Maja Chwalińska triumfuje, rywalki poirytowane. "Mogą czuć się wręcz ośmieszane"
Maja Chwalińska pokonała Annę Kalinską 7:6(3), 6:3 i osiągnęła największy sukces w tenisowej karierze - zagra o finał wielkoszlemowego turnieju French Open. - Maja ma niesamowite czucie. Większość skrótów, które zagrywa ląduje zaraz za siatką i jeszcze skręcają. Często zagrywa slajsa, na którego rywalki nie potrafią zareagować i psują piłki. Nie są do tego przyzwyczajone. Kojarzy mi się z Ashley Barty, która tylko trochę mieszała slajsem i myślała na korcie, a była pierwsza na świecie i wyróżniała się na tle dziewczyn, które grały jednostajnie - uważa Anna Korzeniak, była tenisistka.

Andrzej Klemba, Interia: Gdzie Maja Chwalińska się chowała, że tenisowy świat o niej za bardzo nie wiedział?
Anna Korzeniak, tenisowa ekspertka: Szła taką drogą, jak wiele dziewczyn, które nie mają ekspresowej kariery, tylko powoli budują ranking i poprzez mozolne granie w turniejach rangi ITF, a potem coraz wyższych, zdobywają punkty do rankingu. Tam nie sięga telewizja, tam rzadko schodzą dziewczyny z WTA. Więc dlatego nie było o niej za bardzo słychać.
Trzeba było dostać od kwalifikacji Rolanda Garrosa i wreszcie się pokazać z najlepszej strony.
- Dokładnie tak. Trzeba wygrać z kimś, kto ma już renomowane nazwisko i wtedy świat tenisowy zacznie cię zauważać.
Maja to rocznik Igi Świątek. Fachowcy rozpływają się nad jej stylem, z którym nie radzą sobie rywalki. Wcześniej jednak nie przebiła się tak daleko, jak teraz.
- Na to wpływają różne czynniki. Być może Maja grała z mniejszą pewnością siebie. Tak naprawdę poziom w kobiecym tenisie nie różni się wiele od trzysetnego miejsca do pierwszego miejsca na świecie. Może pierwszego to przesadziłam, ale do zawodniczek startujących w Wielkich Szlemach i decydują już niuanse. Decyzje, liczba popełnionych błędów, doświadczenie. Tak naprawdę gdyby te zawodniczki z trzysetnego miejsca w rankingu wierzyły, że mogą wygrać z kimś z pierwszej pięćdziesiątki, to miałyby szansę, ale tej wiary zazwyczaj nie ma. Przychodzi strach, a za nim idzie popełnianie błędów.
W kolejnym sporcie potwierdza się, że głowa jest kluczowa.
- Wystarczy właśnie jeden dobry mecz z kimś z kim myślało się, że się nie wygra i nagle ta pewność siebie rośnie, a gra po prostu wchodzi na wyższy poziom.
Chwalińska wygrała kwalifikacje, ale potem aż pięć zawodniczek nie znalazło na nią sposobu. Na dodatek mecze były głównie wygrywane 2:0, a niektóre sety do zera.
- Tenis Mai jest bardzo nieprzewidywalny i przede wszystkim nowy w światowej czołówce. Bardzo ciężko rywalkom dostosować się do tego stylu gry. Myślę, że mało na treningach ćwiczy się odgrywanie slajsa, skrótu czy takich wysokich lobów, bo mało osób w czołówce stosuje takie zagrania. I ten trening polega zazwyczaj na czymś zupełnie innym.
Pierwszy trener Mai podkreślał, że oni aż do znudzenia ćwiczyli właśnie takie zagrania i teraz Chwalińska zbiera owoce.
- Miałam przyjemność jeździć do Mai, kiedy miała 14 lat właśnie na zaproszenie Pawła Kałuży, jako sparingpartnerka. I było dużo ćwiczeń pod tym kątem, żeby nie było dwóch tych samych uderzeń w trakcie jednej wymiany. Od początku była szkolona w ten sposób i daje to niesamowite efekty.
Tenis Chwalińskiej wydaje się prosty - zagrywa tam, gdzie nie ma rywalki, a do tego robi to z łatwością.
- Maja bardzo dobrze widzi kort, kątem oka dostrzega, gdzie jest przeciwniczka albo gdzie najlepiej zagrać. Okazuje się, że nie wszystkie dziewczyny, nawet te z czołówki, to mają. Wiele razy padło stwierdzenie, że Maja myśli na korcie.
To pokazuje tak naprawdę, że większość tenisistek tego nie robi i to akurat jest trochę smutne
Chwalińska przynajmniej na zewnątrz zachowuje spokój. Jej rywalka Anna Kalinska była wkurzona i miała pretensje do trenerki, że taktyka nie zdaje egzaminu.
- Na to składa kilka czynników. Maja w swojej grze zawsze stawiała na cierpliwość, nigdy na zagranie w wymianie kilku piłek. Gra z dziewczynami, które są faworytkami i gdy z nią przegrywają, to tym bardziej są zirytowane. Patrząc na ranking to one powinny łatwo wygrać, a tutaj Maja plącze im nogi. Jest jeszcze trzecia ważna rzecz, którą nie każdy może dostrzec. Maja przeszła ciężką drogę i miała trudne przeżycia w życiu prywatnym. Wtedy człowiek jest troszkę inny na korcie. Jakby ten mecz tenisowy nie ma aż takiej wagi, jeśli pokonała naprawdę trudne momenty w życiu. Patrzy się na ten tenis z innej perspektywy.
Styl Chwalińskiej może wręcz irytować rywalki? Te skróty, mijania, wysoka piłka…
- Maja ma niesamowite czucie. Większość skrótów, które zagrywa lądują zaraz za siatką i jeszcze skręcają. Często zagrywa slajsa, na którego rywalki nie potrafią zareagować i psują piłki. Nie są do tego przyzwyczajone. Kojarzy mi się z Ashley Barty, która tylko trochę mieszała slajsem i myślała na korcie, a była pierwsza na świecie i wyróżniała się na tle dziewczyn, które grały jednostajnie. Fakt, że nikt nie lubi być ogrywany slajsami i skrótami. Jakbyś przegrywała z osobą, która gra po prostu mocniej i lepiej, to nie to aż taka, powiedzmy, wizerunkowo wpadka niż z kimś, kto wygrywa z tobą skrótami.
To boli mocniej?
- Tak, mogą się poczuć mocno, aż muszę użyć takiego słowa, ośmieszone, że skrócikami ktoś z nimi wygrał. Dlatego to je bardziej dotyka.
To będzie przełom w karierze tenisowej Chwalińskiej? Choćby z tego względu, że nie będzie musiała grać w kwalifikacjach do największych turniejów.
- To na pewno będzie duży skok w tenisowym życiu Mai i w prywatnym też, bo już wszyscy będą ją znać. Tenisowo awansuje w rankingu, co da jej grę w głównych turniejach. To też skok finansowy, co zapewni Mai komfort. A do tego plus 10 do tak zwanej aury. Teraz jest już pewna siebie, że potrafi wygrać właściwie z każdą dziewczyną, która jest wysoko w rankingu.
Jednak rywalki będą na nią patrzeć poważniej, a ich trenerzy szukać sposobu, by sobie poradzić z Chwalińską?
- Na pewno będzie trening pod Maję, czyli odgrywanie wysokich lobów, odpowiedź na slajsa i bieganie do skrótów. Wbrew pozorom dziewczyny, które lubią grać jednostajnie, nie bardzo lubią trenować takie rzeczy. Nie znaczy to też, że jak zaczną ćwiczyć, to od razu im to zacznie wychodzić. Na razie Maja będzie miała tę przewagę, a nawet jeśli rywalki nauczą się jej stylu, to ona też będzie się rozwijać. Ona dobrze widzi kort i gra sprytnie, a tego nie da się już nauczyć. To jest jej ogromna przewaga i największy atut Mai.













![Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MXVQ5NCQN6VUP-C401.webp)

