktura powstała w porozumieniu z tutejszymi tenisistami. Pierwotnie tutaj (w parku, tuż obok strefy kibica - red.) miały być boiska wielofunkcyjne. Bałem się, że to jednak będzie nienajlepsze rozwiązanie i tenisiści mi to potwierdzili. Nasze korty cały czas są rezerwowane. Organizowane są turnieje i różne wydarzenia tenisowe.
Myślę, że po dzisiejszym wydarzeniu to zainteresowanie będzie jeszcze większe.
















