Legenda tenisa oszalała na punkcie Chwalińskiej. "Jest cudowna, wróciła magia"
- Najważniejsze, że Maja gra cudowny tenis, techniczny, który przypomina, że jest to sport dla wszystkich. Nie musi dziewczyna mieć 1,85 m wzrostu i mocno bić piłkę, żeby wygrywać. Maja to udowodniła właśnie świetną techniką, sprytem i czuciem gry. Powrócił tenis z moich lat, ja nazywam Maję "La Magicien" - mówi nam Wojciech Fibak, legenda tenisa, który przybył specjalnie na finał z udziałem Mai Chwalińskiej do Paryża.

Turniej w Paryżu do pana ulubione miejsce. Za nami wielkie emocje z udziałem Mai Chwalińskiej.
Wojciech Fibak: - To jest mój ulubiony turniej i mój ulubiony kort, ja tu przeżyłem tyle... Bo nie tylko sam i nie tylko w deblu z Janem Kodesem, z którym siedziałem na trybunie, ale też z Ivanem Lendlem, którego doprowadziłem do sukcesów. A teraz na tym korcie przeżywać takie wzruszenie. Nawet po operacji kolana, choć nie mogę specjalnie chodzić, przyleciałem, bo chciałem być blisko Mai. Chciałem być z nią i przeżyć to. Miałem łzy w oczach, a serce mocno biło. I pokrzykiwałem "Maja, Maja, Maja". A gdy zaczęło się już pod koniec gorzej układać, to nawet kilka razy krzyknąłem "Majeczka". Ona nawet raz się uśmiechnęła, bo chciałem, żeby dzięki tej "Majeczce" jakoś lepiej poczuła.
Ekspresowa decyzja w sztabie Chwalińskiej po porażce. Klamka zapadła
Przegrany finał zawsze wywołuje smutek, ale całościowo jesteśmy świadkami wielkiego sukcesu. Ta dziewczyna pokazała coś, czego nie oglądaliśmy od dziesięcioleci. Pokazała, że wszystko jest ważne w tenisie, w tym przygotowanie fizyczne, ale ono powinno być fundamentem, jednak najważniejszy jest tenis. A ona wszystko potrafi.
- Pięknie to podsumowałeś. Powrócił taki tenis właśnie z moich lat. Tenis techniczny. Ja nazywam Maję "La Magicien" w porównaniu do Fabrice'a Santoro, który był "Le Magicien". I to się tutaj bardzo spodobało. Te jej skróciki, loby, czucie... Okazuje się, że wtedy, kiedy ktoś gra inaczej, a dziewczyny nie mają piłki na wysokości bioder, gdy sobie spokojnie biją, to mają problem. Kiedy nagle ta piłka jakimś podciętym crossikiem po przekątnej gdzieś tam leci, one nagle są bezradne. I rozbijała i Chinkę, i Mertens, i Sakkari, i kolejne. Ale w końcu trafiła kosa na kamień. W finale w tych trudnych, wietrznych warunkach, Mirra Andriejewa okazała się jeszcze sprytniejsza. Miała jeszcze mądrzejszą taktykę od Mai. Ona sama z siebie instynktownie, bo jest bardzo inteligentna, a do tego jeszcze ma w narożniku Conchitę Martinez, która wie naprawdę co się w tym tenisie dzieje, zachwyciła koncentracją i odpornością na te trudne warunki. Okazało, że pokonała Maję właśnie jej bronią, bo grała niezwykle regularnie. Te błędy, wiadomo, zdarzały się przez wiatr. Maja zachwycała tutaj całe trzy tygodnie niezwykłą regularnością i tym wyczuciem piłki, ale w finale regularnością, wyczuciem piłki i ślizgami zachwycała Mirra.
Widać było, że sztab Mirry niewątpliwie przygotował bardzo trafną taktykę, ale jednak nie ma pan wrażenie, że Mai przede wszystkim zabrakło siły, by grać jak wcześniej i rozprowadzać rywalkę po korcie? Do takiego tenisa nogi muszą świetnie pracować.
- To był, jak to się mówi, o jeden most za dużo. I odczułem to również z Henrim Lecontem, o czym rozmawialiśmy, że gdy on dotarł do finału tutaj w Paryżu. Ja go wtedy prowadziłem, do mnie do domu przyszedł Nicolas Sarkozy. I w finale z Matsem Wilanderem już to nie był ten sam Leconte. Już nie miał tej świeżości, ani polotu, a przecież wcześniej zachwycał techniką, jakimiś atakami, skrótami i innymi numerami. Wilander był jak ściana, nie dał szans Francuzowi. I to jest świetne porównanie do finałowego meczu Mai. Czyli niby była ta nasza Maja, ale my oglądaliśmy poprzednie jej mecze i wiedzieliśmy, że trochę brakuje właśnie tej świeżości i może dodatkowej szybkości. Kilka razy nawet sama się zdziwiła, gdy nieczysto zagrała z forhendu. Wiadomo, że przez wiatr, ale w poprzednich dniach też wiało, a jednak bardzo rzadko się zdarzało.
Jeszcze trzy tygodnie temu Maja globalnie była postacią anonimową, kompletnie nierozpoznawalną i niezauważalną. W Polsce znaną tylko przez kibiców tego konkretnego sportu. Dzisiaj mamy sportowca, którego chcę poznać cały świat, w którym zakochała się Polska i stał się wręcz naszym takim dobrem narodowym.
- Tak, wszystko się zgadza. To dlatego, że do tego całego tenisa ona jest taka cudowna, kochana ta nasza Maja. Taki mamy do niej stosunek. Jest coś takiego, że wszyscy traktujemy ją, jakby była naszym dzieckiem, jest przecież taka filigranowa. I najważniejsze, że gra cudowny tenis, techniczny, który przypomina, że tenis jest dla wszystkich. Nie musi dziewczyna mieć 1,85 m wzrostu i mocno bić piłkę, żeby wygrywać. I Maja to udowodniła, wygrywając przy tym mnóstwo pieniędzy. Zrobiła to właśnie świetną techniką, sprytem i czuciem.
Chwalińska ogłasza, w co zainwestuje gigantyczne pieniądze. Postanowione
Niektórzy wietrzyli już definitywny koniec takiego tenisa z uwagi na to, jak mocno poszedł w stronę fizyczności. I baliśmy się, że już nie ma powrotu dla takich techników, których matka natura nie obdarzyła warunkami.
- Po prostu nie ma aż tak wspaniałych techników. A tu z czymś takim mamy właśnie Maję, z jej niezwykłym talentem, bo to jest perełka i nasz brylancik. Ta jej szybkość poruszania się, regularność, spryt i właśnie technika pokazuje, że te najmocniejsze, najwyższe, najmocniej bijące będą miały z nią kłopot. I wygrają czasami, ale nie zawsze.
Maja sama mówiła, że jej atutem było to, że nikt jej nie znał. Z pewnością będą się jej coraz bardziej uczyć.
- Oczywiście, teraz te dziewczyny będą chciały wygrać z finalistką Roland Garros. To już nie będzie tak, że grają ze 120. rakietą świata, tylko będą potrójnie zmobilizowane.
Rozmawiał i notował w Paryżu - Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl






![Polscy siatkarze są już pewni awansu. Oto decydujące akcje [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C0FCDT3XFBD-C401.webp)


![Karta walk KSW 120. Gdzie i o której oglądać galę? [TRANSMISJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000N1PBW9Y3H8OPJ-C401.webp)

