Psycholożka Chwalińskiej pod lupą. Werdykt znanego psychologa, który ją superwizował
- Tu mamy do czynienia z odcięciem pępowiny, a więc uzyskiwaniem przez zawodnika zakresu swobody i poczucia wolności, które to przekładają się na lepszą decyzyjność w jego profesji, w tym przypadku na korcie. Bo to ja, jeśli mi nie idzie, szukam rozwiązań, a nie wzrokiem psychologa - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Nowicki, psycholog sportowy klasy mistrzowskiej, komplementując Alicję Nowicką, psycholożkę Mai Chwalińskiej - nowej bohaterki polskiego sportu.

Artur Gac, Interia: Zbieżność nazwisk pozwalała mi sądzić, że jest pan spowinowacony z psycholożką Mai Chwalińskiej, panią Alicją Nowicką.
Dariusz Nowicki, psycholog sportowy: - Nie, to tylko zbieżność nazwisk.
Tym niemniej od razu pan odpisał, że szkoliła się u pana i superwizowała, więc czuje dumę z jej osiągnięć zawodowych.
- Zdecydowanie tak. Nie ukrywam, iż lubię sytuacje, w których praca i czas przeznaczony młodszym pokoleniom psychologów sportu wraz z przekazywaniem im wiedzy później tak procentuje, gdy dalej rozwijają swój potencjał. A w przypadku Ali rzeczywiście jest to bardzo widoczne, bo już ma na swoim koncie kilka wcześniejszych osiągnięć z innymi sportowcami. Może nie tak spektakularnych jak to z Roland Garros, ale absolutnie nie jest w naszej dziedzinie postacią anonimową.
Pani Alicja poddawała się u pana superwizji?
- Tak.
Na czym polega ten proces u młodego psychologa, który u boku doświadczonego wchodzi w ten fach?
- To jest element ścieżki edukacyjnej, żeby uzyskać licencję psychologa sportu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Jednym z warunków jest odbycie 10 godzin superwizji u jednego psychologa sportowego i kolejnych 10 godzin u innego psychologa. To warunek dopuszczenia do egzaminu na tę licencję. W naszym przypadku superwizowanie polega na zindywidualizowanym szkoleniu, czyli na omawianiu przypadków, z którymi taka osoba styka się w swojej praktyce. Słyszy, jakie stosuje się rozwiązania, podpowiadane są inne rozwiązania, czy także sugerowana jest inna ścieżka. Innymi słowy to utwierdzanie takiej osoby, że jest na dobrej drodze, aby być skutecznym psychologiem sportowym. Uważam, że jest to dobry element, który ułatwia psychologom rozwój. Z kolei na wyższym poziomie superwizje również są niezbędne dla, nazwijmy to, uzyskania wewnętrznego spokoju, iż to co robię ma sens.
Jeśli dobrze rozumiem, to w przypadku pani Alicji było to przerabianie tzw. studium przypadku?
- Świetnie to pan ujął.
Natomiast na wyższym poziomie już podczas naszych wcześniejszych rozmów rozumiałem, że w przypadku doświadczonego psychologa jest to spojrzenie w głąb siebie i skonfrontowanie się z tym, co sądzi o jego działaniach inny, rutynowany fachowiec.
- Tak jest, właśnie to dzieje się na wyższym poziomie. Gdy już jesteśmy dalej w tym fachu, wówczas rzeczywiście takie superwizje są niezbędne. Nawet jeśli chodzi o czołówkę nas, jeśli chodzi o polską psychologię, to także rozmawiamy i konsultujemy między sobą różne sytuacje, bo to pozwala w dużym stopniu obniżyć napięcie postartowe. Przecież my też jesteśmy, w mniejszym lub większym stopniu, emocjonalnie powiązani z zawodnikami, trenerami i ich występem na zawodach.
Czymś panu mocniej zapamiętała się pani Alicja?
- Na pewno wyróżniała ją dociekliwość. Uczestniczyła w zajęciach w ramach studiów podyplomowych z psychologii sportu w zajęciach z treningu mentalnego, które prowadziłem. Później zwróciła się o superwizowanie, bo chciała pogłębić ten kierunek pracy ze sportowcami i konsekwentnie od około 10 lat realizuje to ze swoimi grupami sportowymi. Wsparcie, jakie uzyskała Maja Chwalińska ze strony Alicji Nowickiej na pewno było istotne.
O format współpracy z psychologiem osobiście zapytałem Maję Chwalińską po finale Rolanda Garrosa. Oto, co odpowiedziała: "Z Alą zaczęłam współpracę początkiem 2025 roku. Ala jest z Warszawy, więc za bardzo się nie widzimy. Rozmawiamy raczej przez telefon. To był pierwszy turniej, na który przyjechała. W naszej współpracy mam od niej dużo wolności, co polega na tym, że jeśli potrzebuję czegoś, to się odzywam. Ala jest bardzo wyrozumiałą osobą. Jakby to powiedzieć... Nie naprzykrza się, tylko daje mi wolność. Jeśli jej potrzebuję i jej rad, to po prostu się odzywam, wtedy pracujemy, obgadujemy różne rzeczy. Ale nic nie jest na siłę, co myślę, że też jest bardzo ważne".
- Myślę, że to bardzo ważne słowa przywołane z ust młodej zawodniczki, jaką wciąż jest Maja, bo pokazują to, co jest istotą w wyposażaniu sportowca w potrzebne przymioty. Czyli, nazwijmy to metaforycznie, tu mamy do czynienia z odcięciem pępowiny, a więc uzyskiwaniem przez zawodnika zakresu swobody i poczucia wolności, które to przekładają się na lepszą decyzyjność w jego profesji, w tym przypadku na korcie. Bo to ja, jeśli mi nie idzie, szukam rozwiązań, a nie wzrokiem psychologa. I dopiero, jak nie dam sobie radę, wtedy poproszę o pomoc. To jest w dużym stopniu dojrzałość zawodniczki, która wchodzi w dorosłą rywalizację. Super jest ta postawa Mai, ona dobrze rokuje na przyszłość. Ta profesja właśnie polega na usamodzielnieniu. W tym przypadku zrozumiałem to tak, że Maja dlatego miała przy sobie na tym turnieju panią psycholog, aby mieć pewność, że w razie czego ma się do kogo zwrócić.
Legenda tenisa oszalała na punkcie Chwalińskiej. "Jest cudowna, wróciła magia"
Maja to zawodniczka, za którą już bardzo mocne i traumatyczne przeżycia, bo wiemy bezpośrednio od niej o depresji, którą komunikowała światu w czerwcu 2021 roku. Więc może tym bardziej jest w stanie nakreślić z jej punktu widzenia właściwe ramy we współpracy z psychologiem.
- Z wypowiedzi Mai możemy stwierdzić, że to rzeczywiście i ewidentnie była depresja, bowiem zawodniczka przez kilkanaście miesięcy była w procesie leczniczym.
- Dlatego zatrzymajmy się na chwilę przy pojęciu "depresja u sportowca". Chodzi mi o to, że temat depresji stał się dosyć popularny. Ja oczywiście nie deprecjonuję zdania i opinii osób, które mówią, że były w stanie depresyjnym, czy też w głębokiej depresji. Natomiast w przypadku sportowców ważne jest to, byśmy nauczyli się rozróżniać dwa stany: stan rzeczywistej depresji od stanu chronicznego zmęczenia. W tym drugim przypadku głównym elementem jest przemęczenie układu nerwowego oraz mięśniowo-kostnego na przykład zbyt dużą liczbą wyzwań startowych, które może się przekładać na pewnego rodzaju symptomy depresyjne. Ale nie jest to depresja w tym sensie, że następują jakieś biochemiczne zmiany w mózgu, które później skutkują właśnie silnym syndromem depresyjnym.
Więc z punktu widzenia laika, w jaki sposób można rozpoznać, z którym stanem mamy do czynienia?
- Chociażby poprzez to, w jakim tempie osoba wychodzi z tego stanu. Czasami bowiem dzieje się tak, że sportowcy sygnalizują objawy depresyjne, po czym po kilkunastu tygodniach terapii, przerwy od treningów i startów wracają do sportu. Wówczas trudno mówić o klasycznej jednostce chorobowej. Konieczna jest konsultacja z zakresu psychiatrii oraz metody diagnostyczne dla rozróżnienia zmęczenia idącego w kierunku wypalenia ze stanami depresyjnymi, a depresji jako takiej.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











