Ekspresowa decyzja w sztabie Chwalińskiej po porażce. Klamka zapadła
- Czy heroizm Mai Chwalińskiej w Rolandzie Garrosie będzie miał swój koszt? Na pewno, dlatego już wypisaliśmy ją z wszystkich turniejów przed Wimbledonem. I zrobimy wszystko, by jak najlepiej odpoczęła, do czego potrzebuje spokoju. Jednocześnie trwa walka o "dziką kartę" na Wimbledon - ujawnił po pytaniu Interii Piotr Szczypka, menedżer nowej bohaterki polskiego sportu.

Maja Chwalińska jako druga tenisistka w erze Open przebrnęła drogę od kwalifikacji do wielkoszlemowego finału. Pierwszą z nich była Emma Raducanu, podczas US Open 2021. W przypadku Brytyjki skończyło się to tytułem. Polscy kibice mieli nadzieję, że w przypadku Dąbrowiczanki również nastąpi takie samo zwieńczenie tej przepięknej historii, jaką nasza reprezentantka pisała od blisko trzech tygodni w Paryżu. To się nie udało.
Trwa walka o "dziką kartę" dla Mai Chwalińskiej. Teraz odpoczynek od tenisa
Nasza reprezentantka mierzyła się z Mirrą Andriejewą. Polka nieźle weszła w spotkanie, ale potem lepiej z wietrznymi warunkami radziła sobie Rosjanka. Ostatecznie to Andriejewa sięgnęła po historyczny, pierwszy wielkoszlemowy tytuł, wygrywając 6:3, 6:2.
- Maja jest wielka. Zaraz po meczu są emocje, może troszeczkę smutku, bo przegrany jest ostatni mecz. Ale myślę, że za chwilę, jak się pozbieramy, będziemy świętować i się cieszyć, bo nie ma tu miejsca na żaden smutek. Maja dokonała rzeczy niesamowitej. Nikt w najśmielszych snach nie myślał, że będzie finalistką turnieju wielkoszlemowego, więc wielkim grzechem byłoby się nie cieszyć - mówi Piotr Szczypka.
Świat reaguje na porażkę Chwalińskiej. Niemcy napisali to wprost
Przyjaciel Mai, współpracujący z zawodniczką od 15 lat, patrzy też z podziwem na to, jak w nowej rzeczywistości pojawiła się ta drobna, mierząca 164 cm wzrostu kobieta.
- Maja jest bardzo zmęczona i to może też wyszło już w finale. Żeby trzy tygodnie tak funkcjonować i je przetrwać, trzeba mieć nadludzką wytrzymałość. Ja nie grałem, nie biegałem za piłką po korcie przez kilkanaście godzin, a wieczorem padałem. Ogromny szacunek dla niej, to dziewczyna z ogromnym sercem do walki, a przy tym bardzo sympatyczna i skromna - kręcił głową z podziwem.
A jaką ją widział na godziny przed finałem, nie tylko fizycznie, ale także głębiej przenikając ją wzrokiem?
- Widziałem, że była szczęśliwa i niesamowicie spokojne, co jest trochę nienaturalne w aż tak wielkim turnieju. Aczkolwiek może dlatego, że wcześniej wiele razy widziałem ją bardzo smutną i przygnębioną. Osiągnęła tu swój największy sukces i wyraźnie widać było szczęście na jej twarzy, autentyczność i normalność każdego dnia. To było bardzo piękne. Ona w tym ogromnym napięciu wewnętrznym, przez te trzy tygodnie często nas rozśmieszała, gdzie powinno to działać w drogą stronę. Miała wspaniałą energię, którą my również od niej czerpaliśmy - z estymą odpowiedział menedżer.
Menedżer Mai Chwalińskiej w rozmowie z Interią potwierdził plany naszej tenisistki odnośnie do najbliższych startów. Polka walczy o "dziką kartę" do Wimbledonu, do którego na ten moment musiałaby się kwalifikować. Interia już obszernie opisywała kulisy tej sprawy.
- Cenę udziału w turnieju w Paryżu Maja na pewno zapłaci, ale myślę, że nie aż tak wielką. Mamy już przygotowany odpoczynek, zresztą sama go sobie planuje. Nie może zrobić nic lepszego niż odstawić na kilka dni rakietę i odpocząć. A potem zobaczymy, jeśli trzeba będzie czas wydłużyć, to tak zrobimy. A jeśli dostanie "dziką kartę" na Wimbledon, to będzie miała kilka dni więcej. Pracujemy nad tym, pomaga nam Victor Archutowski. Wcześniej poszedł oficjalny wniosek, a wczoraj wysłany został jeszcze jeden dokument - doprecyzował Interii Piotr Szczypka, właściciel klubu BKT Advantage Bielsko-Biała.
Z Paryża - Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl










